Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


Podragu(2461m)-Szosa Transfogarska-Curtea de Arges

wtorek, 12 VIII 2003


Ciężko jest wstać... |Gdy wiatr północny wieje |Upragnione serpentyny |Droga do Curtea - co za jazda! |W zabytkowym kościele i u szewca


Podragu

7.00, najwyższa pora, by wychodzić ze schroniska - a ja dopiero się budzę... Biorę swe bety do jadalni i tu się pakuję, by nie przeszkadzać śpiącym. Lodowata woda w strumyku, kawa, śniadanie, poszukiwanie mojego kija. Idę (8.00). Dziś pożegnanie z górami. Psychicznie czuję się lekko, zadowolony z wczorajszego sukcesu, emocje już opadły... Z drugiej strony - odczuwam ogólne zmęczenie, i, mimo że stopy mi odpoczęły, droga na przełęcz z Cabana Podragu wydaje mi się ciężka (8.30). A przecież to nie koniec wspinaczek na dziś. Przede mną 5-6 godzn, tak mi się przynajmniej wydaje - drogowskaz jest zardzewiały a moje mapy nieczytelne.

Za przełęczą travers Podragu (2462m) a potem ostro do góry (Vf. Mircii, 2467m), może 50% nachylenia zbocza, podmuchy północnego wiatru przyciskają mnie do skał jak Arsłana z opowiadania "Biały Róg" Jefriemowa i nie pozwalaja odpaść. Ze szczytu Mircii roztacza się fantastyczna panorama - wokół szare szczyty o wysokościach ponad 2300m o izolowanych wierzchołkach a ich przyprószone zielonym nalotem zbocza przypominają mi głazy z obrazów Henryka Wańka. Pamiętacie może? Teraz trawers, zejście wzdłuż zachodniej grani. Wiatr wzmaga się, usiłuje mnie zdmuchnąć. Chmury na przełęczy Saua Arpasului przelatują niczym rapid do Bukaresztu. Schodzenie jest prawie niemożliwe. Z trudem utrzymuję równowagę. Za przełęczą duża grupa Czechów i to co lubię najbardziej - stado owiec na sąsiedniej górze. Czekam przy odgałęzieniu szlaku do Cab. Podragu, a nuż stado zejdzie ze ścieżki, a nuż jacyś turyści pójdą w tamtym kierunku? Ludzi jednak jak na lekarstwo, pasterze zachęcają mnie do przejścia, jakoś im nie dowierzam. Rzecz jasna, gdy obok nich przechodzę, psy rzucają się na mnie. Co ja im zrobiłem?!Fogarasze

Dalej droga idzie ostro w dół na przełęcz 2175m, woda i turyści wyżłobili tu bobslejowe tory. Dochodzę do jednej z ładniejszych dolin Vatea Furnui Caprei z charakterystycznym elementem - czerwonym budynkiem Salvamontu. W tym malowniczym otoczeniu jem drugie śniadanie (12.00). Czeka mnie jeszcze jeden trawers, w kotlince ciekawe, bardzo brudzące czarne kamyczki. Teraz troszkę w dół, troszkę w górę i już widzę w oddali budynki La Cantina Tunel, już widzę serpentyny drogi Transfogaraskiej, już widzę jeziorko Capra pod przełęczą, już widzę widzę biały obelisk poświęcony alpinistom... To już prawie koniec Fogaraszów dla mnie. Negoiu oddalone stąd o 2 godziny drogi zostawiam na kiedy indziej. I choć jest dopiero 14.00, schodzę w kierunku serpentyn, by łapać stopa.

W pół godziny później siedzę w samochodzie z młodym małżeństwem z Constancy. Też są na wakacjach, też jeszcze nie wiedzą, gdzie jechać i gdzie nocować. Póki co jedziemy do Curtea de Arges, by zobaczyć sławny monastyr. Jazda z tą rumuńską parą jest i przyjemnością i olbrzymim stresem, Kierowca na krętej górskiej drodze rozwija prędkość do 70 km/h, ścina zakręty, większość czasu jedziemy lewą stroną - widocznie tak mu wygodniej pokonywać zakręty w prawo. Cały czas mam nadzieję, że takich amatorów ruchu lewostronnego jest tu mało...
Góry wokół nas są piękne: lasy, lasy, strumienie, małe wioski i szałasy. Droga prowadzi wzdłuż brzegów 14-kilometrowego jeziora zaporowego, atrakcją są więc liczne mosty łukowe i tunele. Przystajemy przy zbudowanej w miejscu przełomu rzeki Jiu. Jej 167 metrowa wysokość robi wrażenie.
I znów urocze wioski z ogródkami, winnicami, arbuzami i melonami przy drodze. Gdyby nie to, że mam zapewniony transport do Curtea de Arges i planuję przejazd do Bukaresztu, chętnie bym tu się zatrzymał na parę dni. Wielokrotnie w czasie swych podróży myślałem o takim odpoczynku, czy to w winnicach Sycylii, gajach oliwnych Grecji, w cieniu dębów korkowych Hiszpanii, czy wśród pól słonecznikowych Bułgarii... Nie miałem takiej możliwości - były to trampingi zorganizowane - teraz jestem swobodny w podejmowaniu decyzji. Mam nadzieję na kilkudniowy pobyt w małej wiosce na czarnomorskim wybrzeżu Fogarasze

Curtea de Arges. Trochę błądzimy, w końcu stajemy przed prawosławym XIV-wiecznym kościołem (20.000 lei). Za murami z ułożonej w charakterystyczny sposób cegły znajdują się prawie puste wnętrza (kościół jest nieczynny) ozdobione malowidłami pokrywającymi każdy metr kwadratowy ścian i sklepienia. Kilka nagrobków z inskrypcjami i jedna ikona pośrodku nawy dopełnia całości. Jak w chwilę później się zorientowałem nie jest to ten monastyr, do którego jechaliśmy, ale niewiele straciłem, jako że oryginalne freski z tamtego monastyru zobaczyłem w Bukareszcie
Czas się pożegnać z Rumunami, i choć proponują mi nocleg u swych przyjaciół w Busteni - uprzejmie dziękuję: tam już byłem ;-) Teraz muszę przede wszystkim zadbać o swoje sandały - odszukuję szewca a właściwie szewczynię (panią szewc), która na poczekaniu reperuje mi moje buty (10.000 lei). Szczęśliwy, że już nie muszę paradować w pionierkach dodaję jej drugie 10.000 :-) W miasteczku jest co prawda kemping z domkami ale ze względu na cenę 400.000 lei/domek - rezygnuję. Curtea de Arges Kościół z XIVw  (ale nie sławny Monastyr) W oczekiwaniu na pociąg do Bukaresztu (74.000 lei, personal) jem podejrzane kiełbaski w barze (sami Cyganie, wspólna micha na chleb, słój z musztardą, tacki tylko strzepywane...), robię małe choć ciężkie zakupy: arbuz - 10.000 lei/6kg i salad de icre cu ceapa - pycha! (początkowo myślałem, iż owa sałatka do doprawiony czymś serek, póżniej się wyjaśniło, że to pasta z ikry na oleju i jajach z dodatkiem czosnku). Przed drogą dokonuję na peronie ablucji i opędzam się od miejscowego męta. Wjeżdża pociąg i zaczynam się śmiać: ten personal ma tylko dwa wagony! I to łącznie z elektrowozem... W dodatku jedziemy na tak zniszczonym podwoziu (lub torach?), że podróż przypomina przejażdżkę diabelską kolejką w lunaparku. Cztery godziny oczekiwania na pociąg w Pitesti spędzam na internecie i obserwacji dworcowego folkloru.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej