Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6-7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-27] [28-29]


Przysłowie marokanskie


Mohammedia - Rabat

sobota, 24 VIII 2002


Pałac Królewski w Rabacie | Meczet i mauzoleum |Kupuję pufy


Rabat: przed pałacem królewskim

Bez większego żalu żegnam się z Mohammedią. Dziś niewiele podróżowania. Kilkadziesiąt kilometrów dzielących nas od stolicy pokonujemy w godzinę. Przed Pałacem Królewskim pustki - autokary z turystami zaczną się dopiero zjeżdżać. Ustawiamy się do zdjęcia grupowego pozostawiając Szymonowi i Rafałowi kilkadziesiąt aparatów. Każde pstryknięcie migawki wywołuje nasz aplauz :-). Sam pałac - to przynajmniej z zewnątrz mało atrakcyjna budowla. Kręcimy się w kółko przez pół godziny, robimy zdjęcia z żołnierzami i królewskimi urzędnikami przystrojonymi w czerwone fezy. Rabat: Kasba Chellach

Kilka minut drogi i zajeżdżamy pod Kasbę Chellach. Dwóch Marokańczyków, w bajecznie kolorowych strojach ludowych, gra na bębnach rytmicznie podskakując i wywijając kutasikami na stożkowatych czapkach. Przez potężną bramę wchodzimy na teren kasby (20 DH). To raczej otoczone murami ogrody - zostało trochę ruin, a w dolnej, południowej części fragmenty meczetu. Całość sprawia jednak korzystne wrażenie, zwłaszcza, że można pospacerować sobie po nieco zaniedbanym ogrodzie botanicznym. Tu właśnie między zagajnikiem bambusowym a palmami spotykam innostrancow. "Priwet, otkuda wy prijechali, dewoczki?". Sympatyczne moskwiczanki opowiadają o swych wrażeniach w dalekim kraju. Biedactwa, nie dostały wizy do Zapadnoj Jewropy i musiały przylecieć tu samolotem ;-( .
Rabat: kasba Chellach Czas teraz na bliższy kontakt z marokańską fauną - idę do rezerwatu marabutów. Przeciskam się między krzakami opuncji i zatykając nos staram się podejść jak najbliżej do gniazd. Ptaków jest mnóstwo, widać, że gniazdują tu od dziesiątków lat. Niestety, większość z nich siedzi w gniazdach, biorę więc opuncje i celnymi rzutami zachęcam je do lotu.

Przed resztkami meczetu Hassana I witają nas kawalerzyści armii królewskiej w odświętnych mundurach. Wszystko rozumiem, ale czy muszą męczyć te zwierzęta? Ze schodów mauzoleum Mohammeda V oglądamy setki kilkumetrowych kikutów kolumn. Nieco dalej - niedokończony minaret, zdaje się niedostępny dla giaurów. Kilka minut spędzam w mauzoleum - oprócz ozdobnych sufitów i skromnych sarkofagów (znalazło się tymczasowe lokum dla Hassana II) i nic godnego uwagi tu nie ma. Rabat: marabuty

Czas wolny. Na podstawie niewyraźnie skserowanej mapki Rabatu lokalizuję medinę i ustalam mniej więcej azymut. Bazar w medinie - przynajmniej tam gdzie dotarłem - wydaje się skromniejszy. Idę główną ulicą w kierunku Atlantyku wymieniając uśmiechy z Arabkami. W sklepiku z wyrobami z drewna cedrowego ulegam zapachowi i urokowi tych przedmiotów - kupuję dla Sergiusza skromniutkie pudełko z 5 kośćmi (20 DH). Z Michałem i Małgosią docieram do portu. Widok oceanu, jachtów i amfiteatralnie rozłożonych cmentarzy wokół portu satysfakcjonuje mnie na tyle, że uznaję Rabat za "zaliczony" i jestem gotów do powrotu. Jeszcze tylko rzut oka na Kasbę Oudaja (błękitne uliczki i Muzeum Sztuki Marokańskiej). W sukach dłuższą chwilę medytuję nad ostatnim zakupem - dwoma pufami z wielbłądziej (nie oślej!) skóry. Kupuję w sumie za 15 €.

Rabat: meczet Hassana I Nocleg na małym kempingu w Sale - tuż przy niemiłosiernie zatłoczonej plaży (brudna woda - dla odważnych). Agnieszka i Asia kupują miejscowe łakocie i urządzamy małe przyjątko w namiocie :-)


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej