Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12-13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21-22]


Paralia - Kraków

wtorek-środa, 14-15. VIII 2001


Droga powrotna |"Opanowałem sytuację" czyli gulasz | Czas na podsumowanie


Zatoka Salonicka

Nocna podróż przez Macedonię. W półśnie widzę, że jedziemy jakimiś objazdami w sznurze autobusów i ciężarówek. Konwój? Przed wyjazdem z Aten mówiło się o wzroście napięcia w Macedonii. Zastanawialiśmy się nawet z Piotrkiem nad różnymi scenariuszami przedwczesnego zakończenia trasy: snajper? mina? a może czołg? Na granicy jugosłowiańskiej 5-godzinna kolejka. Później dodatkowa godzina: oczekiwanie nie wiadomo na co ;-), wędrówki pilotki do kanciapy Serbów, jakieś negocjacje? To jednak dziki kraj.

Gram w cygana z Dawidem, Piotrek nas rozbawia swoimi powiedzeniami i zachowaniem. Ten 14-latek potrafi wzbudzić zainteresowanie i 8-latki i 20-kilkuletniej panny. Godne pozazdroszczenia.

Widać zmęczenie podróżą. Tylko Jasiu jest niewyżyty i podskakuje na fotelu. Tak mija cały dzień. Wieczorem, około 22.00 zajeżdżamy pod motel na Węgrzech. Ludzie idą jeść (płacą markami) - pełny apartheid: osobno grupka p. Waldka, osobno BKD itd. Ja i emeryci wybieramy żywienie indywidualne: raczę się ostatnim ciepłym posiłkiem - fasolką z makaronem w sosie pomidorowym. Przy stołach frykasy: gulasz, frytki, sałatki, piwo, wino... Eh...!

24.00 - zbieramy się do dalszej drogi. Anka Czołgistka schodzi do parteru i śpi na karimacie w przejściu. Kolejna nieprzespana noc. Słyszę Piotrka mówiącego coś do siebie. Jakieś nerwowe ruchy, szelest woreczka foliowego i... gulasz węgierski opuszcza żołądek Piotrka. "Opanowałem sytuację!" - stwierdza z zadowoleniem - "Mam woreczek!". Druga porcja gulaszu dołącza do poprzedniej. Przerwa w podróży. Bohaterski Piotrek nie chce wyrzucić woreczka: znajdują się tam ulubione kąpielówki, których nie zdążył wyjąć...

Słowacja - ranek wita nas ciekawszymi krajobrazami. Dziewczyny wpisują swą relację z podróży do intertourowej kroniki. O naiwne! długo tam ich teksty nie przetrwają. Ostatnia granica - rusza machina biurokratyczna - tym razem polska - i z wolna przerabia paszporty blankietowe: dwie godziny postoju. Odwozimy jeszcze część uczestników do Katowic i Jaworzna. Wreszcie Kraków. Krótkie pożegnanie w okolicach biura Intertouru. Idąc z panem Romanem na przystanek autobusowy dostrzegam porozrzucane przez wiatr ulotki reklamujące kolejny wrześniowy "tramping" do Grecji....

Słowacja

Czas na podsumowanie. Grecja jest pięknym, w miarę tanim i przyjaznym krajem. Warto poznać tę - jak by nie było - kolebkę cywilizacji europejskiej. Oczywiście bez Intertouru. Najprzyjemniejsze wspomnienia mam z wejścia na Olimp i z Muzeum Narodowego w Atenach. Jak zwykle zachwycałem się przyrodą śródziemnomorską, zwłaszcza krajobrazami Peloponezu. Pozostałe miejsca - z antycznymi ruinami - trzeba zobaczyć, by doświadczyć minionej potęgi Hellady. Nie posmakowałem Meteorów z powodów wiadomych - będzie to jeszcze jeden pretekst, by tu wrócić. Ale głównym powodem ewentualnego powrotu byłyby góry: Parnas, Pindos i jeszcze raz Olimp oraz... wyspy. Chciałbym również bliżej poznać zwykłe życie zwykłych Greków - górali lub rybaków.

No, a biuro podróży? Być może miałem pecha - a kolejne imprezy będą miały mniej "burzliwy" przebieg. Jednak awaria autokaru i sytuacje związane z zagubieniem paszportów, obnażyły niekompetencję i nierzetelność Intertouru. Bardzo mi przykro, że to już drugie sprawozdanie z moich wojaży, w którym tak napiętnuję organizatora. Obiecuję sobie, że to ostatni wyjazd "zorganizowany". Pseudo-organizatorzy turystyki mogą zacierać ręce, że pozbyli się wymagającego klienta. Mogą dalej wciskać innym swój niepełnowartościowy towar. Szczególnie jestem rozczarowany Kasią. Jej wielka miłość do Grecji nie uwidoczniła się podczas jej pracy jako pilota. Rozmawiałem o tym z Ewą i tu jesteśmy zgodni: o Grecji można opowiadać bez końca: o historii, o kulturze, o ludziach. A jeszcze mity greckie? Eh...! Gdybym był pilotem zafascynowanym Grecją (nie przewodnikiem), to chciałbym się tym wszystkim podzielić z innymi, opowiedzieć im o tym. Może mały Jasiu i pozostałe dzieci coś by wyniosły z wyjazdu.

I w końcu ludzie. Tak naprawdę byli OK. Trochę różniliśmy się potrzebami, zainteresowaniami, preferowanymi formami wypoczynku.... Nie udało mi się poznać trampingowego napaleńca, z którym mógłbym pojechać gdzieś dalej.

I to by było na tyle. Czas na zajęcie się zwykłymi sprawami i przygotowanie następnego wyjazdu.


Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej