Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Rotterdam-Antwerpia

sobota, 8. VIII 1992


Pożegnanie z Holandią | Piękna Antwerpia | Menażki


Rotterdam: Kubus Huis

Dziś opuszczamy Holandię - czynię to bez wielkiego żalu. Oczywiście polubiłem Holendrów za ich uprzejmość, znajomość angielskiego, kolorowych czarnoskórych; ale może było tu zbyt drogo? a może to wciąż przykre wspomnienia ze spotkania z esperantystą z Amsterdamu?
Idziemy rano przez most ku centrum, przechodząc obok Kubus Huis, zatrzymujemy się chyba na godzinę przy olbrzymim placu targowym. Wypatrujemy niezwykłych owoców, kupuję jakieś cytrusy, melony itd., i oczywiście chleb. Później czeka nas 2-3 kilometrowy spacer wzdłuż głównej ulicy wylotowej. Wciąż te same pytania rodzące konflikt: stać tu, czy iść dalej? Idziemy i idziemy. Urozmaiceniem jest zjeżdżalnia, której zawijasy wznoszą się ponad naszymi głowami. Przez gruby plastik widać spływającą wodę i zjeżdżających ludzi.

Rynek  w Antwerpii Zabiera nas furgon wiozący już autostopowicza - chłopaka z Wlk. Brytanii. Wysiadamy na parkingu za Bredą. Tu po posiłku przesiadamy się do samochodu Holendra jadącego z dwoma chłopakami z Czech. W drodze do Antwerpii próbujemy rozmawiać - my po polsku, oni po czesku; nawet nie zauważamy, kiedy mijamy granicę. Kierowca jest na tyle uprzejmy, że podwozi naszą czwórkę pod dworzec. Tu w olbrzymim a jednocześnie pięknym holu zostawiamy bagaże i idziemy zwiedzać miasto.
Antwerpia: Kościół NMP Najpierw wspaniała Katedra OLV czyli NMP, później równie piękny Grote Markt z posągiem Bohatera i świecącymi się w słońcu złotymi ozdobami kamieniczek. Dalej St. Paulus Kirk, do którego wchodzimy tuż przed zamknięciem i spotykamy Polkę (poznaję z daleka po przewodniku) będącą tu na stypendium. Wracamy ku dworcowi wąskimi uliczkami, które tak różnią się od polskich czystym wyglądem. Ale wcześniej zahaczamy o Kościół Boromelusa i dziedziniec uniwersytecki, gdzie przyglądamy się życiu miejscowych punków.

Uniwesytet w AntwerpiiWieczorem przenosimy się na pole namiotowe. Jest bajecznie tanio: 2*35+35 BFr = 105BFr. W sanitariatach grzeję wodę na herbatę i przyglądam się dziwnie znajomym menażkom. "Where are you from?" pytam na wszelki wypadek chłopaka gotującego wodę również grzałką. "From Poland" - oczywiście!. Później pożyczam od grupki Polaków przewodniki i sporządzam notatki z Belgii. Zjadamy tropikalne owoce.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej