Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Zakopane - Szaflary - Kraków

sobota, 2 VII 2011


Wciąż pada :-( | Zasłużony relaks w termach


Ranek wita nas deszczem. Wsiadamy do autobusu i jedziemy do Liptowskiego Mikulasza. Nie jestem pewien, czy Strama jeździ w soboty o 8:50, nie ma go w lokalnym rozkładzie jazdy a informacja autobusowa dziś nieczynna. O w pół do dziewiątej na dworzec wjeżdża mały autokar. Sergiusz jeszcze idzie po pierniki do sklepu (podoba mi się jego coraz większa samodzielność) i jedziemy do Zakopanego (można płacić w euro lub złotych). Tym razem w autobusie znajduje się czwórka pasażerów: oprócz nas jadą dwie Polki do Zuberca. Mijamy skąpaną w deszczu Tatralandię i wjeżdżamy na malowniczą drogę prowadzącą przez Zuberec. Wciąż mży, góry spowite są chmurami. Zdecydowanie, dziś niedobry dzień na wycieczkę. Ale myślę sobie, że warto tu kiedyś powrócić. Pochodzić po Tatrach Zachodnich, przejść - tak jak planowałem - Rohacze. Przed Chyżnym Sergiusz w końcu łapie zasięg z polskiej sieci i może porozmawiać z mamą.

W Zakopanem przesiadamy się w biegu na autobus jadący do Krakowa, by podjechać do Szaflar. Sergiusz nie był nigdy w termach, więc zaproponowałem chwilę ciepłego relaksu. Chyba zasłużyliśmy na to po tylu trudach?!

Pluskamy się przez okrągłą godzinę, smagamy biczami wodnymi, zjeżdżamy na zjeżdżalni. Tylko w saunie Sergiuszowi się nie podoba:
- Za gorąco! - stwierdza i ciągnie mnie do basenów na zewnątrz budynku. Tu przyjemniej, choć czasem pokropi deszcz.
Łapiemy kolejny autobus do Krakowa i wracamy do domu.
- Co ci się najbardziej spodobało? - pytam.
- Czerwona Ławka w pierwszym dniu chodzenia po górach.
- A mi Jaskinia Demianowska. Nigdy nie widziałem tak pięknej jaskini. Żałuję, że nie zapłaciłem za robienie zdjęć, ale teraz to trudno.
- Może kiedyś tu wrócimy?
- Tak, może w Tatry Zachodnie, by przejść Rohacze w całości...

Kraków wita nas słoneczną pogodą.

Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej