Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Pompeje-Sorrento-Salerno

poniedziałek, 16. VIII 1993


Ranek | Zwiedzamy Pompeje | Niepowtarzalna droga


Pompeje... Czy ten stres spowodowany ostatnimi napadami, obecnością podejrzanych typów, wreszcie nielegalnością pobytu na kraterze w nocy, został zrekompensowany niepowtarzalnością noclegu na Wezuwiuszu? Na pewno. W gruncie rzeczy jestem już przyzwyczajony do ciągłych stresów związanych z noclegami.
Wschód słońca za Wezuwiuszem, mgła zaścielająca Neapol i resztę aglomeracji... Powoli schodzimy "za kratę" i czekamy na naszych przewodników. Tym razem wsiadam z Sylwią do minibusu, w którym udaje się upchnąć 25 osób. Zajeżdżamy na wewnętrzny parking policyjny, gdyż tu właśnie nasz kierowca z autobusem spędzał noc(!). Też Pompeje

Dojazd do Pompei zajmuje około godziny. Wciąż zmuszeni jesteśmy przeciskać się przez wąskie ulice włoskich miasteczek. Lądujemy na kempingu, gdzie skwapliwie korzystamy z pryszniców obmywając swe ciała z pyłu wulkanicznego.
Przez godzinę pilot pertraktuje z obsługą Pompei w sprawie darmowego wstępu. Następnie postanawiamy zrzucić się po 5.000 L (pół ceny) i dać to jako łapówkę. Ta zaś zostaje odrzucona. Co za kraj! Nie dość, że kradną i naciągają, to nie przyjmują łapówek!
W końcu wchodzimy za pełną odpłatnością. Staramy się zwiedzać ruiny w miarę systematycznie. Zapuszczamy się w południową uliczkę (Szkolną?), gdzie posilam się czernicami i wydłubuję trochę mozaik. Podążamy w kierunku zachodnim z rzadka oglądając malowidła ścienne i mozaiki. Z przykrością stwierdzamy, że egoiści-Włosi pozamykali dostęp do najciekawszych obiektów. Oglądamy zmumifikowanych pompejan, fotografujemy co lepsze kąski i wracamy na kemping po kolejny prysznic.

Nihil novi sub sole

Odpoczynek w drodze do Salerno Około 15.00 wyjechaliśmy z tych niebezpiecznych okolic. Wycieczka na Capri upadła - większości ludzi brakowało już pieniędzy. Pojechaliśmy zatem w kierunku Sorrento. Zza kolejnych zakrętów górsko-nadmorskiej trasy wyłaniały się coraz to piękniejsze widoki. Szczęśliwi ci, którzy siedzieli po prawej stronie - mogli się nimi sycić do woli. Lewa strona autobusu smętnie wypatrywała przez okna co lepsze pejzaże w Droga do Sorrentopostaci zawieszonych na skałach winnic. Niewątpliwie miała też wątpliwą przyjemność obserwowania dzikich manewrów włoskich kierowców, którzy na tej krętej drodze zupełnie nie przejmowali się rozmiarami (a zatem potęgą) naszej "maszyny do przewożenia ludzi" jak mawiał nasz kierowca. Co tu dużo mówić - przejazd tą trasą można by porównać pod względem walorów widokowych tylko z drogą wzdłuż fiordów, którą przebyliśmy miesiąc temu. Cała droga z Sorrento do Salerno była zawieszona prawie w powietrzu, przyklejona jakby do zboczy, jakieś 100 - 500 metrów nad morzem. Miasteczka, które mijaliśmy wisiały na tych zboczach: domy, tarasy, winnice, gaje cytrynowe i pomarańczowe, a wszystko poprzetykane bajecznie kolorowymi kwiatami. Jeśli dodać do tego typowo śródziemnomorską roślinność - tak obcą dla nieprzyzwyczajonego Polaka (palmy, bananowce, oliwki) to trzeba zgodzić się, że była to piękna wycieczka.
Droga jednak dłużyła się. Dopiero koło 20.00 dotarliśmy do Salerno, gdzie po godzinnym odpoczynku na stacji benzynowej ruszyliśmy autostradą w kierunku Sycylii.

Droga do Sorrento Droga do Sorrento


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej