Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Lwów - Kijów

czwartek, 14 VII 2005


Ukraina z okna autobusu|Wieczorny Kijów


Cerkiew Sofijska w Kijowie

Dziewięciogodzinna podróż autobusem dłużyła mi się nadzwyczaj - Łuck, Równe, Żytomierz, w końcu Kijów. Nie do końca byłem przekonany, czy dobrze zrobiłem decydując się na autobus a nie na pociąg. Ale oszczędziłem czas na przejazd marszrutką na dworzec kolejowy, nie stałem w kolejce po bilet. Właśnie tych kolejek obawiałem się najbardziej - koleżanka z sieci kilka dni wcześniej przysłała mi dramatycznego mejla o tym, że stała kilkanaście godzin po bilet we Lwowie na pociąg transsyberyjski.
Jadąc do stolicy oglądałem ukraińskie krajobrazy i próbowałem sobie uświadomić, co takiego sprawia, że od razu czuć, że to nie Polska. Przede wszystkim - byle jakie samochody, łady i gruzawiki, autobusy na gaz. Po drugie - zaniedbane miasta, nieotynkowane bloki, poprzewracane płoty. Ale był i sympatyczny akcent - w kilku wsiach pod Kijowem prawie przed każdym domem znajdowało się gniazdo bocianie, a gnieździe - bociek ;-) Bogdan Chmielnicki w Kijowie

Kijów. Skorzystałem z wynalazku Wernera von Siemensa, by podjechać do stacji metra (0.5 UAH). Stąd kilka przystanków metrem dworzec (stancja Wokzalnaja; 0.5 UAH). Rzuciłem jednym okiem na ogromny hol, a drugim okiem na ogromne kolejki. Kolejki - wszędzie. Do informacji, do kas... Tylko nie do pustej, klimatyzowanej, lecz płatnej (5 UAHH) poczekalni.
Po 3 godzinach zgrzytania zębami i wypoceniu iluś tam litrów płynów trzymałem w ręku bilet kupiejny na pociąg do Charkowa (nr 320, 35 UAH). Najbliższą godzinę spędziłem na internetowaniu się i obchodzeniu dworcowych okolic. Znacznie lepszym pomysłem okazał się wyjazd metrem na Kreszczatik: ładnie oświetlona promenada z tłumami, głównie młodych ludzi: spacerujących, siedzących w kawiarenkach ulicznych, przysłuchujących się domorosłym muzykom. Zaczepiona na ilicy śliczna kijowianka przedstawiła mi krótko, co mogę zwiedzić o tej porze - przeszedłem na Majdan Niezawisimosti, tu były jeszcze większe kolorowe tłumy, podświetlane fontanny, kolumna z uskrzydloną postacią - Pomnikiem Wolności. Plac Niepodległości w Kijowie W zapadającym mroku - choć bez uczucia nadmiernego zagrożenia, wdrapałem się stromymi, nieoświetlonymi uliczkami do historycznej części miasta. Tu ujrzałem dwie ładne cerkwie z kopułami lśniącymi w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Pospacerowałem po placu przed Monasterem o Złotych Kopułach z dzwonnicą oraz soborem pod wezwaniem św. Michała, a następnie przeszedłem pod pięknie oświetloną Cerkiew Sofijską. Wypróbowałem na konnym pomniku Chmielnickiego możliwość robienia nocnych zdjęć nowym aparatem i wróciłem na Kreszczatik.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej