Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Liupanshui - Guilin

sobota, 13 VIII 2005


Ech, ci Chińczycy! |Prowincja z okna pociągu | |Gdzie ja właściwie jadę?!


Guizhou: wapienne ostańce

Żałuję, że nie sprawdziłem w sieci, którędy prowadzi droga pociągu K338 do Zhengzhou. Z pewnością nie jest prosta. Dziś świat powitał mnie słoneczkiem i nieoczekiwaną zmiana kierunku jazdy. Jedziemy... na południe. Hm, zobaczymy.

Wciąż nie mogę się nadziwić, jak można tak głośno się zachowywać: Chińczycy z niższych pięter mojego przedziału rozmawiają tak głośno, że w Polsce uznano by to za awanturę. Nie ma jeszcze 8.00 rano, ludzie obok usiłują dospać. Ale to jest właśnie to chińskie nie liczenie się z innymi. Czekasz na swoją kolej do kibelka, a tu bach: Chińczyk wpycha się przed ciebie. I naprawdę to nie są przypadkowe zdarzenia. Nikt tu przedtem ani później nie zapytał, czy ja też czekam.

Wczoraj, o 22.00 wyłączyli w wagonie światło, za to klimatyzacja pod sufitem nieźle mnie wymroziła. Teraz piję poranną kawę; kończą mi się jej polskie zapasy. Tu kawa jest dużo droższa, praktycznie się jej nie pije. Herbat ekspresowych też prawie nie! Zalewają wrzątkiem kilka wiórek podłego gatunku herbaty i piją tę wodę o kolorze słomkowym. Tylko proszę mi nie mówić, że to zielona herbata! Jestem rozczarowany. Powszechne w użyciu są termosy stalowe oraz 0.3-litrowe zamykane szklane naczynia. W hotelach i w pociągach wrzątek jest dostarczany w dużych, może 3-litrowych termosach.

Guangxi

Za oknem niewysokie górki porośnięte lasami sosnowymi. Kępy bambusów i pola ryżowe. Najbardziej atrakcyjnie wyglądają, gdy tworzą nieregularne tarasy na zboczach wzgórz. W polu pracuje niewielu Chińczyków: ktoś prowadzi krowę za sobą, ktoś zbiera jakieś zielsko, kobiety nad rzeczką robią pranie. Wsie w tej okolicy są brzydkie, jakby bez smaku budowane. Zwracają uwagę jedynie czerwone napisy wokół drzwi wejściowych. Pewnie mówią o szczęściu dla domostwa albo witają gości. Ale z pewnością gościnność nie jest chińską domeną.

Zorientowałem się wreszcie gdzie jestem. To prowincja Guizhou. Linia kolejowa zatacza za Guiyang szeroki łuk na południe by później skierować się na wschód. Skończyły się na wpół obnażone wapienne ostańce, więcej teraz zwyczajnych zalesionych gór. Pociąg wspiął się na zbocze pasma górskiego, przemyka przez tunele i wiadukty a za oknem roztacza się piękna panorama na południe kraju. Grzbiety górskie tworzą blaknącą sekwencję jak na obrazku ucznia ćwiczącego perspektywę powietrzną. Na pierwszym planie szeroka dolina z ryżowymi tarasami, osiedlami ceglanych domówi rzeczka wijącą się między nimi.

Guangxi: wapienne górki i pola ryżowe Cały ten region Guizhou jest bardzo malowniczy i, jak podpowiada przewodnik, słabo wykorzystany turystycznie. Główną atrakcją jest odległy od Anshun o 50 kilometrów 74-metrowy wodospad Huangguoshu Dapubu. Ech, gdybym miał jeszcze trzy tygodnie czasu, pewnie bym i tam pojechał. A teraz to się boję, czy zdążę zobaczyć Pekin i okolice.


Za oknem mała zmiana krajobrazu. Pociąg teraz meandruje między wapiennymi ostańcami, które tworzą 10-metrowe kopce lub ponad 100-metrowe górki. Pomiędzy nimi rośnie ryż lub kukurydza. Ta ostatnia już całkiem wyschnięta: w polu stoją żółto-brązowe badyle. Wśród pól pobudowane są betonowe niecki - suszą się na nich ziarna kukurydzy. Czasem pojawia się sylwetka Chińczyka w żółtym słomkowym kapeluszu zbierającego czerwone papryczki do kosza na plecach. W bajorku chłopcy kąpią się i pławią bydło o charakterystycznych płaskich rogach.

Zdrzemnąłem się. O trzeciej po południu stajemy na stacji. To 24 godzina drogi. Półmetek. Dworzec w Liuzhou... Wracam szybko do wagonu po mapę i jestem przerażony. Jestem w w prowincji Guangxi! Czy ja tu chciałem w ogóle jechać?! Oglądam dokładnie mapę. Tak, na wybrzeżu południowo-chińskim jest Zhangzhou, nie ZHENGZHOU. W skali Europy to tak, jakby pomylić Brukselę z Rzymem. Czyżbym kupił bilet do złej miejscowości? Pasażerowie mnie jednak uspokajają, mówią, że pociąg pojedzie jutro na północ do Zhengzhou choć może nie po najkrótszej trasie. Oki, niech będzie! Dla towarzyszących mi dziś od rana krajobrazów tak podobnych do tych z Yangshuo warto było nadłożyć drogi. Tak czy owak, za 24 godziny wysiadam.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej