Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16-17]


Przysłowie karelskie

Murmańsk-Kem

poniedziałek, 21 VII 2003


Ach ci Polacy! |Dzienniki podróżne |Pociągowe życie | |Kem i kemy |Cerkiew


Droga do Kiem

Pobudka o 6.00. Ekwilibrystyka na górnej półce, kawka. Zapowiada się piękny dzień. Jesteśmy gdzieś na szlaku z Murmańska do Kem. Za oknem bez niespodzianek - tajga, tajga, tajga. Co wcale nie oznacza, że nie mogę siedzieć przy oknie i cieszyć się wciąż jej widokiem. Wczoraj w muzeum uczyłem się rozróżniać rodzaje tutejszych lasów a dziś - część praktyczna. Swoją drogą - jakoś tak mało i bezpośrednich kontaktów z przyrodą - wciąż wszystko obserwujemy z pozomu kolejowego okna. Mam nadzieję, że w Kem ten niedosyt zostanie zaspokojony. Wagon śpi. A dokładniej śpi cała reszta grupy z wyjątkiem Madzi, która podobnie jak ja zdążyła się już umyć. Brawo Madzia!
Kiem: cerkiew Wczoraj poszliśmy spać około 2.00. Widać, że 4.5 godziny snu to mało dla większości. Dziwne... Przez moment było mi nieprzyjemnie. Część grupy w nocy krzyczała a przecież większość Rosjan już położyła się spać. Zawsze wstydzę się wtedy za Polaków, tak jak to było w Palmirze. Nie cierpimy przecież, gdy w Polsce do autobusu wchodzi grupka roześmianych hałaśliwych Niemców, Włochów czy Amerykanów. A cóż dopiero w nocy...

Wczoraj się zorientowałem, że 5-6 osób prowadzi zapiski z podróży. Mam więc konkurencję, ale czy w sieci? Tak przyjemnie jest skonfrontować swoje przeżycia i obserwacje z innymi. To jest tak jak oglądanie nowej wersji starego filmu. Niby wiadomo, o co chodzi i jak się skończy, ale chcemy jeszcze raz to przeżyć. A propos filmu - dostałem taki sympatyczny wpis do Księgi Gości od Rylki. Dziękuję!
Ładna ta Karelia. Spędziliśmy tu zaledwie kilka dni i widzę, że to sympatyczny kraj. Wracając do dzienników - mam taki tytuł do reportażu stąd: "Piękny kraj, w którym nie chcielibyście mieszkać". Bo chyba to prawda: ładna, surowa przyroda, mało skażone środowisko - ale z drugiej strony ciężko żyje się tu ludziom, i to nie nie tylko ze względu na długą i mroźną zimę. Rozmawiałem z miłą dziewczyną na dworcu w Kondopodze - nie ma tu pracy, ludzie uciekają stąd do wielkich miast. Ale przecież jest jakaś nadzieja na lepsze jutro. Wystarczy przecież wejść do zwykłego sklepu spożywczego: wszystko jest - jak w polskim sklepie - kiełbasy, mięso, sery, jogurty, ciasteczka. Są te same pasty do zębów, te same proszki i filmy. Piszę to, by rozwiać wątpliwości tych, którym wydaje się, że Rosja to kraj z minionej epoki i przeżycie tu zahacza o survival. Jak na razie jedyne niedogodności były związane z biurokratyczną stroną: registracja i bumaga - w hotelu i w pociągu, ale i to da się przeżyć. Ani razu nie byliśmy zatrzymywani przez milicję chociaż kilka osób miało pecha, gdy zostali przyłapani z otwartym alkoholem w pociągu do Kondopogi. Skończyło się na spisaniu protokołu. Kiem: ikonostas w cerkwi


Dyskusji o Rosji i Putinie ciąg dalszy. Michał atakuje. Przemek bez przekonania stara się odpierać zarzuty. Wraca temat czczeński. Hm, naprawdę nie wiem, jakie powinno być dobre i sprawiedliwe rozwiązanie problemu Czeczeni.
Kasia chce grać w scrabble. O chętnie! Tak, tylko, że chce je wziąć i grać z innymi... Grrrh...! Nic to: zaspokajam swoje scrabblowe potrzeby rozgrywając później partię z Kubą i Magdą. Pod koniec wykładam słowo "wyprasowany" co wywołuje załamanie psychiczne przeciwników i koniec gry. Hmm...
Kem: kem na rzece Kem Jedziemy już tak kilkanaście godzin. Tydzień podróżowania koleją po Rosji sprawił, że przyzwyczailiśmy się do wielogodzinnego spędzania czasu w pociągu. Teraz - wydaje mi się - narzekania ludzi, że pociąg do Kołobrzegu jedzie 6 czy 7 godzin wzbudzą u mnie tylko lekki uśmiech. Ech! punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (lub leżenia - plackartnyj). Muszę również przyznać, że pociągi rosyjskie są w nienajgorszym stanie. Owszem, czasem trafi się drobny syf w kibelku ale ogólnie jest do wytrzymania. No i jest kipiatok :-)
Zdaje się, że dojeżdżamy do Kemu. Tu będziemy nocować przez dwa dni. Dziś tylko zakwaterowanie w hotelu, jutro rejs na Wyspy Sołowieckie.

Półgodzinny spacer nieco okrężną drogą do hotelu "Kiem" (mapka). Zupełnie znośne warunki po 6€. Jest nawet ciepła woda, której byliśmy pozbawieni w Kondopodze. Mam dziś dużo czasu wolnego, jest wczesne popołudnie, idę na spacer po miasteczku. Wizytuję kilka sklepów spożywczych stwierdzając po raz kolejny, że zaopatrzenie jest tu przyzwoite i poziomem nie odbiega od przeciętnego wiejskiego sklepu w Polsce. Tylko ludziom jak gdyby żyje się tu ciężej. Rosjanin z Murmańska w stoczni zarabia 700 rubli i jest szczęśliwy z tego powodu. Zwykle pensja tu w Karelii nie przekracza 400-500 rubli. Proletarskim Prospektem (główne ulice dalej noszą tu dumne nazwy) dochodzę nad dużą rzekę Kem. Zaglądam do małej, zniszczonej w chudych dla kościoła latach lecz teraz stopniowo odnawianej cerkwi i skręcam wzdłuż rzeki w kierunku znacznie ciekawszej drewnianej Cerkwi Uspieńskiej. Zastanawiam się nad związkiem między nazwą miejscowości pochodzącej rzecz jasna od przepływającej rzeki a nazwami fińskich miejscowości, które już kiedyś poznałem: Kemi i Kemijarvi. Kiem:  cerkiew Pewnie mają to samo pochodzenie. A oto i sam kem! Wystaje ze środka rzeki, popękany i pożłobiony przez spływający lądolód. Jest tych kemów w miasteczku więcej - poukrywanych między blokami - jak choćby przy ulicy Energetyków, gdzie mieszkamy. Podejrzewam więc, że rdzeń "kem" ma coś wspólnego z kamieniem lub skałą (po powrocie zapytałem o to Finów lecz okazało się, że we współczesnym fińskim "kem" nic nie znaczy; co nie wyklucza tego, iż kiedyś coś znaczyło :-)).

W pobliżu cerkwi kilka malowanych domów i lokalne muzeum, zdaje się nic ciekawego. Sama cerkiew - zbudowana w początkach XVIII wieku i otoczona wysokim parkanem - jest niestety zamknięta ale jakoś specjalnie mnie to nie martwi. Ograniczam się do kilku zdjęć.
Na kolację przyrządzam sobie jajecznicę z 5 anemicznych karelskich jajek. Jajka są niewielkie i mają blade żółtka ale ten zapach smażonej cebulki! Mmmmm.....
Przemek na 21.00 zwołuje w jadalni zebranie organizacyjne. Niewiele z niego wynika, składamy się po 700 rubli na jutrzejszy rejs po Morzu Białym.
Wieczorem kilka partii scrabbli.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej