Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Stambuł

czwartek, 31 VIII 2006


Witaj Europo! |Spacer o Stambule |Bazar i śpiewający imam |Nocny przejazd przez Bułgarię | Marica


Istambuł: Meczet Nowy

O trzeciej w nocy przystajemy na jakichś autostradowych rozjazdach w ankarskiej metropolii. Żegnam się z Mahdim. Jeszcze 200 kilometrów drogi. Wytrzymam. Stambuł wita nas deszczem. Tuż za mostem na Bosforze skromniutka tablica "Welcome to Europe". Ano, witaj Europo. Trochę się za tobą stęskniłem.
Wysiadam przed biurem na Laleli. Jest 7.00. Mój plan na dziś jest taki: odszukać biura Toros i Mures mieszczące się w Akserai w okolicach otogaru Emniye (boczna uliczka tuż za wiaduktem), kupić bilet do
Suczawy i pochodzić po bazarach w oczekiwaniu na popołudniowy autobus. Zanim otworzą biura, dokonuję ablucji za 0.5 YTL w miejscowym WC-cie. Swoją drogą - wyjątkowo drogie są te toalety w Turcji - 1.2 zł. Cena biletu do Suchawy 50 USD, nie udaje mi się jej obniżyć w żadnym z dwu biur, decyduję się na Toros: dają herbatę, jadą 2 godziny wcześniej (jak się później okaże para warszawska zbiła cenę do 90 USD/2 osoby).

No dobrze, pieniądze wydane, mam pięć godzin na spacer i zakupy. Niestety pogoda nie jest zbyt zachęcająca, ciężkie chmury i drobny deszcz. Zimno a ja w krótkim rękawie. Zaczynam od internetu z ceną dla Turków: 1 YTL/h. Żadnych wiadomości z domu. Czy tak ciężko napisać kilka ciepłych słów? Jest mi znów przykro.
Istambuł: Meczet Nowy Chcę sobie obejrzeć pałac Topkapi, z zewnątrz. Niewiele pamiętam z poprzedniego pobytu. Tramwaju wybieram jednak zły kierunek i wysiadam na przystanku o nazwie Topkapi. Hm. Pałacu tu nie ma, nigdy nie było (jest przy Sultanahmet), oglądam natomiast mury miejskie. Jak się okazuje - całkiem długie. Jadę na Złoty Róg. Jakże pięknie wygląda Bosfor z sunącymi po wodzie statkami i azjatycka część miasta na drugim brzegu! Zwiedzam pobliski Nowy Meczet z wystrojem podobnym do Błękitnego Meczetu. Ależ ja się cieszę, że mój aparat pozwala na fotografowanie tak ciemnych wnętrz! Na schodach świątyni mnóstwo gołębi niczym na Placu świętego Marka w Wenecji.

Zapuszczam się teraz na Bazar Egipski. Ileż tu słodkości i przypraw! Powstrzymuję się przed zakupami, zjadam tylko sandwicza z rybą (3 YTL, przepłacone). Bocznymi uliczkami, również wypełnionymi sklepikami, idę na Wielki Bazar. Mimo że tyle tych bazarów widziałem, wciąż mam przyjemność z włóczenia się wśród takiej masy towarów i ludzi.
Pod Uniwersytetem trafiam znów do jakiegoś meczetu. Początkowo są pustki, imam siedzi przed stolikiem, śpiewa wersy z Koranu. Śpiew przyciąga wiernych, dopiero po chwili sobie uzmysławiam, że trwa nagranie filmowe. Po godzinie śpiewy się kończą, facet z kamerą znika, zaczynają się zwykłe modlitwy. Słychać nagrany głos, wzmocniony akustyką budynku jest po prostu piękny. Słyszę słowa "Allach Akbar" i trzy rzędy mężczyzn klękają jednocześnie. Odgłos uderzenia kolanami o drewnianą podłogę przykrytą dywanami brzmi jak tupnięcie nogą batalionu wojska na komendę "spocznij!" Jestem pod silnym wrażeniem. Z mrocznego pomieszczenia wydostaję się na zewnątrz: tu świat handlu, turystów i nachalnego marketingu.
Istambuł: Bazar Egipski

Dwa kroki dalej Aksarai i biuro Toros. Ładuję się do tyłu autobusu - nie chcę siedzieć obok przydzielonego mi kaszalota. Po kilkunastu kilometrach drogi w chmurze dymu poddaję się: trafiłem do kącika palaczy. Przesiadam się na "moje" miejsce. Rumuński kaszalot opycha się słonecznikiem i dźga mnie łokciem! Mongoła w autobusie do Moron mogłem w podobnej sytuacji kopać i odpychać łokciami, ale tu niby... kobieta. No i Europa...
Pędzimy autokarem do bułgarskiej granicy. Wskazówka prędkościomierza dawno zatrzymała się na końcu skali: 125km/h. Ta trasa - pełna wiaduktów - zachęca do dodawania gazu. Cóż nam jednak po tych prędkościach, skoro na granicy gigantyczne kolejki. Rozmawiam z parą studencką, Michałem i Anią. Uciekinierzy z Turcji. Podobno była seria zamachów w Stambule. Do tego podwójna zemsta faraona. Hm. Chyba są mało odporni... Ale mili!
Na granicy stoimy już półtorej godziny. Bułgarzy chcą od nas... tranzytowe wizy bułgarskiej. Po chwili sytuacja się wyjaśnia, panienka z Torosu przeprasza za zamieszanie. Zdarza się. Odprawa po stronie bułgarskiej zostaje przyspieszona podaniem 50-dolarowej łapówki,


Ha, ha! Już miałem zamknąć dzień, ale po kolejnym postoju zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Pilotka przedstawiła wszystkim Maricę - moją sąsiadkę, złożyła jej życzenia. Kaszalot wstał i przy rytmach manele - rumuńskiej muzyki folkowej - zaczął tańczyć. Wyglądało to dość.... hm... niezwykle. Wszyscy zaczęli klaskać i skandować "Marica, Marica!". Nie wiem, czy to były jej urodziny, czy 30-lecie jej pracy przemytniczej. Dostała doniczkę ze skrzydłokwiatem.
Istambuł: Bazar Egipski
Istambuł: Bazar Egipski
Istambuł: Bazar Egipski
Istambuł: imam w meczecie obok Uniwersytetu

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej