Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Pekin - Huanghua

poniedziałek, 15 VIII 2005


Mei you, wszędzie mei you:-( |Widzę mur wielki! |Drabina, czyli interes po chińsku |Spocony ale usatysfakcjonowany


Huanghua: Wielki Mur Chiński

Tuż przed szóstą przybywamy na dworzec zachodni. Być może jest największy w Azji, ale mnie interesuje tylko kupno biletu do Manzhouli. Bariera językowa jest tym razem nie do pokonania: nikt nie potrafi mi wskazać drogi do Ticket Office for Foreigners. Próbuję w zwykłej kasie, lecz panienka udaje, że mnie nie rozumie i na wszelki wypadek mówi "mei you". W końcu trafiam na pomocnego ochroniarza, który nie tylko prowadzi mnie do kasy #16 w głównej hali kasowej, ale - rozpychając ludzi - doprowadza mnie pod okienko i kupuje bilet bez kolejki na 19 VIII. Będzie to ciężkie hard przeżycie seat ;-)

Autobus #919 (przystanek na prawo od wyjścia z dworca ok. 100m) wiezie mnie wprost pod hotel Jinhua Fandian. Wypatruję McDonaldsa i śmierdzącej rzeki - orientacyjnych punktów wskazanych w Pascalu. Jak na złość tych amerykańskich przybytków zła jest tu kilka po drodze a sprawdzanie, czy któraś z przekraczanych rzek lub kanałów śmierdzi - jest niemożliwe. Ostatecznie wysiadam w przy węźle Yang Qiao, hotel ma dormy po 25Y/osobę, ale w suterenie. Biorę. Trafiam na towarzystwo japońsko-koreańskie i dwie pakujące się Słowenki. Wyjeżdżają dziś wieczorem do Datongu, ale chcą jeszcze zobaczyć Wielki Mur. Ja też! Jedziemy więc do Huanghua - miejsca bez turystów. Co prawda hotel oferuje za 150Y tour do Simatai lub Badaling, ale wolę bardziej kameralny wyjazd. Huanghua: Wielki Mur Chiński

Dojazd tylko pozornie jest skomplikowany, nie napotykamy na większe trudności logistyczne. Najpierw autobus #66 spod hotelu (1Y), metro do Dongzhimen (3Y), autobus #916 do Huairou (6Y,1h), minibus do Huanghua (30Y/3os). Co prawda na miejscu wstrętny Chińczyk chciał podwyższyć cenę, ale moja niezbyt dyplomatyczna perswazja studzi jego zapały. Już na kilkanaście minut przed końcem trasy widać było Wielki Mur. Teraz widzimy go na wyciągnięcie ręki. Znajdujemy się w V-kształtnej dolinie wyciętej przez rzekę. W tym miejscu, gdzie mur przekraczał rzekę, dziś wybudowano małą zaporę. Niestety, obecnie Mur jest budowany jest w Chinach właściwie od nowa, i nie można mieć pewności, czy chodzi się po zabytku czy nowej inwestycji turystycznej. Także i na tym odcinku (w kierunku zachodnim) trwają prace budowlano-remontowe.

Zaraz po pozbyciu się nieuczciwego kierowcy zgłasza się do nas babcia i prowadzi na drugą stronę tamy. Dostrzegam jakąś ścieżkę idącą w prawo, lecz ona powstrzymuje nas przed skręceniem i prowadzi dalej wzdłuż jeziora. Przy zabudowaniach pojawiają się w jej ręku karteczki zwane przez nią biletami po 2Y. Dla mnie jest jasne, że kobieta pobiera nielegalnie opłaty, kłócimy się przez chwilę, trochę poszturchiwania, w końcu ustępujemy (80 groszy). Stroma ścieżka prowadzi nas pod mur. Tu, przy tzw. wieży - drabina a na jej końcu Chińczyk żądający 20Y za skorzystanie z niej. Oczywiście olewamy go i wraz z rodziną Francuzów idziemy wzdłuż muru wyżej. Wkrótce zdajemy sobie sprawę z sytuacji: gdyby wyżej było jakieś wejście na mur - Chińczyk by stracił swój sk..... interes. Wracamy. Podejrzewam, że właściwa droga wiodła ścieżką na prawo przy tamie. Pewności jednak nie ma a ryzykować w tym upale jeszcze raz drogę tam i z powrotem nikt z naszej trójki nie ma ochoty. Płacimy. Huanghua: Wielki Mur Chiński

OK. Jesteśmy na prawdziwym Murze Chińskim. I to zupełnie sami. Francuzi poszli w stronę zapory, my pniemy się pod górę. Droga jest tworzona raz przez strome schody o szerokości może 3 metrów, raz przez pochyły bruk. Mur biegnie zygzakiem po grzbiecie, wspina się na szczyt, to znów opada do doliny. Góry są zamglone, powietrze przesycone jest wilgocią. Ciężko oddycha, ciężko iść. Tylko cykady hałasują nie robiąc sobie nic z upału. Mijamy kolejne wieże - drugą i trzecią. Tylko w tych miejscach jest nieco cienia. Woda dziewczynom już się skończyła, siadają by odpocząć. Wykorzystuję ten moment i wykręcam z podkoszulka 2 szklanki potu. Później mobilizuję Słowenki i uparcie idziemy do Wieży o Idealnej Budowie. Wystarczy. Rozkładamy się w cieniu i stygniemy. Mamy czas na miłą rozmowę. Opowiadam im o swojej podróży po Chinach, pokazuję zdjęcia. One są równie długo w drodze, ale spędziły miesiąc w Rosji i dopiero _teraz_ zaczynają swą chińską przygodę. Jeszcze sesja zdjęciowa i wracamy. Powrót odbywa się bez problemów z tym samym kierowcą minibusa. W hotelu meldujemy się po 10 godzinach od wyjścia. Udany dzień.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej