Kornel: moje podróże - Strona startowa

Dzień: [1] [2] [3] [4] [5]


Palcza - Myślenice - Na Kudłaczach

wtorek, 23 II 2010


Śniadanie w obozie Al-Kaidy |Babica |Jarząbek |O brodzących i latających |W drodze na Kudłacze


Palcza 7:20 - Babica 9:20 - Myślenice 14:00 Śliwnik 16:00 - Schronisko Na Kudłaczach 17:00
Śniadanie w obozie Al-Kaidy ;-)

Ranek w Palczy, słońce dopiero co wyłoniło się nad górami. Młodzież zbiera się na przystankach autobusowych, jadą do szkoły. A ja mam ferie ;-) Zapomniałem wczoraj powiedzieć: jestem w Beskidzie Makowskim! Umowną granicą tego regionu jest na zachodzie Skawa, na wschodzie zaś dawniej była Raba, teraz Beskid Makowski sięga po Przełęcz Jaworzyce. Pewnie zwyciężył jakiś Wielki Autorytet Geograficzny. Z mojego punktu widzenia, nie ma to znaczenia, i tak muszę dojść do końca, czyli na Luboń Wielki. Z mapy wynika, że jestem na półmetku szlaku. Dziś chciałbym dojść do schroniska Na Kudłaczach. Czyli minąć Myślenice. Zaczynam od zawodów sportowych. Bobsleje. W mojej wersji o tyle niezwykłe, ze bez sanek i w odwrotnym kierunku. O tor postarała się natura pokrywając lodem ścieżkę prowadzącą ze wsi w stronę Latoniówki. To, co popołudniowe słońce roztopi, w nocy zamarza tworząc lodową rynnę. Idę więc powoli bacząc, by nie zawrócić nieoczekiwanie na linię startu. Mógłbym od biedy szukać innej drogi przez zaspy po bokach, ale się uparłem, że dojdę do końca. Obyło się bez fikołków. Za laskiem niewielki przysiółek, na skraju którego dom z bardzo tajemniczym systemem anten. Zamiast zrobić rozpoznanie, czy to aby Al-Kaida nie zainstalowała swej bazy w Polsce - siadam na stosie desek i spożywam śniadanie. Oburzające! Widok z Babicy na południe

Teraz czas na Babicę (727 m n.p.m.), najwyższy szczyt w okolicy. Na warunki śniegowe na razie nie narzekam. W nocy był mróz, więc udaje mi się utrzymywać "na powierzchni". Oczywiście nie wszędzie. Na otwartych przestrzeniach silny wiatr przygina mnie trochę do ziemi i sypie porywanym śniegiem. Czapka i kaptur nie pozwalają mi zmarznąć. Jest przy tym słoneczna pogoda, prawie bezchmurne niebo, mogę się delektować widokiem Pasma Babiogórskiego i gór, hen po Pilsko i Wielką Raczę. A bardziej na wschód, na wprost słońca widzę Koskową Górę z wieżą telewizyjną. To najwyższy szczyt zachodniej części Beskidu Makowskiego. Droga wznosi się stopniowo, ludzkich śladów jak na lekarstwo. Nie wygląda mi ta okolica na zbyt uczęszczaną. Uprzedzając fakty dodam, że tego dnia nie spotkałem nikogo na szlaku. Przez 10 godzin! Wczoraj zresztą też! Rzecz jasna, mam na myśli turystów, nie mieszkańców wsi. Kapliczka myśliwska

Koło 9.00 jestem przy Babicy, szlak omija wierzchołek, nie szkodzi. Skręcam bardziej na północ, trochę w dół, trochę w górę... Trasa niezbyt ambitna, raczej spacerowa. Gdzieś za Trzebuńską Górą natrafiam na myśliwską kapliczkę i kilka ławek. Pewnie to tu znoszone są ciała pomordowanych zwierząt. A następnie pożerane przy rytualnej muzyce ;-) Korzystam z okazji i wyciągam się na ławce grzejąc się na słoneczku. Jarząbek

To właściwie ostatnie miłe chwile przed Myślenicami. Nie wiem, czy to za sprawą halnego, czy wpływ doliny Raby, ale tu śnieg już nie nadaje się do chodzenia! Trwa odwilż, zapadam się w śniegowo-wodnej mazi prawie po kolana. W butach czuję wilgoć, dużo wilgoci! Niestety, nie mam możliwości uniknięcia tej kąpieli: czy pójdę ścieżką, czy też obok - ta sama sytuacja: buty wchodzą w śnieg, jak w podróbkę masła. Pod Sularzówką (607 m n.p.m.) trafiam na zabawny trop idący w poprzek szlaku:

x x x x x.

Krzyżyki ustawione są w linii prostej, więc to nie żadna gęś czy kaczka, lecz kurak. Po konsultacji z wujem-myśliwym nabieram przekonania, że to jarząbek, licznie występujący w tych okolicach.

Muszę dopłynąć jeszcze na Plebańską Górę (508 m n.p.m.); stąd już prosty spływ do Myślenic. A te są naprawdę ładne. Przynajmniej takie wrażenie sprawia to miasteczko, gdy się je ogląda z okolicznych wzgórz.

Ha ha! widzę tu więcej brodzących! Jakieś starsze małżeństwo wybrało się na popołudniowy spacer, kluczą teraz po rozmiękłych łąkach nad Myślenicami, trafia się też para z kijkami trekingowymi. I słusznie! Kijek pomocny, pomaga sprawdzić głębokość wody! Schodzę, gubiąc czerwone znaki w stronę miasta. Głog nad Myślenicami
Przy cmentarzu, zeskakując ze skarpy potykam się i wykonuję podwójnego Axela. Lądowanie na żwirowej alejce jest mało przyjemne. Dwie staruszki oglądają się za siebie, komentują, ale braw nie biją. Mam szczęście: kurtka i spodnie są całe. Oczyszczam śniegiem zdartą skórę na dłoni i zawijam bandażem elastycznym. Myślę, że w zimie wszystkie mikroby giną, więc rana nie powinna ulec zakażeniu.

Przechodzę przez most na Rabie i zaczynam ostatni dzisiejszy odcinek. Do schroniska Na Kudłaczach jest około trzech godzin, jest dopiero 14, więc zajdę przed zmrokiem. Tak przynajmniej mi się wydaje ;-) Bo te trzy godziny to latem.

Na początek "ruiny": kilka kamoli udających resztki zamku. Są położone zaledwie kilkanaście metrów powyżej doliny. Ale żeby się tam dostać po oblodzonej stromej ścieżce używając jednej ręki - muszę się nieźle namęczyć! Zresztą po chwili zaliczam kolejne salto lądując na obandażowanej ręce. To dobrze, bo drugiego bandaża już nie mam. Po chwili dochodzę do siebie a po kwadransie docieram do miejsca wycinki lasu. Teren wokół rozjeżdżony ciągnikami, zdewastowany. Raba w Myślenicach Moje podejrzenia, że wycięto również drzewa z czerwonymi znakami nabierają cech pewności po 10 minutach kręcenia się w kółko. Zwiedzam coraz dalsze okolice wykonując przy okazji pomiary głębokości zasp. Ugh! W końcu znajduję znaki i już łatwo zmierzam na Uklejną.

Śnieg jest w lepszym stanie niż przed Myślenicami, chociaż zdarzają się bardziej wodniste odcinki. Na Śliwniku (620 m n.p.m.) jestem o 16.00. W promieniach zachodzącego słońca robię jeszcze zdjęcia owocom kaliny. Dziwne, że nie padła łupem ptaków. Nad Beskidami zapada zmierzch.
Do schroniska "Na Kudlaczach" docieram o piątej. Jestem jedynym gościem.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej