Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21]


Omu(2507 m)-Bran-Rasznow-Zarnesti-Plaiul Foii

sobota, 9 VIII 2003


Wchodzę na Omu: bułka z masłem |Mordercze zejście do Branu |W zamku Drakuli |Ruiny w Rasznowie - podoba mi się tu |Gdzie by tu nocować? |Impreza


Bucegi

Cóż to za świetny pomysł umieścić schronisko na samym czubku najwyższej góry w całym paśmie górskim! Cabana Omu (2507 m n.p.m.) wydała mi się malutka i pusta - większość ludzi opuściła już to miejsce po noclegu (cena 100.000 lei, herbata tu po 15.000, kawa 15.000, omlet 25.000).
Doszedłem na szczyt po 1h 45 min ze schroniska Babele. Planowałem wyjście o 6.00-7.00 ale nocna wizyta pana, który włączył gazowe ogrzewanie w pokoju na pół godziny przedłużyła mój sen do 7.30.
Wystartowałem o 8.00 natrafiając na taką plątaninę dróg i dróżek bez oznakowań niczym skrzyżowanie autostrad pod Kolonią. Na Omu - najwyższy szczyt Bucegów idzie się żółtym szlakiem przez płaskowyż pocięty wyżłobionymi w czasie wiosennych roztopów korytami wyschniętych potoków. Krajobraz przypomniał mi wysokogórskie równiny Atlasu z siecią uedów. Za przełęczą Saua Cerbului skończyły się charakterystyczne zlepieńce, zaczął się obszar skałek wapiennych i dolomitowych. Po lewej stronie widoczna była kilometrowej długości ściana z wapiennia czy raczej zlepieńców wapiennych. Można było wybrać ścieżką pod lub nad tymi skałami. Na ostatnim odcinku przed Omu droga idzie ostro pod górę, trawersuje w końcu zbocza Bucura (2503 m n.p.m.) i wyprowadza do schroniska. Bucegi

Czeka mnie teraz długa droga do Branu żółtym szlakiem. Zbiegam szybko aż do przełęczy Saua Hornurilor - to było łatwe. Póżniej wdrapuję się na zbocza Skary (2422 m n.p.m.). Co ciekawe, nikogo nie spotykam idąc w tym kierunku. Widać Bucegi są atakowane głównie od strony kolejki linowej z Busteni i Sinaii ;-) Na szerokim grzbiecie Turnurile Tiganesti spotykam stado kozic. Niestety, zanim sięgnąłem po aparat - są już daleko. Zejścia do doliny Ciubotea zamkniętej potężną pionową ścianą broni stado owiec a raczej zgraja owczarków. Właśnie jeden z nich leci w moim kierunku, wskakuję na upatrzony głaz, lecz oto nadciągają posiłki - trzy lub cztery jeszcze większe potwory. Rozstawiają się tyralierę i z pianą na pysku rzucają się na moją lichą fortecę. Biegnie z odsieczą juhas - lecz cóż z tego, jeśli psy go nie słuchają! Ostatecznie psy zostają przegonione i idę dalej. Kilka ostatnich kilometrów doliny potoku Poarta pokonuję stopem. Na miejscu kierowca patrzy na tyle wymownie, że sięgam do kieszeni i płacę.


Omu

Jestem w Branie! Dokładniej w zamku Drakuli. Pełno tu hałaśliwych młodych ludzi. Także obcokrajowców w średnim wieku. Sam zamek, w którym, jak wszyscy trąbią - Drakuli nigdy nie było, sprawił na mnie początkowo wrażenie małego i nieciekawego. Może to wynikało z nastawienia po lekturze sieciowych relacji o Rumunii? Oczywiście w żaden sposób nie może się on równać z pałacem Pelesz z Sinaia. Ale tamto to była prawdziwa perła rumuńska.
Siedzę teraz na niewielkim dziedzińcu brańskiego zamku. Na wysokości pierwszego piętra biegnie dookoła zadaszona galeria. Turyści, rzecz jasna bezplecakowi, tłoczą się przy studni. Idę więc zwiedzać wnętrza - plątaninę korytarzy i sal, w których łatwo się pogubić. Przypomina mi się kasba w Ouarzazate. W salach trochę wyposażenia - naturalnie bez królewskiego przepychu. Proste meble, choć trafiają się takie cacka jak książęce łoże z czarnego dębu. Ceramika i broń. W sumie warto sobie pooglądać te wnętrza. Szkoda tylko, że zameczek jest tak fatalnie położony, iż nie sposób było zrobić ładne zdjęcie. Obok zamku skansen z rumuńskimi chałupami (zaglądam z ciekawością) i mnóstwo straganów (dziękuję, nie skorzystam). Bucegi

Powinienem był stąd od razu wyjechać, zauważyłem jednak szyld internetu i nie mogąc się powstrzymać siadam na pół godziny przed komputerm. Później łapię stopa do pobliskiego Rasznowa (20.000), robię zakupy: 3 weki, herbatniki i rodzynki, i idę oglądać resztki twierdzy górującej nad miastem. Miejscowy młody człowiek pokazuje mi drogę na skróty przez ukryte przejście w bramie, ścieżka prowadzi lasem do ruin (45.000 lei). Jestem zziajany i zmachany, piję resztki pepsi-coli i ani mi w głowie zwiedzanie. Jednak trzeba: oglądam skromną wystawę archeologiczną, bryczki na dziedzińcu, spaceruję uliczkami wśród mniej lub bardziej zrujnowanych (lub: zrekonstruowanych) budynków. Rzut oka na wspaniałą panoramę miasta z widocznym w oddali pasmem gór Piatra Craiului. I jeszcze mała galeria rycin przedstawiających średniowieczne tortury. Przypomina mi się klasztor Roussanou w Grecji z ikonami obrazującymi podobne rozrywki. Bucegi

Na drodze do Zarnesti wsiadam do busa. Dziewczę rumuńskie uśmiecha się do mnie zalotnie; nie pozostaję obojętny i też się uśmiecham. Niestety dziewczę jest pod opieką mamy i szanse na nocleg u niej maleją do zera. Moim największym zmartwieniem jest teraz brak mapy Fogaraszów. No i kwestia noclegu - liczę na Cabanę Plaiul Foii. Uczynne młode małżeństwo zabiera mnie w krótką podróż do cabany. Mam okazję przyjrzeć się pasmu Piatra Craiului -potężnemu murowi skał ciągnących się wzdłuż drogi. Gdyby nie obecność lasów i inny kolor skał pomyślałbym, że jestem na niezapomnianej drodze do Maalouli w Syrii.
Plaiul Foii to mega-kemping - chyba tysiąc namiotów rozbitych w okolicznych dolinkach. Nocleg jest - a jakże! Za 550.000 lei. Merci! Próbuję wysępić nocleg dwóch innych miejscach, ostatecznie trafiam do luksusowego ośrodka z kortem tenisowym, zadaszonym komikiem w ogrodzie, barkiem itd. Trwa tu party - urodziny szefa grupy przyjaciół z Bukaresztu i Braszowa. Mogę zostać, jeśli będę pił z nimi. Czy chcę?Skansen w Branie

Heh! Jasne, że chcę! Od razu dostaję palinkę, składam życzenia solenizantowi i jako gift daję mu małą akwarelę z Wawelem (wożę takie rzeczy na specjalne okazje - przydały się np. w Palmirze w Syrii czy w Parku Narodowym Nemrut Dagi).
Impreza właściwie się rozkręca, towarzystwo jest mieszane, w średnim wieku, niektórzy z dziećmi, choć jest trochę młodzieży 20-letniej. Poznaję ich kolejno, rozmawiamy o Rumunii i Polsce ale przede wszystkim dobrze się bawimy. Co chwilę ktoś mi dolewa palinki, przynosi jakieś smakowite kąski, wypieki, sery itp. Muzyka jest dyskotekowo-folkowa. Nicolae Guta, Adrian Minune z hitem sezonu "Jumatate tu, jumatatu eu", Redu Ille i inni piosenkarze spod znaku etno. Od czasu do czasu niezapomniany Modern Talking (och Frytka ;-) . Ludzie tańczą i wygłupiają się. Jak ja lubię takie momenty. Cieszę się razem z nimi!
Około 3.00 zasypiam na sofie.

Zamek Drakuli
Zamek w Rasznowie
Plaiul Foii
Plaiul Foii


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej