Dzień: [1-2] [3-4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26-27-28]


Przysłowie syryjskie

Tartus-Latakia-Ugarit-Yayladagi

poniedziałek, 24 VII 2000


Arwad: Lonely Planet nie kłamie | Szlag mnie trafia | Resztki Ugaritu | Noc w lesie


Plątanina przewodów elektrycznych nad ulicą na wyspie Arwad Kolejny "ekspresowy" dzień. Wg programu mieliśmy nocować w hotelu w Latakii i stamtąd zrobić wycieczkę do "miasta umarłych" - Ugaritu. Wynika jednak problem związany z moją osobą - wcale mi się nie spieszy do Turcji a za taką opcją są pozostali. Po prostu ich zdaniem na Ugarit wystarczy 1 godzina i można jechać dalej do Turcji. Po co zamieniać tańszą Syrię na Turcję? Co zrobić z trzema dodatkowymi dniami w Turcji? Na te pytania nie dostaję odpowiedzi.
Zostawiam na razie te wątpliwości, bo oto teraz płyniemy na wyspę Arwad. Wyspa ta, położona zaledwie kilka kilometrów od Tartus, słynna jest ze swych wąskich i śmierdzących uliczek. Wsiadamy w porcie jachtowym do łodzi motorowej i rozkładamy się na pokładzie i dachu; wietrzyk przyjemnie nas chłodzi, wystawiamy twarze do słońca...
Arwad. Zagłębiamy się w labirynt uliczek wybierając te mniej śmierdzące. Półgodzinny obchód wyspy jest wystarczający. Siadamy w kawiarnianym patio i delektujemy się herbacianym syropem.

Tartus nad Morzem Śródziemnym Wracamy. Dopiero teraz płacimy za przejazd (75 SP) za 4 osoby), bierzemy bety z hotelu i jedziemy do Latakii. Po drodze "zwiedzamy" inny punkt programu - Kalat al Mahraba: gdzieś na szczytach dostrzegamy ruiny zamku krzyżowców... Na dworcu w Latakii, Darek proponuje, by tu nie nocować, lecz ze względu na brak lokalnych połączeń jechać taksówką dalej do Ugaritu. A nawet dalej do Turcji. świetnie!. Kolejne przyspieszenie, plan 6-letni w 1 rok. Szlag mnie trafia. Co to za zwiedzanie kraju po godzinie - półtorej na jeden obiekt turystyczny. W Istanbule - bieg przez Topkapi - OK - mieliśmy autobus na konkretną godzinę. Przystań w Tartus Ale Jerash 1.5h, Crac de Chevaliers - 1.3h, Ugarit - 1h? Tu wcale nie chodzi o to, czy "da się" zwiedzić, bo na pewno "się da". Ale ja chciałbym poczuć to miejsce, zrelaksować się w ładnej scenerii. Przecież to lepsze niż siedzenie godzinami w hotelu, aż ktoś skończy się pakować, ktoś skończy palić, myć się, jeść, pakować się, palić, jeść, palić, przebierać się, myć się... Po prostu źle mi z tym, że tak beznadziejnie traci się czas a zwiedzanie jest tylko dodatkiem do tego tracenia. I jeszcze jedno: dobrze wiem, że po latach pamięta się te miejsca, które poznawało się bez pośpiechu.

Resztki Miasta Umarłych - Ugaritu Propozycja Darka, by jechać do granicy tureckiej ze zwiedzaniem Ugaritu "w locie" zostaje podkopana przez dwójkę Polaków, którzy zaliczyli Ugarit korzystając z minibusów. Czyli da się jechać na raty i to taniej. A jednak jedziemy taksówkami do Ugaritu; taksiarze czekają a ja (15 SP - ISIC), Andrzej (ISIC) i Beata (300SP) zwiedzamy starożytne pozostałości. Kilka hektarów mocno zniszczonego miasta z pewnością jest wartych 15SP lecz 300 funtów to wydatek tylko dla fascynatów. Kręcę się po trawiastych uliczkach, rozmyślam o historii tego miejsca; docieram w końcu do świątyni Baala o czym się dowiaduję z odpowiedniej tabliczki. Cóż: czy tu, czy też 10 metrów dalej była świątynia, dla mnie bez znaczenia - wszak wszędzie podobne do siebie kamienie... Niespiesznie wracam przyrządzając sobie małą kawkę w chłodnej piwniczce. Syryjczycy wiozą nas na granicę. Krajobraz jest tu południowoeuropejski. Serpentyny asfaltu wiją się między wzgórzami porośniętymi lasami, winnicami i sadami. Domy wciąż wyglądają skromnie i na zaniedbane. A jednak z przyjemnością spędzał bym tu urlop, gdzie wprost z dachu można rwać winogrona.Świątynia Baala

Tym razem przejście graniczne jest jeszcze bardziej kameralne niż w Daarze. Wszystko byłoby OK, gdyby nie jeden zgrzyt w postaci 2-dolarowej dopłaty do wizy za... jej wypisanie. Około 20.00 dochodzimy do leśnego miejsca biwakowego z barem. Nie ma tu szans na nocleg ale Darek i Andrzej zamawiają herbatę i kebab. Około godziny czekają na realizację, ja robię sobie herbatkę i czekam, czekam. Około 22.00 ruszamy do lasu. Mam wrażenie, że głośne rozmowy przed snem pomagają niektórym oswoić się z niebezpiecznym otoczeniem...


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej