Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Teheran

sobota, 12 VIII 2006


Ahmed oprowadza mnie po szkole wojskowej | "Down with USA" |10 milionów dywanów


Teheran: Sepahsalar

Dziś śpię w Teheranie. Jest dopiero 7.50, gdy wchodzę do pustego dormitorium w hotelu "Mashhad". Nadmiar wrażeń nie pozwala mi na sen, trochę jednak pospałem w nocnym autobusie. O 10.00 zwlekam się z łóżka, idę zwiedzać stolicę. Na bulwarze Ebne Sina kupuję kłódkę do plecaka i atakuję medresę Sepahsalar. To dość szczególna szkoła, bo zajęta obecnie przez wojsko. Trzy razy próbuję wejść główną bramą, irańscy żołnierze uparcie mnie zawracają do wyjścia wymachując rękami. W końcu anglojęzyczny wojskowy tłumaczy, że mogę spróbować wejść od strony ulicy na prawo od głównego wejścia. Idę. Wartownicy dzwonią do kaprala, mówią, że gość z Lachestanu chce zobaczyć szkołę współczesnych janczarów. Kapral dzwoni do swego kapitana a tamten pewnie do generała, w końcu jest zgoda, drogę mam wolną.
Oprowadzać po medresie będzie mnie szeregowiec Ahmed. Prowadzi mnie najpierw do meczetu. Ha! jak on szybko zdjął swoje oficerki! Meczet jest pusty i mroczny. Jedynie przez centralną latarnię i otwartą bramę na dziedziniec wpada trochę światła. W głębi zielenieje mihrab i minbar. Sklepienie latarni w postaci mukarnasów i żyrandol są wprost przepiękne. W wielkiej misie leży stos grawerowanych kamieni. Jeśli dobrze zrozumiałem chłopaka w czasie modlitwy przykłada się do niego czoło. Mam ochotę na taki kamyk!
Teheran: Sepahsalar Obchodzimy dziedziniec wokół, wszędzie śliczne mozaiki i wielościenne dekoracje iwanów. Pośrodku zielonkawa woda sadzawce i rzędy drzew owocowych. Żołnierz wyprowadza mnie później na piętro i na dach. Minarety mam na wyciągnięcie ręki. Dach jest pokryty miniaturowymi kopułami z latarniami wprowadzającymi światło do niżej położonych cel. Jestem oczarowany tym miejscem. Dziękuję za oprowadzanie i rewanżuję się widokówką z Krakowa.

Teraz długi spacer w kierunku ulicy Ferdosi (internet). Próbuję miejscowych pączków posypanych zgrzytającym w zębach gruboziarnistym cukrem. Godzinę spędzam na internetowaniu się. Znów spotykam obu Marcinów poznanych dwa dni temu w hotelu. Zdaje się, że są pokłóceni...
Idę fotografować byłą amerykańską ambasadę. To w niej 25 lat temu Irańczycy przetrzymywali kilkudziesięciu dyplomatów. Obecnie znajduje się tu siedziba irańskich fundamentalistów. Zakładam do aparatu małą 16-megabajtową kartę: jeśli rewolucjoniści się przyczepią - będzie mała strata. Zanim jednak doszedłem do byłej ambasady straciłem nieco sympatii do Irańczyków. Wchodzę bowiem do podrzędnej knajpki, pokazuję talerz faceta jedzącego jakieś smażone kiełbaski (mortadelę) z ryżem i pomidorami i pytam ile to kosztuje. 5.000 IRR, kucharz pokazuje banknot. Gdy zjadłem - musiałem zapłacić cztery takie banknoty! No co jest?!
Pod ambasadą spokojnie, mur pokryty kolorowym graffiti wyraża stosunek mieszkańców stolicy do Wielkiego Brata: Statua Wolności z trupią czaszką i "DOWN WITH USA", robię sobie zdjęcia. Żeby było jednak śmiesznie, w hotelu okaże się, że zgubiłem tę kartę! Wrrrrr!
Teheran: Sepahsalar

Podjeżdżam metrem na bazar i znów gubię się w labiryncie uliczek. Tym razem jest dopiero 15.00 i handel kwitnie na całego. Wędruję i wędruję... Ech! Ilość dywanów jest tu niewyobrażalnie wielka! Dywany małe, dywany duże, chodniki, narzuty... to wszystko leży nie tylko w setkach sklepików ustawionych wzdłuż uliczek, dywany zalegają też olbrzymie hale położone między ulicami. To tak, jakby opróżnić wszystkie półki w Tesco z towarów i zapełnić dywanami a później zrobić to samo ze wszystkimi hipermarketami w Krakowie i zgromadzić je w obrębie Plant!
Zaglądam znów na dziedziniec meczetu Imama Chomeiniego, później trafiam do małego meczetu, siadam na schodkach w bramie prowadzącej do środka i odpoczywam. Błąkam się tak po bazarze przez dwie godziny, gdy czuję już solidne zmęczenie - wracam do hotelu. Tu wściekam się i złoszczę na siebie starając się odnaleźć zagubioną kartę lub przynajmniej uświadomić sobie, gdzie mogłem ją stracić.
Postanawiam nazajutrz pojechać do
Qazvinu i dalej w góry. W nocy zwala się do pokoju jakaś para mieszana - pewnie z lotniska.
Teheran: Sepahsalar
Teheran: Sepahsalar
Teheran: Sepahsalar
Teheran: pamiątki dla turystów
Teheran: mur byłej ambasady amerykańskiej
Teheran: bazar
Teheran: bazar
Teheran: meczet na bazarze
Teheran: meczet na bazarze
Teheran: bazar

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej