Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Pekin

wtorek, 16 VIII 2005


Na Placu Niebiańskiego Spokoju |W Zakazanym Mieście: hm... hm... hm! | |Dwie Wieże |Pokłon Konfucjuszowi |Złote posągi w klasztorze Yonghe Gong |Kupuje bilet do Shanhaiguan


Wstaję o 7.00, szybka herbata (oszczędzam resztkę kawy dopóki nie kupię nowej) i jadę pod plac Tiananmen (autobus #66 + metro). W pobliżu Qianmen - Bramy Przedniej panuje ożywienie: setki Chińczyków idą w jedną stronę formując szeroką na kilka osób kolejkę.

Pekin: Plac Niebiańskiego Sopkoju

Przyłączam się do nich domyślając się, że idę z chętnymi do zobaczenia Mao. Wąż ludzki przesuwa się w miarę szybko, niestety wyłuskują mnie z kolejki ochroniarze. Każą odnieść plecaczek do przechowalni bagażu (8Y!). Odpuszczam sobie Wodza, nie chce mi się powtarzać kolejki. Zadowalam się spotkaniem z malowanym Mao powieszonym na Tiananmen - Bramie Niebiańskiego Spokoju. Dopiero teraz mam czas na ochłonięcie. A więc jestem w Pekinie w samym sercu stolicy Państwa Środka. Pekin: Zakazane Miasto W miejscu, które tyle razy widziałem w telewizji i na zdjęciach. Czuję się bardzo szczęśliwy, że tu dotarłem. Wokół mnie spacerują Chińczycy, za mną stoi iglica - Pomnik Bohaterów Ludowych i mauzoleum Mao, przede mną wspomniana Brama z portretem. Dużo czerwonych flag - i na placu i na reprezentacyjnych budynkach po prawej (Muzeum Chińskiej Rewolucji i Historii) i lewej (Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych) stronie. Później, w drodze do Zakazanego Miasta, zapoznaję się z remontowanym pałacem w pustym o tej porze parku Zhongshan (2Y) - kilka budynków porozrzucanych między alejami ze starymi cyprysami. Mży drobny deszczyk.

W Zakazanym Mieście zwanym teraz oficjalnie - nie wiadomo czemu - Pałacem-Muzeum znacznie większe tłumy (60Y). Przechodzę pierwszą bramę - ze schodów roztacza się widok na kolejny dziedziniec. Tych dziedzińców będzie zresztą więcej: główne świątynie są ustawione na jednej osi, dzielą sobą Zakazane Miasto na szereg dziedzińców. Do każdego z tych budynków prowadzą marmurowe schody ze wstęgą płaskorzeźb pośrodku. Wiele z bocznych budynków jest właśnie remontowanych i rusztowanych, co utrudnia komponowanie zdjęć.Pekin: Zakazane Miasto Tak naprawdę to nie ma tu zbyt wiele do oglądania. Pałac został pozbawiony podczas rewolucji chińskiej praktycznie wszystkich skarbów. Obecnie znajdują się na Tajwanie a nieliczne przedmioty, które można zobaczyć są fatalnie wyeksponowane w ciemnych zamkniętych dla zwiedzania pomieszczeniach. Oglądam cesarką siedzibę z rosnącym zniecierpliwieniem i znudzeniem. Przechodzę kolejno przez ... ... Budynki i ich otoczenie są podobne do siebie, utrzymane w podobnym stylu. Liczą nie więcej niż 200 lat, choć Chińczycy sprytnie twierdzą, że pochodzą z epoki Ming. Akurat tak się składa, że trwała ona od XIII do XVIII wieku więc niby się zgadza ;-) Widocznie sami, lub na użytek turystów - potrzebują długiej historii. Wychodzę z Zakazanego Miasta po 2 godzinach północną bramą. W pobliżu znajduje się trochę starych cyprysów, ale ogólnie Miasto jest mało zazielenione. Pekin: Gu Lou, Wieża Bębnów

Czas na dalsze zwiedzanie - idę w kierunku Wieży Dzwonów i Wieży Bębnów. Gu Lou, czyli Wieża Bębnów to ponury przysadzisty budynek; wchodzę tu za darmo, wewnątrz sale wystawowe z rzeźbami przedstawiającymi zwierzęta. Przewodnicy zachęcają turystów do głaskania ich, przynosi to zapewne szczęście. Na wieżę nie mogę wejść (bilety są sprawdzane), idę do stojącego 100 metrów dalej Zhong Lou (Wieża Dzwonów, 8Y, ITIC). Ta kamienna budowla bardziej mi się podoba. Na parterze herbaciarnia, do której wabi turystów mafia przewodnicka. Długimi, stromymi schodami wchodzę na wieżę - tu sporych rozmiarów dzwon i ciąg dalszy komercji - stragany i sklepiki.

Mżawka już dawno się zmieniła w deszcz, chodzę po ulicy w sandałach. Nie wziąłem sobie z hotelu ortalionu, podkoszulek zaczyna przeciekać. Muszę pomyśleć o parasolce. W okolicach Yonghegong Dajie znajduje się wiele konfucjańsko-taoistyczno-buddyjskich sklepików, mam wielką ochotę coś kupić. Tarę, żółwia, Buddę lub smoka. Decyduję się na tego ostatniego, niewielki posążek z mosiądzu dostanie Sergiusz.

Kolejną świątynię Kong Miao (6Y, ITIC) zwiedzam przeskakując spod dachu pod dach z rozpostartą parasolką (12.5Y). Za główną bramą pomnik Konfucjusza, obok kamienne tablice fundatorów. W kolejnych budynkach ustawionych na wspólnej osi - postacie Buddy i zielone tanki, przed świątyniami - żeliwne kadzielnice. Interesującym elementem tego kompleksu - odróżniającym go od innych, które już widziałem w Kunmingu są niewielkie budynki na planie kwadratu pomiędzy którymi rosną kilkusetletnie cyprysy.
Pekin: Kong Miao, Świątynia konfucjańska Pekin: Kong Miao, Świątynia konfucjańska
Wewnątrz budyneczków znajdują się gigantyczne żółwie trzymające na grzbietach potężne iglice. Warto zwrócić uwagę na posadzkę wokół żółwi - przedstawia wzburzone morze i ryby. Mam pewne wątpliwości, co do długowieczności tych żółwi - w warsztatach tu zlokalizowanych rozlega się odgłos kamieniarskich młotków... W tej świątyni, być może ze względu na padający deszcz spotkałem mało wiernych: ledwie kilku Chińczyków zapalało kadzidła i modliło się.

Jadąc do Chin ostrzyłem sobie zęby na te świątynie konfucjańskie i taoistyczne. Wygląda jednak na to, że te dwie religie a również i buddyzm wykształciły w architekturze podobne style: wsparte na czerwonych kolumnach dachy pawilonów, drewniane, kolorowe ażurowe zdobienia, kasetonowe stropy, "chińskie" dachy z podwiniętymi ku górze narożnikami. Budynki ustawione najczęściej na jednej osi, z przejściem typu amfilada. A wewnątrz - przynajmniej z punktu widzenia dla laika - również podobnie: 4 królów niebiańskich w przedsionku, uśmiechnięty Budda w świątyni, trójpodział przestrzeni, często arhatowie na bocznych ścianach. W ostatniej świątyni obok centralnej postaci Buddy - gobeliny lub tanki przedstawiające bóstwa. Po powrocie do kraju muszę doczytać o różnicach w tych religiach (jeśli wrócę :-p ) Pekin: Yonghe Gong, Świątynia lamajska

Po przeciwnej stronie ulicy Yonghegong Dajie usytuowany jest sławny klasztor lamajski Yonghe Gong, ponoć drugi co do wielkości poza Tybetem. ITIC nie działa, wchodzę za 25Y. Znów te same obrazki, które widziałem dziś i wcześniej. Ale jak w dobrym filmie - to, co najlepsze zostawiono na koniec: w ostatniej świątyni znajduje się olbrzymi Budda. Podobno ma 16 metrów wysokości, jest cały złoty i patrzy przed siebie z wysokości piątego piętra. Wszystko wokół wydaje się małe. Wewnątrz świątyni znajdują się balkony obiegające ją na trzech poziomach. Szkoda, że nie są udostępnione turystom. Po zeszłorocznej wyprawie do Mongolii i wizycie w Gandan, ten posąg nie robi na mnie już tak kolosalnego wrażenia. Siadam sobie pod kolumną, by poczuć atmosferę tego miejsca. Nie mogę się jednak skupić, podelektować tym miejscem. Może to ten deszcz? Albo głośno gadający turyści? Ale jest i deser: interesujące muzeum z rzeźbami, relikwiami i dokumentami tybetańskimi. W sąsiednim budynku dokładka: Buddowie, Tary, różne bóstwa wykonane ze złotego metalu. Arcydzieła są różnej wielkości od filigranowych figurek po metrowe posągi. Buddowie się uśmiechają, bóstwa wymachują sześcioma rękami lub groźnie patrzą odstraszając demony wianuszkiem z trupich czaszek. To mi się zawsze podobało. Tym razem ekspozycja jest dobrze podświetlona, mogę sobie pozwolić na kilka zdjęć. No dobrze, program kulturalny na dziś zakończony: sześć miejsc turystycznych odwiedzonych, czas na zaspokojenie moich snobistycznych "morskich" zapędów.
Pekin: Yonghe Gong, Świątynia lamajska Pekin: Yonghe Gong, Świątynia lamajska

Jadę metrem na dworzec główny, tu w kasie dla obcokrajowców kupuję bilet Shanhaiguan na następny dzień. Dopiero na 10.00, trudno, podobno nie ma wcześniej połączenia. Cóż, tu w Chinach, system sprzedaży biletów kolejowych preferuje przejazdy od stacji początkowej do końcowej. Wracam do hotelu przemoczony i przemarznięty. Mimo że nigdzie nie trzeba długo czekać na środki komunikacji zbiorowej, to przejazd z hotelu na dworzec zajmuje strasznie dużo czasu - około godziny. W naszej suterenie - wilgotno, rzeczy wyprane wczoraj oczywiście nie wyschły, zażyłem profilaktycznie 2 polopiryny i wskakuję pod kołdrę. Jeszcze herbata, chińska zupka i reszta arbuza. Uff... odżyłem. Wieczorem idę na internet: tu odczytuję te wszystkie okropieństwa o przejściu w Manzhouli - ale o tym napiszę jutro.

I jeszcze Pekin

Pekin: Zakazane Miasto
Pekin: Zakazane Miasto
Pekin: Kong Miao, Świątynia konfucjańska
Pekin: Kong Miao, Świątynia konfucjańska
Pekin: Yonghe Gong, Świątynia lamajska
Pekin: Yonghe Gong, Świątynia lamajska


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej