Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Niya - Qiemo

sobota, 30 VII 2005


Na Jedwabnym Szlaku: Niya |Nieoczekiwana zmiana planów |Nocna jazda przez Takla Makan


Droga do Qiemo

Dziś ciąg dalszy drogi do Qiemo. Rano spotykam przy autobusie Steva, którego poznałem w Hotanie. Również chce dostać się do Golmudu. Zobaczymy jak będzie. Tymczasem dojeżdżamy do starożytnego Niya (Minfeng). Jaka szkoda, że miasto nie ma nic do zaoferowania turyście poza bazarem i meczetem. W okolicy są niesamowite groty z malowidłami przedstawiającymi nagie postacie (później w Urumczi oglądałem album zawierający te na wpół-pornograficzne malunki). Nie wiadomo jednak, jak się dostać do nich, również trudno się dowiedzieć, jak dotrzeć na stanowisko archeologiczne, skąd wydobyto zasuszone ciała sprzed tysięcy lat ("mumie"). Zresztą - wobec tego, że mamy ledwie kilkadziesiąt minut na postój w tym mieście - wszelkie dywagacje na temat poznawania okolicy są nie na miejscu. Poza tym - skoro mumie stąd wywieziono to trzeba jechać do Urumczi, do muzeum! Droga - podobnie jak od kilku dni - znów prowadzi obrzeżami pustyni Takla Makan. Ale są nowe elementy: widać coraz więcej wydm, niestety wciąż się chowają za drzewami, którymi obsadzono obie strony drogi. Czasem krajobraz jest śródziemnomorski, lecz zamiast starych gajów oliwnych, które często spotykałem w Grecji, i w południowych Włoszech, widać rzadko rosnące drzewa z nieznanego mi gatunku. Kora na ich nieproporcjonalnie grubych pniach jest zniszczona, pewnie to wpływ mrozów i upałów, które naprzemiennie występują w tym regionie. Wioska w  drodze do Qiemo

Mijają godziny. Około 17.00 dojeżdżamy do Qiemo i od razu kierujemy się do kasy. Bad news... Autobus do Ruoqiangu jest, ale dopiero za dwa dni. Rzekomo nic innego w kierunku Golmud wcześniej nie pojedzie. Steve obawia się wieczornego autostopu, zaczynamy negocjować z taksówkarzami. Z początkowych 600Y za kurs do Rurociągu, jak go w myśli nazywam, schodzimy do 350Y. Steve jest gotów zapłacić...120Y. Za dwie osoby rzecz jasna :-) Impas... Ja bym się zdecydował i za 250Y, byleby tylko wydostać się z tej dziury. Dajemy czas kierowcom na przemyślenie naszej oferty i tymczasem idziemy do pobliskiego hotelu. Steve ogląda po kolei pokoje (10-30Y za łóżko) sprawdzając profesjonalnie kolanem jakość materaców... Widać, że nauczył się odgrywać przed Chińczykami teatr... Coś tam mówi po chińsku do hotelarki i idziemy dalej zmiękczać taksówkarzy. Cwane bestie, wyliczają nam koszty noclegów i jedzenia przez dwa dni pozostają przy swoich cenach. Ostatecznie - każdy z nas (niezależnie) dochodzi do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem jest pojechać sleeperem do Urumczi. "Travelling in China is unpredictible" - stwierdza chłopak. Tak, myślę że w tamtej chwili trzeba było być elastycznym zmieniając plany. Jak nie tędy, to tamtędy do Golmudu... A przecież moim celem nie jest Golmud lecz Xining. Spróbuję więc dojechać tam z Urumczi. A przy okazji wyskoczę na jeden dzień do Kotliny Turfańskiej zobaczyć słynny minaret i starożytne miasta... Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Takla Makan wieczorem

Pakujemy się w ostatniej chwili do autobusu (19.00) i wjeżdżamy na drogę prowadzącą do... Niya. "Nie będziemy jechać przez Hotan" - uspokaja mnie Chinka. OK. Wkrótce skręcamy na północ, zagłębiamy się w pustynię. I zaczyna się to, co najlepsze: gigantyczne, niesamowite w swych rozmiarach morze piasku! Jak okiem sięgnąć, na lewo i na prawo, wszędzie wydmy, małe, duże i olbrzymie. A wszystkie takie żółciutkie... Z prawdziwego piasku...! Cieszę się na ich widok jak dziecko. Słońce opada coraz bardziej, wydłużają się cienie na wydmach... Wzdłuż całej kilkusetkilometrowej drogi przez pustynię ciągnie się trzcinowy płotek - pierwsza zapora przed piaskiem zasypującym autostradę. Nieco bliżej drogi rozciąga się umacniająca wydmy kratownica z krótkich trzcinowych patyczków. Ileż wysiłku ileż czasu musiało kosztować przeprowadzenie tej drogi przez pustynię... Wkrótce wszystko ogarnia mrok, na rozpogodzonym niebie błyszczy kilka gwiazd. Mkniemy przez noc.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej