Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Morze Tyrreńskie

poniedziałek, 23. VII


Na plaży | Woda słona, woda słodka?


Wiadomo! To my. Jesteśmy na plaży - obok prywatna z pilnowanym wejściem. Mamy to zostać do południa następnego dnia. Główne zajęcie ludzi prócz kąpania się, żarcia i opalania to szukanie w ustronnym miejscu wolnej od kupek przestrzeni bądź smakowanie wody non potabile ze stacji. Dla mnie jest oczywistym kretynizmem dłuższy pobyt w tym miejscu. Pilot obiecał co prawda sprawdzić na rowerze okoliczne plaże - ale podobno nic nie załatwił.

Morze jest fantastycznie ciepłe i nieruchome. Woda unosi ciało. Pozwalam sobie na kilka fikołków do przodu i do tyłu. I choć trudno przyzwyczaić się do ciągłego przemywania górnych dróg oddechowych solanką czuję się świetnie. Sylwia decyduje się na topless w grajdołku. Wiatr coraz silniej wiejący utrudnia przyrządzenie herbaty z kradzionej kawy. Żal mi, że brak tu ludzi, którym chciałoby się grać w brydża, z braku laku staram się aktualizować dziennik.
Niezapomniane sycylijskie pejzaże Trzykrotnie w sumie wyprawiamy się po wodę. Za pierwszym razem mamy szczęście - bierzemy dobrą wodę u dziadka. Drugi raz - dopiero na stacji kolejowej. Usiłujemy ją pić, podwyższając walory smakowe gotowaniem. Świństwo. Następnego dnia korzystamy ze sprawdzonego źródła u "naszego" dziadka. Ciągłe gotowanie powoduje, że po 24 dniach kończy się trzecia butla.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej