Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Qazvin-Teheran

poniedziałek, 14 VIII 2006


Lecę na Irankę |Zwiedzam Qazvin |Jeszcze więcej meczetów! |Powrót do Teheranu


Qazvin: cysterna Sadra

Źle spałem (czyli jak zwykle). Tym razem obudził mnie muezin o czwartej nad ranem, o piątej rozległ się jazgot ciężarówek, o wpół do szóstej kobiety pędziły już kozy na pastwisko... Minibus szybko wypełnił się podróżnymi (3.000 IRR). Co ciekawe, najpierw zajęły miejsca kobiety, dla mężczyzn pozostały w zasadzie miejsca stojące. Dziś dopiero, zjeżdżając z wioski do doliny dostrzegam, jak głęboki kanion został wyrzeźbiony w miękkim podłożu przez ów niepozorny początkowo strumyk spływający spod zamku Gazor Khan... Kobiety tutejsze ubierają się bardziej kolorowo: kwieciste suknie, niebieskie lub czarne spodnie nałożone na grube skarpety lub getry. Na głowie zamiast czadorów - zwyczajne "wiejskie" chusty. Ale już w minibusie obowiązywał oficjalny czarny strój.
Przykra niespodzianka miała miejsce w Mo'allem Kalayeh. Minibus dalej nie jechał, trzeba było przesiąść się na okazję. Chętnych było troje: dziewczę, dziadek i ja. Nie zdążyłem przemyśleć, w jakiej konfiguracji pojedziemy, gdyż Irańczyk szybko zajął miejsce obok kierowcy, jechałem więc z dziewczyną z tyłu. Sytuację skomplikowała matka z dwójką dzieci, która się dosiadła w kolejnej miejscowości. Dziadek przeniósł się do tyłu, kobieta z dziećmi - usiadła z przodu. To przetasowanie sprawiło, że znalazłem się bardzo blisko Iranki.
Qazvin: meczet  Imamzadeh-ye Hossein Strażnicy rewolucji byliby bardzo niezadowoleni widząc co się działo na licznych zakrętach ;-) Trudno się więc dziwić, że prezydent Mahmud Ahmadinejad powiedział wystąpienie z inicjatywą ustawodawczą przewidującą zakaz podróżowania kobiet i mężczyzn w savaris... No cóż, jakoś dojechaliśmy do Qazvin (20.000 IRR). Samochód na szczęście dojechał do centrum. Zaniosłem plecak na dworzec główny i zaplanowałem trzygodzinny spacer po mieście.

Minąłem średnio interesującą Bramę Teherańską i skierowałem się ku tzw. dużej cysternie Sadra. Od razu powiem, że budowla wywarła na mnie wrażenie. Przykryta kopułą o dwudziestometrowej średnicy skrywa wewnątrz olbrzymią przestrzeń. Długim, pochyłym korytarzem zszedłem na dolny poziom, odwzajemniłem uśmiech dwóm wesołym Irankom pilnującym interesu (wstęp darmowy). Zbiornik musiał mieścić gigantyczne ilości wody - dziś znajduje się tu sala wystawowa.
Z nosem utkwionym w przewodniku poszedłem szukać meczetu Jameh. Rzuciłem okiem przy okazji na inny, mniejszy meczet, również z wykafelkowanym minaretem. No cóż, tu w miastach musi być tyle samo meczetów, co kościołów w Krakowie. I prawdę mówiąc przestaję dostrzegać różnice między poszczególnymi meczetami: chwilowo się nimi nasyciłem.
Qazvin: łaźnie meczetu  Jameh Meczet Jameh otoczony jest ogrodami z dojrzewającymi granatami. Nie udało mi się wejść tędy na dziedziniec, lecz zobaczyłem interesujące sklepienia podziemnych pomieszczeń. Bocznymi ulicami dostałem się na dziedziniec, jak zawsze interesujący główny budynek, wokół dziedzińca trzy boczne iwany ozdobione parami strzelistych minaretów. W ich cieniu, na trawie lub na bruku, śpią sobie Irańczycy, inni siedzą przy sadzawce i rozmawiają. To ciekawa różnica między światem islamu i chrześcijaństwa. U nas nie chodzi się do kościoła, by sobie pospać lub pogadać. Przynajmniej teoretycznie ;-)

Kolejnego meczetu Imam Kafar Mosque nie udało mi się odnaleźć, machnąłem nań ręką. Odwiedziłem natomiast Imamzadeh-ye Hossein. O tyle inny od poprzednich, że główna świątynia znajduje się pośrodku dużego dziedzińca a jej frontowa ściana pokryta jest srebrzystą blachą lśniącą niesamowicie w słońcu. Odpuściłem kilka obiektów w zachodniej części miasta i poszedłem na kryty bazar. Bazar jak bazar, szkoda tylko, że pod ładnymi malowanymi krzyżowymi sklepieniami jest tak ciemno i nie da się zrobić zdjęć ludziom bez lampy błyskowej. Dalej był XIX-wieczny meczet Nabi z charakterystycznym mogulskim zwieńczeniem. Qazvin: Chehel Sotun
Wstąpiłem do medresy Eltofatiyeh: dziedziniec z wieloma pomieszczeniami - nic specjalnego. Zwizytowałem również kościółek ormiański Rafie. Wejście jest z bocznej ulicy, udało mi się sforsować tylko zewnętrzną bramę. Furtian nie chciał mnie wpuścić do wnętrza. Sam kościół skromny i mały. Minąłem karawanseraj znajdujący się na tyłach meczetu Nabi, i doszedłem do głównego ponoć obiektu w Qazvinie czyli Chehel Sotun. Hm, pełne rozczarowanie! Niewielki, niby królewski, pałacyk szacha Tahmaspa a tak naprawdę - piętrowy budynek z niewielką salką muzealną. Wrażenie ratują ładne ogrody pełne kwitnących akacji.

W drodze na dworzeci zajrzałem do XIII-wiecznego mauzoleum Amineha Khatuna, miejscowego historyka. Trwały tam akurat modły pod kierunkiem lokalnego imama, ciężko się było nawet wcisnąć. Na dworcu autobus już czekał gotowy do odjazdu, w trzy godziny później byłem już "u siebie". Popołudnie spędziłem na internetowaniu się i próbie wymiany pieniędzy. Banki były zamknięte a w kantorach kurs po uwzględnieniu prowizji: 1 USD = 9.000 IRR. Zrezygnowałem. W hotelu znów spotkałem Marcinów, jutro jadą do Mashhadu, oraz parę warszawską wracającą znad morza i z gór. Im akurat nie udało się wejść na Demavend, zabrakło im może sto metrów; by uniknąć opłat wybrali nieoficjalną ścieżkę, pobłądzili.
Qazvin: meczet  Nabi
Qazvin: mauzoleum  Amineha Khatuna
Qazvin: meczet  Imamzadeh-ye Hossein
Qazvin: bazar
Qazvin: meczet  Jameh

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej