Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Ułan Ude - Irkuck

wtorek, 23 VIII 2005


Sto siedem długich godzin... |Czas na omula! |Z wizytą u polskiej rodziny


Bajkał

Jest bardzo wcześnie, zegarek mój oczywiście stanął. Gruba handlarka spod okna pakuje się, wysiada w Bada. Czyli jest 6 rano miejscowego czasu. Zgodnie z zasadami komputerowego systemu na jej miejsce przychodzi inny kaszalot. Miałem przez chwilę wrażenie, że mój pobyt w Chinach to był tylko sen. Ale o tym, że było inaczej przypomniała mi moja pekińska chrypka. Za oknem "niebieskie" wsie syberyjskie rozrzucone pomiędzy niewysokimi w tej części Górami Jabłonowymi. Pociąg No. 339, który mnie wiezie do Moskwy to pociąg pasażerski z ponad setką przystanków. Pojedziemy 107 godzin. Wczoraj sprawdzałem w systemie, że pekiński ekspres jedzie na tym odcinku przez 92h, inne pociągi 94h, 105h. Przy takich odległościach to już nie ma znaczenia. Najbliższe dni spędzę w towarzystwie starszej kobiety jadącej do Swierdłowska oraz z dwójką młodych wracających do Krasnojarska. Godziny w transsibie mijają wyjątkowo powoli w tym roku. Przerażająca jest dla mnie perspektywa 5 nocy. Poprzednim razem było ich "tylko" 4. Pocieszam się, że nie pchałem się do Władywostoku. Omul

Minęliśmy Ułan Ude, mignęła szara wstęga Selengi, i oto niespodziewanie pojawił się Bajkał - na wyciagnięcie ręki. Podobno w tym roku woda była wyjątkowo ciepła. Poprosiłem kobietę rozwożącą piwo, by mi dała znać, jeśli znajdzie w pociągu Polaków, póki co nudzę się jak mops. Młodzież zajęła się sobą, starsza kobieta jest jakoś mało przystępna... Kupiłem sobie w pociągu goriaczego omula (25RUB). W Sljudiance będziemy stać 40 minut, zdążyłbym kupić na stacji, ale jakoś nie mogłem się jej doczekać. Dziwna rzecz: zostawiłem dwa razy więcej rybich resztek niż kobieta z naprzeciwka. Ależ ci Rosjanie potrafią się wgryzać w głowę i w ogon!
W Irkucku na sąsiednim torze stoi pociąg z Pekinu do Moskwy, dogonił nas. Wypatruję Polaków, ale z pociągu wysiadają na peron głównie skośni. Ale w końcu słyszę parę polskich słów - kobieta z dwójką dzieci i to z "mojego" pociągu. Umawiamy się na wizytę. W pociągu kolejne przetasowania, teraz w wagonie jedzie głównie młodzież i dzieci do Omska. Z tego, co mówią przez ostatnie dni cały czas padało nad Bajkałem. Syberyjska wioska

Idę do polskiej rodziny. Ania i Sławek to młode małżeństwo wracające po 4.5 latach pracy w Ułan Ude. Uczyli języka polskiego w szkole. Buriacka polonia jest z okresu powstania styczniowego, choć są i tacy, którzy żyli jeszcze w Polsce przed okupacyjną wywózką. Tylko starsi mówią po polsku, młodzież dopiero się uczy języka. Główny ich cel to właściwie stąd wyjechać, wyemigrować gdziekolwiek, choćby do Polski. Mówią, że do Stowarzyszenia Polaków w Ułan Ude zagląda latem wielu Polaków, którzy jadą do Mongolii i Chin. Przyznają, że kontakt ze Stowarzyszeniem jest utrudniony. Sami też byli w Chinach, lecz ze względu na 3 i 5-letnie dzieci, musieli ograniczyć się do Pekinu. Opowiadam im o swojej podróży, oni o stosunkach polsko-rosyjskich po ostatnich chuligańsko-dyplomatycznych incydentach. Konflikt, jak mówią, jest powściągliwie traktowany w mediach, podkreślane są krzywdy rosyjskie. W kilku kwestiach mam odmienne opinie, nie chcę jednak wywoływać "polskiej burzy". Pod wieczór dojeżdżamy do Zimy. Jeszcze 4 noce do Moskwy...


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej