Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16-17]


Przysłowie rosyjskie

Petersburg-Peterhof-Petersburg

poniedziałek, 28 VII 2003


Nad Fontanką |Jeszcze kilka cerkwi... |W ogrodach Peterhofu |Aurora |Twierdza Pietropawłowska: Sobór i Carowie |Dekabryści i więzienne łoże |A jednak polecieli... |Laserowe cacko


Peterhof:ogrody i fontanny

Na dziś zaplanowaliśmy kolejną wycieczkę do podmiejskiej miejscowości - Peterhofu. Co prawda w poniedziałki, jak wiadomo, pałac jest zamknięty, lecz i tak najważniejsze wydają się sławne ogrody z fontannami. Ponieważ jesteśmy umówieni na 11.00 na dworcu Bałtyckim, wychodzę z hotelu wcześniej, by pospacerować po mieście. Tym razem idę w kierunku Fontanki.

W okolicach gmachu Szkoły Muzycznej "odkrywam" pomnik Mickiewicza. Dobrze, że jest podpisany (zresztą po polsku), gdyż z trudem można się domyślić, iż ten młodzieniec to nasz poeta. W Polsce pamiętamy wizerunek wieszcza z okresu bardziej dojrzałego... Idąc wzdłuż Fontanki dostrzegam w dużym oddaleniu niebieskie kopuły jakiejś cerkwi. Chwilowo muszę zrezygnować z jej zwiedzania - mam na sześciokilometrowy spacer na dworzec tylko godzinę. Na kilka minut przed umówioną godziną jestem na Dworcu Bałtyckim. Peterhof:ogrody i fontanny Najbliższy pociąg do Peterhofu jest dopiero za półtorej godziny, ciekawe, co powie Przemek grupie... Tymczasem mam inny problem na głowie: jakiś Rosjanin zostawia przy mnie swój pokaźny bagaż z prośbą o popilnowanie i znika... Mając w pamięci wydarzenia na Dubrowce z lekkim drżeniem serca nadsłuchuję, czy nic w środu nie tyka... Zastanawiam się, czy nie porzucić jego dobytku, ale niedoszły terrorysta wraca z informacji... :-) Grupa spóźnia się już 30 minut, olewam ją i idę na spacer po okolicznych cerkwiach.

Pierwsza cerkiew przy Nabrzeżu Obwodowego Kanału jest podniszczona i skromna, z pewnością niewielu turystów tu zagląda. Kilkanaście osób modli się głośno wraz z popem, odmawiają jakąś litanię. Mam często wrażenie, że w cerkwi trwa niekończące się nabożeństwo - wierni wchodzą i wychodzą, modlą się, żegnają, zapalają świece; nie widzę tu jednak początku ani końca, nie dostrzegam tu porządku. Może zresztą jestem zbyt nieuważnym lub zbyt niecierpliwym obserwatorem i nie usłyszę: "Idźcie, ofiara spełniona"? Tu, w Petersburgu, słońce nawet i w południe świeci nisko, jego promienie wpadają do cerkwi oświetlając kłęby kadzidła snujące się po kościele. W połączeniu ze śpiewem widok ten tworzy niezapomnianą całość... Ładna dziewczyna w eleganckiej sukience i chustce na głowie ma bardzo skupioną twarz. Podchodzi do kolejnych ikon, zapala świeczkę i całuje świętych. Rzadko w Polsce widuje się takie zaangażowanie wśród młodych ludzi... A może się mylę?
Peterhof:ogrody i fontanny Kilka przecznic dalej znajduje się Sobór św. Trójcy - to ta niebieska cerkiew, którą dostrzegłem wcześniej. Przyjemny chłód bijący od jego grubych, wilgotnych ścian przyjmuję z zadowoleniem. Kościół jest olbrzymi. na wysokości może 10 metrów wokół całej budowli biegnie ganeczek. Jest tu również pusto, mała grupka wiernych skupiona wokół popa podkreśla ogrom przestrzeni nawy. Wracam.

Ku mojemu zaskoczeniu na dworcu grupy nie ma (później okaże się, że pojechali za niewiele większe pieniądze autobusem), wsiadam do elektriczki i w godzinę później jestem w Peterhofie. Podjeżdżam busem do Ogrodów, pozbywam się 40 rubli i zaczynam zwiedzanie. A jest co oglądać. Spod Wielkiego Pałacu zbudowanego na wysokiej skarpie wypływają strumienie i tworzą kaskady. Woda zbiera się w w niewielkim jeziorku z dużą fontanną pośrodku. Wiatr rozbija strumienie wody na miliony kropelek i chłodzi twarz. Wszędzie wokół: na schodach, na trawnikach stoją posągi - kamienne i te lśniące złotem. Za dodatkowe pieniądze można zwiedzić sztuczne groty wybudowane pod pałacem - niezbyt mnie to pociąga - idę wzdłuż kaskad i fontann w kierunku zatoki. Mostki, żywopłoty, kolorowe rabatki... Tak, caryca Katarzyna miała tu życie... Heh, ta zatoka to już morze! Morze Bałtyckie :-) Ludzie kąpią się, siedzą na głazach i opalają się. Sielanka...
Peterhof:ogrody i fontannyJa zastanawiam się, czy w tym ogromnym parku spotkam kogoś z grupy. Hm, czyżby nie przyjechali tutaj? Ale nie, są: dzielimy się wrażeniami i polecamy sobie nawzajem co ciekawsze zakątki parku. Upał daje się we znaki, wchodzę pod ociekający wodą "parasol" i chłodzę rozgrzaną głowę... Uff. Zaliczam jeszcze kilka innych malowniczych fontann i sadzawek i.... pora wracać... Jak wspomniałem wcześniej - dziś wnętrza pałacowe są zamknięte, lecz nie jestem pewien, czy miałbym na nie ochotę... Odczuwam - może tylko dziś - znużenie trampingiem. Właściwie mógłbym już wracać do domu. Skoro już skończyliśmy przygodę z Karelią... :-( Ostatnich kilkanaście dni przeleciało tak szybko, tyle kilometrów za nami, ciągle ruch i coś nowego... A teraz nagłe zwolnienie tej gonitwy... Pięć dni w jednym mieście to za dużo dla mnie. To z pewnością też i kwesta nastawienia: chciałem zobaczyć przede wszystkim Karelię - tak pociągającą z racji swej względnej niedostępności i mało "turystycznego" charakteru... Inna rzecz, że jadąc indywidualnie tutaj lub w niewielkiej grupie zaplanowałbym wypad z Biełomorska czy Kiem w kierunku granicy fińskiej, tam gdzie znajdują się największe rezerwaty i najmniej dostępne miejsca Karelii. Myślę, że dwudniowy pobyt w takiej zapomnianej przez cywilizację wiosce wśród lasów i jezior byłby tym, czego mi najbardziej brakło na tym wyjeździe.

Peterhof:ogrody i fontanny Czas na zwiedzanie północnego Petersburga (wiem, że to śmiesznie brzmi - takie zwiedzanie w ciągu kilku godzin - miasto ma tylu mieszkańców co sąsiednia Estonia...). Zaczynam od krążownika "Aurora" znanego każdemu dziecku w Sowietskom Sojuzie i nie tylko. Wstęp niby za darmo, ale jeśli chcesz zobaczyć maszynownię... płacisz. Ograniczam się do pokładu i niższego pokładu. Działa, sala oficerska, mesa, kilka innych pomieszczeń z modelami statków, grafikami, rękopisami, sztandarami i innymi pamiątkami dokumentującymi tamte czasy i sławny wystrzał. Wystarczy. Krążownik Aurora

Twierdza Pietropawłowska. Wreszcie dotarłem do miejsca nad Newą, które tak zwraca uwagę błyszczącą złotą iglicą soboru. To duży obiekt położony na wyspie - wejścia do Soboru św. Piotra i Pawła, oraz innych, mniej lub bardziej interesujących muzeów strzegą nie tylko ciemnoróżowe mury ale i kasy ;-) Kupuję rosyjski bilet i mijając sympatyczny pomnik Piotr Wielkiego (wstydziłem się wskakiwać mu na kolana... stary koń jestem...) wchodzę do Soboru Pietropawłowskiego. Pachnie tu świeżością - wszak niedawno Piter obchodził swe 300-lecie. Malowidła na sklepieniu w zielonkawo-różowej tonacji pasującej do marmurowych kolumn. To ważne dla Rosjan miejsce: leżą tu carowie, caryce, książęta i inni znakomici przedstawiciele naszych Braci Większych. Jest tu Piotr I, Katarina I i II i III, imperatrica Jelizawieta I a dalej Aleksandra Feodorowna Supruga. W narożniku prawej bocznej nawy spoczywa Mikołaj II z rodziną - mieli pecha, że trafili na Rewolucję... Sobór Piotra i Pawła

Boczny korytarz z lewej nawy prowadzi do muzeum ze zbiorami numizmatyczno-sfragistyczno-falerystycznymi. Średnio mnie ciekawią, mówiąc szczerze - w ogóle nie. Natomiast hitem jest tu XIX-wieczna tokarko-frezarka do kopiowania medali i innych tego typu przedmiotów. Patent naprawdę jest przedni. Wystarczy kręcić kółkiem a założony wzorzec zostaje powielony w ciągu 3 godzin w innym materiale. Tu w muzeum użyty był krążek z miękkiego drewna.

Zwiedzam teraz Komendatskij Dom: na dole zbiory archeologiczne, czyli "przeżyj to jeszcze raz". Co prawda zbiory w Murmańsku i w Pietrozawodsku dotyczyły prehistorii innych ziem i innych ludów, ale... chyba się tym nasyciłem - skorupy zaszczycam tylko rzutem oka.
Sobór Piotra i Pawła Czas na I piętro. XIX wieczne wnętrza związane z Dekabrystami i innymi bardzo postępowymi ideami. Widać, że Rosjanie wciąż są zafascynowani tamtymi ruchami społecznymi i pielęgnują te tradycje. Szczególnie jest to widoczne w pietropawłowskich kazamatach, gdzie przewodniczka z dużym zaangażowaniem opowiada o losie rewolucjonistów tu osadzonych. Wnętrza istotnie sprawiają przygnębiające wrażenie - jak każde więzienie. W gablotach kajdany, łańcuchy, odzież więźniów a także smieritielnaja rubaszka ze złączonymi rękawami... Aby lepiej wczuć się w realia tamtych ponurych czasów (heh, kiedy w Rosji nie było ponurych lat?) zamykam się w wolnej celi i robię sobie drzemkę na pryczy.

Wychodzę na świeże powietrze... Może świeże ale jakie gorące! Temperatura z pewnością przekracza 30 stopni w cieniu. Spoglądam na swój wieloodcinkowy bilet wstępu do twierdzy i widzę, że jestem dopiero na półmetku zwiedzania. Robię przerwę, przez jedną z bram wychodzę poza obręb murów. Tu na trawie rozłożyli się petersburżanie, opalają się i pluskają w płytkiej zatoczce... Zdarzają się i toplessistki... Wot! nowoczesne miasto.... Właśnie wylądował helikopter i wysiada grupka Japończyków z kamerami. Też mam na to ochotę - przelecieć się nad Newą i Ermitażem! Dużej kolejki chętnych jakoś nie ma - 15-minutowy lot kosztuje 1000 rubli (33$). Śmigłowiec wygląda solidnie ale nie potrafię się zdecydować...

Wracam do twierdzy... Olewam Botnyj Dom, idę do muzeum kosmonawtiki i rakietnoj tiechniki. W pierwszej sali portrety pionierów wczesnej ery podboju Kosmosu i wzruszające wycinki z gazet z całego świata. Moje sokole oko wyłapuje i zapomnianą przez historię "Trybunę Ludu"... Co by jednak nie sądzić o tamtych latach, o ZSRR i sprawach pokrewnych, to na tym polu Rosjanie spisali się na medal. W dalszej części muzeum modele rakiet, silniki rakietowe lub ich części, kopie pierwszych sputnikow a także kapsuły statków Wostok i Sojuz. Gdy patrzę na tę technikę sprzed 50 lat, na te skomplikowane a jednocześnie tak topornie wykonane konstrukcje, te wszystkie rurki, dysze, zawory, przewody elektryczne, "elektronikę", gdy pomyślę w jakich warunkach lecieli pierwsi kosmonauci na orbitę - ogarnia mnie podziw, uznanie i wzruszenie: że to wszystko było możliwe i... udało się. Carskie więzienie w Twierdzy Pietropawłowskiej

Ostatnim punktem zwiedzania twierdzy miał być Inżyniornyj Dom. Zmęczenie zmusza mnie do pośpiechu, oglądam przelotnie jakieś rysunki, grafiki i obrazy. Rejestruję w chwilowej pamięci historyczne wnętrza, robię kilka głębszych wdechów w dobrze klimatyzowanej mini-oranżerii i zawracam. Przy wyjściu dwóch panów przy komputerze... Przyglądam się temu, co robią i ogarnia mnie myśl: muszę to mieć! Tylko ile to będzie kosztować?... Panowie mają ze sobą urządzenie do wykonywania przestrzennych obrazów w szkle. Wiecie, co mam na myśli? Takie małe szklane prostopadłościany, wewnątrz których wykonany jest techniką laserową trójwymiarowy obrazek przedstawiający budynek, globus, postać lub choćby któryś ze znaków zodiaku. Widziałem to już w zeszłym roku w Wenecji, są już podobno i w Polsce, ale tutaj mam okazję wykonania czegoś na zamówienie. Ustalamy szybko cenę (nie stać mnie na duży prostopadłościan, wybieram wariant "mini") siadam w kabinie, dwie kamerki skanują moją głowę, na ekranie pan pokazuje mi do akceptacji moje popiersie, wkłada szklany klocek do dwumetrowego pudła, bzzzzz... i po 3 minutach dostaję piękną pamiątkę. To ja - jak malowany! - jestem bardzo zadowolony. I wiem, że nikomu o tym nie powiem - dopiero na dworcu, a co!? Muzeum Kosmonautyki

Wieczorem część grupy jedzie nad Zatokę Fińską oglądać zachód słońca. Ponoć niepowtarzalny widok. Ja mam dziś w nogach prawie 40 kilometrów i leżę nieżywy w łóżku.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej