Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Persepolis-Naqsh-e Rostam-Shiraz

piątek, 18 VIII 2006


Szukam hotelu... |Czas na Shiraz! | Jarek okazuje serce. |Jedziemy do Persepolis! |Starożytne wspaniałości.. .mniam! |Dalekowzroczni budowniczowie grobów królewskich


Shiraz: Argh-e Karim Khan

O szóstej rano dworzec Carandish w Shirazie tętni życiem. Sokoli wzrok taksówkarzy wyłuskuje nas, białasów jeszcze w autobusie. Zaczynają się nagabywania "taxi, taxi". Na razie jesteśmy półprzytomni po podróży, odpędzam więc naganiaczy i spoglądam do Lonely Planet, gdzie są "nasze" hotele. Taksówkarze chcą 10.000 IRR za kurs do centrum, jedziemy więc okazją za 5.000 IRR. I tak uważam, że przepłacamy za 3-kilometrową trasę. Mijamy cytadelę, którą za chwilę będziemy zwiedzać i lądujemy na placu Shohada. W hotelu "Esteghlal" są zupełnie przyzwoite pokoje 2- i 3-osobowe z łazienką i telewizorem, niestety facet upiera się przy 120.000 IRR za każdy z pokoi. Oblatuję kilka najbliższych hotelików przy ulicy Karim Khan-e: są pełne, mają gorsze pokoje za tę samą cenę lub klitki bez prawdziwego okna za 100.000 IRR. Ostatecznie znajdujemy lokum w "Zandzie" za 80.000 IRR (wolny od godziny 10.00). Idziemy coś zjeść (sandwicze po 3.000 IRR + zam-zam).

Czas na Shiraz. Cytadela Argh-e Karim Khani ładnie się prezentuje, jej południowo-wschodnia wieża jest rzeczywiście krzywa i zdeformowana tak, jak to opisuje LP. Wewnątrz - zupełnie sympatycznie: gaj cytrusowy, dużo kwiatów, można z powodzeniem zapomnieć o tym, że było tu więzienie za czasów Pahlaviego. Dalej mamy gratisowy WC-et i kilka sal wystawowych z czarno-białymi fotogramami. Oglądamy świat sprzed 100 i 50 lat: żołnierzy szacha, pierwsze automobile na ulicach, pozujących ludzi, zdjęcia z uroczystości. Ciekawa wystawa.
Shiraz: Argh-e Karim Khan Na dziedzińcu widać nieco drewnianych elementów architektonicznych: okna oraz to, na co trzeba koniecznie zwrócić uwagę - wykonane z drewna kolumny o rzeźbionych trzonach. Kilka skromnie ozdobionych pomieszczeń z basenami zostawiamy na zakończenie wizyty.

Przenosimy się teraz pod XVIII-wieczny meczet Regenta (Masjed-e Vakil). Niestety - jest zamknięty z powodu piątku(?!). Anglojęzyczny staruszek oferuje nam swe usługi przewodnickie a nawet obiecuje wstęp do zamkniętego meczetu. No obchodne daje Jarkowi ręcznie zapisaną kulfoniastymi łacińskimi literami wizytówkę.
Zagłębiamy się w uliczkach bazaru - stoiska są puste i pozamykane: mają przecież swą niedzielę ;-) Zamknięty jest również karawanseraj, niespecjalnie mnie to martwi, gdyż traktujemy ten spacer jedynie jako rekonesans przed dniem jutrzejszym. Jarek znów okazuje dobre serce wspierając drobnymi monetami nachalnego staruszka, krążymy jeszcze chwilę po bazarze i wchodzimy na teren medresy Madresh-ye Khan. Przyjemne miejsce z sadzawką ocienioną dojrzewającymi granatami i cytrynami. O tym, że wszędzie są piękne kafelki - na ścianach bramy wejściowej i bocznych iwanów - chyba nie muszę wspominać.
Persepolis

Wracamy do hotelu, odświeżamy się i jedziemy okazją (3.000 IRR) na dworzec Carandish. Tu, z przystanków dla minibusów ruszamy do Marvadasht (3.000 IRR). Jarek zajmuje ostatnie wolne miejsce, ja jadę na masce silnika; później się zmieniamy. Narasta upał, będzie nam towarzyszył do końca dnia. W Marvadasht przesiadka na taxi do Persepolis (2x5.000 IRR). Po chwili jesteśmy na miejscu. Zaczyna się to, co najpiękniejsze. W kasie wpisuję się na listę odwiedzających, dostrzegam polskie nazwisko, w chwilę później mogę więc śmiało zawołać do białasa: "Cześć Paweł!". Chłopak z Białegostoku, teraz jeździ sam, resztę grupy zostawił w Yaździe. Pozdrawiam z tego miejsca!
Czas na starożytne Persepolis lub raczej to, co z niego zostało po wizycie Aleksandra Wielkiego w 330 roku przed naszš erš. Wejście jest imponujące - szerokie schody prowadzą do Bramy Wszystkich Narodów. Jakże przyjemnie znaleźć się w tym tak dobrze znanym z telewizji i zdjęć miejscu! Uśmiechnąć się do poobijanych rzeźbionych byków ;-) Mijamy kilka łuków i kolumn ozdobionych podwójnymi głowami byków. Te charakterystyczne elementy będą się powtarzać jeszcze niejednokrotnie w stolicy Dariusza. Z miejsca, w którym się znajduję nie potrafię określić rozmiarów miasta. W pamięci mam porozrzucane na dużym obszarze ruiny Palmiry, Volubilis, Jiaohe i Jerash. Czy tu będzie też tyle do zwiedzania?
Persepolis: Brama Narodów Na razie idziemy Aleją Wojskową - kiedyś stały po bokach strażnice. Upał jest nieziemski, na niebie ani jednej chmurki. Poruszamy się po terenie wykopalisk skokami - od cienia do cienia. Kamień, z którego zbudowano Persepolis jest żółtawy, lecz w silnym słońcu wydaje się biały. Duże kontrasty nie ułatwiają robienia zdjęć. Znajdujemy się teraz w Sali o 100 Kolumnach. Niewiele jest tu do oglądania, pozostały tylko bazy kolumn ucięte na wysokości tak jednakowej, że mam wątpliwości, co do autentyczności ich wszystkich.
Przeciskamy się między zrekonstruowanymi murami domów i wspinamy się ku grobowcowi Antarkserksesa II. Wykuty w skale, kilkadziesiąt metrów powyżej miasta przypomina mi grobowce królewskie z Petry. Z bliska miejsce wygląda jeszcze bardziej interesująco, na bocznych ścianach brodaci strażnicy dzierżą włócznie, ponad mrocznym otworem wejścia wykuta scena przedstawiająca monarchę przyjmującego hołd. Niektóre płaskorzeźby są uszkodzone, trzeba domyślać się szczegółów.

Z miejsca, w którym się teraz znajdujemy roztacza się widok nie tylko na Persepolis, ale i na całą dolinę. Za starożytnym miastem rozciąga się pas zieleni, dalej nieurodzajne skaliste przestrzenie. Gdzieś tam na zboczach gór skryte są kolejne grobowce Naqsh-e Rostam. Odwiedzamy teraz grobowiec Antarkserksesa III, również wysoko położony na górskim zboczu. Tu już prawie nikomu nie chce się wspinać - tak przynajmniej wynika ze śladów pozostawianych na pokrytej kurzem ścieżce. Na wejściem do grobowca ledwo czytelne płaskorzeźby, wysoko w górze można dostrzec Faravahar, symbol zoroastrian.
Persepolis: Grobowiec Antarkserksesa II Wędrujemy teraz pomiędzy kikutami kolumn, i resztkami bram. Znajdujemy się prze wspaniałymi schodami pałacu królewskiego Apadana. Z tego ostatniego niewiele pozostało, skupiamy uwagę na płaskorzeźbach pokrywających schody. Ułożone są w trzech rzędach: i przedstawiają długie kolejki poddanych składających hołd największemu bóstwu - Ahura Maździe Ileż tu różnych postaci ludzi, i zwierząt, jakże pogaty materiał etnograficzny! Przepiękny komiks sprzed 2000 lat. Obchodzimy pałac dookoła, zwiedzamy Pałac Dariusza I, Kserksesa i rzucamy okiem na resztki siedziby Antarkserksesa III. Prawdę mówiąc, nie jestem pewien, czy nazwy tych pałaców nie zostały przypisane na chybił trafił tym ruinom.. W każdym razie bogactwo płaskorzeźb pokrywających ściany i portale w pełni usprawiedliwia nazwę "pałac". Odpoczywamy trochę w cieniu, później mijając tak zwany pałac Środkowy odwiedzamy muzeum (5.000 IRR). Od razu powiem, że zbiory nie są olśniewające, mamy tu rzeźby, kapitele, ceramikę, trochę biżuterii i przedmiotów codziennego użytku. Warto zwrócić uwagę na interesujące wkomponowanie starożytnego obiektu (Haramsara) we współczesną strukturę.
Persepolis: reliefy na schodach pałacu Apadana I to właściwie koniec zwiedzania. Kręcimy się jeszcze przez pół godziny przesiadując tu i ówdzie i starając się zapamiętać miłe obrazki. Mam mieszane uczucia po wizycie w Persepolis. To oczywiście wspaniałe miejsce i z pewnością wywiera wrażenie. Moje przeżywanie nie było aż tak intensywne, widziałem przecież sporo ruin starożytnych miast. Ale zdecydowanie umieszczam Persepolis w mojej pierwszej piątce najbardziej atrakcyjnych miejsc świata antycznego (między Palmirą, Petrą, Volubilis i Jiaohe),

Przez dobre pół godziny negocjujemy cenę za przejazd do Naqsh-e Rostam. Taksówkarz upiera się przy 20.000 IRR od osoby za kurs do grobów królewskich dalej do Marvadasht. My wolimy zapłacić po 10.000 IRR. O słuszności naszej koncepcji upewnia nas Koreańczyk, który właśnie się napatoczył i chce również jechać za 1 chomeiniego. Irańczyk stopniowo mięknie, powtarza w kółko "15...15....15" dziabiąc palcem każdego nas. Koreańczyk, o twarzy pokerzysty zachowuje spokój, ja robię różne miny i gesty. Daję w końcu kierowcy szansę wyjścia z twarzą: 12.000 IRR. Jedziemy.
Naqsh-e Rostam Naqsh-e Rostam to zespół kilku królewskich grobowców wykutych w skałach Przypominają mi wspaniałą Petrę. Jestem wdzięczny dalekowzrocznym budowniczym, że zdecydowali się wykuć grobowce na tyle wysoko, by umożliwić niskobudżetowym podróżnikom oglądanie tego miejsca zza płotu. Cóż! Skoro do wnętrza grobowców i tak wejść nie można, to kto mnie zmusi do zapłacenia 3.000 IRR za bilet? Zważywszy zwłaszcza na to, że mam 12-krotny zoom optyczny?
Dwa kilometry dalej, w Naqsh-e Rajab znajduje się ukryta między skałami płaskorzeźba przedstawiająca zwycięstwo Shaphura I nad trzema rzymskimi imperatorami Walerianem, Kordianem III i Filipem Arabskim. Zadowalamy się zdjęciami "zza płota", tu nawet Koreańczyk rezygnuje z biletu. Jedziemy na dworzec minibusów w Marvadasht, zajmujemy ostatnie dwa miejsca i ruszamy w drogę powrotną. Jestem absolutnie usatysfakcjonowany wizytą w Persepolis. Wszystko poszło jak z płatka i względnie tanio. (23.000 IRR/osobę za całą wycieczkę).

W hotelu padamy na łóżka jak nieżywi. Choć jest dopiero 18.00 - mamy dosyć. Ja uzupełniam notatki, Jarek robi pranie. Wentylator buczy przez całą noc.
Persepolis
Persepolis
Persepolis
Persepolis

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej