Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


Mediolan - Kraków

poniedziałek, 2 IV 2007


A w Krakowie wiosna... |Krótkie podsumowanie |Podziękowania


Jestem już w Polsce, w Krakowie piękna wiosna, kwitną drzewa owocowe. Poranki są chłodne a powietrze takie rześkie. Dobrze jest wrócić do domu. Jakikolwiek by on nie był. Przeszedłem się na Rynek, usiadłem z koleżanką w ogródku. Przechodnie ubrani są tak szaro, brakuje mi indyjskich kolorów i uśmiechów. Ale moje Indie to już historia.

Amritsar: Durgiana Temple

Oto moja kwintesencja Indii: kolorowa kupa śmieci.

Lot odbył się bezproblemowo, zanim pomknęliśmy przez czarną jak smoła przestrzeń nad Pakistanem, samolot wykręcił kilka zakrętów nad roziskrzonym New Delhi, później trochę podrzemaliśmy, o świcie nad Adriatykiem powitało nas ostre słońce, na lotnisku w Mediolanie pośmiałem się z opowieści polskiego pilota wracającego do kraju z częścią grupy. Zabawny napuszony facet. A potem już Alpy i wyłaniający się spod chmur Kraków...

----.----

Był to dla mnie najtrudniejszy tramping od lat. Jestem przyzwyczajony do prymitywnych warunków, brudu i zmęczenia po drodze, lecz tym razem było naprawdę ciężko. Użeranie się z rikszarzami, sprzedawcami, brud, śmieci, odchody i zapachy ludzkie oraz zwierzęce na każdym kroku były trudne do zniesienia. Oczywiście Indie i Nepal zachwyciły swymi zabytkami, urzekły kolorami, przyrodą, różnorodnością religijną (odwiedziliśmy świątynie hinduistyczne, dżinijskie, buddyjskie, lamajskie, sikhijskie, katolickie, protestanckie, muzułmańskie i bahajską), różnymi obrzędami, których byliśmy świadkami i uczestnikami, widokami najwyższych szczytów świata - Kanczendżongi, Mt. Everestu, Lotse, Annapurny, wreszcie kuchnią indyjska - to wszystko było arcyciekawe.

Od strony finansowej był to kolejny tani wyjazd - 1000 zł wydane na miejscu - pominąłem naturalnie koszt biletu lotniczego, jak również koszt pamiątek i prezentów). Na miejscu wydawaliśmy 11 USD/osobodzień (bez pamiątek i prezentów).

Trudno powiedzieć, ile kilometrów przejechaliśmy, na pewno bardzo się umęczyliśmy, pokonaliśmy dwukrotnie większą trasę niż na typowych miesięcznych wyjazdach. Jednak warto było.

Indyjski pamiętnik

Dziękuję wszystkim za przysyłane do mnie e-maile i jeszcze raz przepraszam za "surową" formę tamtych relacji pisanych na gorąco (czasem klawiatura miała całkiem starte litery). Myślę, że relacja będzie znacznie ciekawsza (będą i zdjęcia) oczywiście pojawi się kiedyś na mojej stronie, proszę o cierpliwość.

Jestem winien jeszcze jedno wyjaśnienie dotyczące współtowarzyszki podróży. Z Hanką żarliśmy się na trampingu często i może niepotrzebnie. Ale tak to jest, gdy Byk trafi na Lwa. Mimo że znamy się od ponad 40 lat, to ciężko się nam czasem dogaduje. W tym miejscu przepraszam za niepotrzebne moje ostre reakcje. Indie to jednak strasznie stresujący kraj. Dziękuję Ci, Mamo za towarzystwo i życzę wszystkiego dobrego z okazji 69 urodzin!

Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej