Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16-17]


Przysłowie karelskie

Murmańsk

niedziela, 20 VII 2003


Piknik pod pomnikiem |Co by tu robić w Murmańsku? |Przyroda, historia i kultura Płw. Kola |Oddział Łabuńcowa |Jak chciałem usiąść |Jestem usatysfakcjonowany


Murmańsk

Wpół do pierwszej. Słoneczko wysoko, przypieka. Siedzimy u stóp pomnika Obrońców Radzieckiego Zapolarza. Monumentalny betonowy żołnierz spogląda na fiord. Ze wgórza za miastem, na którym się teraz znajdujemy roztacza się panorama na cały Murmańsk, jego porty morskie, stocznie remontowe, mnóstwo zakładów przemysłowych i nowe osiedla mieszkaniowe. Za fiordem, aż po zachodni i północny horyzont rozciągają się bezkresne lasy pokrywające pofalowany teren. Za tymi wzgórzami Morze Barentsa.

Gdy dwie godziny temu wysiadaliśmy z pociągu była nadzieja na popłynięcie statkiem wzdłuż fiordu w kierunku Morza. Rozmowa Przemka z naczelnikiem portu pasażerskiego nie przyniosła dobrych rezultatów. Również pomysł, by wybrać się do Siewieromorska w celu zwizytowania floty marynarki wojennej był nie do zrealizowania ze względu na rzekome przepustki do miasta. Trudno. Trolejbusem #4 podjechaliśmy w stronę pomnika by zrelaksować się w pięknym otoczeniu. Jest tu sztuczne jezioro, park, delfinarium i inne rozrywki dla ludu. Mamy czas do 20.00. Szkoda, że Przemek nie ma pomysłu co z nim zrobić. Co prawda proponowałem, byśmy wsiedli do podmiejskiego autobusu, pochodzili po okolicznych wzgórzach... Mnie w każdym razie sprawiłoby to większą przyjemność niż siedzenie w jednym miejscu. Zwłaszcza, że tych bezpośrednich kontaktów z przyrodą nie ma za wiele. Murmańsk: pomnik Obrońców Radzieckiego Zapolarza

Póki co wracamy do centrum. Główną arterią komunikacyjną miasta jest Prospekt Lenina i w pobliżu niej będziemy się kręcić do wieczora (mapka). Odłączam się od grupy, chcę przeżyć coś więcej niż oglądanie wystaw sklepowych na Prospekcie. Zaliczam pomnik Władimira Ilicza i idę do Muzeum Krajoznawczego (15 rubli). Na początek zbiory przyrodnicze pokazujące, czym jest tajga. Uczę się rozpoznawać poszczególne gatunki lasu: brzozowo-iglasty bor biełomosznik, bor jagielnyj, dalej smieszannyj lies, liesotundra, a jeszcze dalej na północ kustarniczkowaja i kustarnikowaja tundra i w końcu kamienistaja lieszajnikowaja tundra. W gablotach skromniutkie rośliny zdolne do przeżycia w surowym klimacie: rosochata lauzielerija lieżagnaja, dispienzija, sigoliewka, driada z żółtymi kwiatuszkami, płożąca się kasstorieja a także poliarnaja iwa czyli wierzba dorastająca do pół metra i sympatyczny kwiat - arktous. W kolejnej sali żiwotnyje i pticy: mewy, rybitwy, sowy śnieżne, puchacze, lisy polarne, gęsi polarne, zajcy polarne... Dużo tu tego... A cóż to za mały czarny zwierz? Ha! więc tak wygląda rosomak...!
Równie ciekawa jest ekspozycja prezentująca XIX-wieczne ubrania miejscowej ludności: futrzany sobik do tego lipty - skórzane buty do ud lub wolpity - zabawne buty pokryte sierścią zwierzaka. Warto było tu przyjść, by zobaczyć skórzaną malnicę i filcową jupę czyli zimowy i letni przyodziewek; do kompletu potrzebny był jeszcze kokosznik i powojnik - nakrycia głowy dla kobiet i mężczyzn. A także dla wyrobów na specjalne okazje: kaftanika dla kobiet z misternie tkanymi srebrną nicią wzorami, swadiebnyj gołownoj ubor niezbędny pannie młodej na weselu.
Murmańsk: ryty skalne

Dużą przyjemność sprawiła mi wystawa związana z ekspedycjami odważnych i wytrwałych ludzi, kartografów, geologów, których zadaniem było opisać Półwysep Kola. W sali zgromadzono wyposażenie oddziału geologów-razwiedczikow, którzy pod dowództwem Łabuńcowa przemierzali te dziewicze przestrzenie interioru, by przy pomocy magnetometrów Tiberga-Tallera, wagi Szmidta, urządzeń do pomiaru odchylenia magnetycznego, rydla i kilofa poszukiwać minerałów. Gdy ogląda się te liche plecaki, ciężkie namioty, buty Ferszmana, skórzane kurtki i inne drobne akcesoria wypraw można być pełnym podziwu, że kiedyś tak się podróżowało.
Dalej sala obrazujące etap zasiedlania tych terenów przez Rosjan (o niszczeniu miejscowej kultury i wierzeń ani słowa, pewnie nie niszczono), "cywilizowania" , doprowadzenia prądu. Przypomnijmy tu słowa Włodzimierza Ilicza:
"Elektryfikacja jawliajetsja najbolieje ważnoj iz wsiech wielikich zadacz stojaszczich piered nami".
Na koniec humorystyczny akcent: w XIX wiecznej izbie rybackiej skromne wyposażenie: łóżko, krzesło i stół z samowarem, na komodzie patefon, a w rogu... popiersie Lenina. Chociaż, kto wie, może i tak bywało... ;-)

Dobrze, wystarczy tego ukulturalniania się, jestem głodny chciałbym coś zjeść. Nic prostszego, jak zapytać miłą Rosjankę:
-Izwinitie, ja chotiełby siest'
-A! tam jest ławoczka

Wzajemna konsternacja. Jak by jej to powiedzieć, że jestem głodny?... Drapię się po głowie.
A! Wy chotitie pokuszat'? - dziewczę jest nad wyraz domyślne.- Idite so mnoj. Ja wam pokażu bistro w gostinnicy...
Tak. Muszę jeszcze popracować nad swoim rosyjskim ;-) Bistro w najlepszym hotelu "Arktika" oczywiście nadaje się do zignorownia (150 rubli za mały kawałek szaszłyka). Siadam na ławce na placu i wcinam porcję rodzynek z Polski. Kuranty z hotelu "Arktika" gratis.
Jest 16.00 - idę na zamówiony wcześniej internet. Wreszcie mam jakieś wiadomości z kraju i ze świata. Wysyłam maile, odwiedzam listy dyskusyjne a nawet gram na Kurniku. Tak na marginesie: państwowy intenet na poczcie jest tu wyjątkowo drogi (1 rubel/min), w dodatku dostępny jest tylko jeden komputer. W księgarni trafiam na tani album o Półwyspie Kola i ucieszony zakupem idę do knajpki. Gdzies za Kołem Polarnym Dostaję zapiekaną rybę z frytkami, colę i kawę, której nie chciałem. Przysiada się sympatyczny pan, zapytuje, czy mi się tu podoba. Ponieważ nie wiem skąd jest, na wszelki wypadek mówię, że najbardziej podoba mi się i Karelia i Rosja i Półwysep Kola ;-) Rosjanin jest moriakiem, pochodzi z centralnej Rosji, lecz tu pracuje. Dużo pływał po całym świecie, także zna Polskę, więc dobrze się nam rozmawia.
Przed odjazdem trafiam na Kubę i Magdę, zaprowadzam ich na pocztę, lecz nawet korzystając z tych automatów pocztowych nie są w stanie dodzwonić się do Polski (Jak się później okazało, winna była karta telefoniczna, o zbyt małym limicie impulsów, by automat zdecydował się na połączenie). Wracamy na dworzec.

Mimo, że dzień jeszcze się nie skończył jestem nim usatysfakcjonowany. Dotarłem wszak do Murmańska! To dalej na północ niż podczas wyprawy do Skandynawii.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej