Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Austria-Słowacja

wtorek, 31. VIII 1993


Deszcz - pożegnanie


Na długie pożegnania czas nam nie pozwala Mżawka na przemian z deszczem. W okolicach Wiednia deszcz wzmaga się przechodząc w ulewę. Autobus z wyraźnym trudem jedzie w kierunku Polski. Noc upływa w pół-śnie. Pobolewa mnie ząb. Proszę Sylwię, by wzięła od kogoś polopirynę, która jak wiem - pomaga mi. Upewniam się, czy tabletka, którą dostała od jakiejś dziewczyny to polopiryna, łamię tabletkę, wkładam do ust i czuję ... veramid. Ten lek praktycznie nie zmniejsza bólu. To drobne z pozoru zdarzenie, drobne kłamstwo ze strony Sylwii, było dla mnie znamienne, a później i symptomatyczne. Było to kłamstwo w imię spokoju. Tak na to patrzę w kilka miesięcy po powrocie z Włoch (...).
Dużo czasu tracimy na przejściach granicznych. Słowaccy celnicy szukają alkoholu, wypakowują kilka torb. Remek i Piotr denerwują się - mają po kilka litrów alkoholu ze sobą.
Słowacja. To samo miasteczko, w którym zatrzymaliśmy się w drodze do Włoch. Rzucamy się do sklepów, by zrobić ostatnie zakupy. Kupuję trochę żarcia, banany, jakieś drobiazgi.
Kierowca niezmordowanie jedzie w stronę granicy. Jeszcze jedno przejście i już Polska. Kilka godzin i Kraków. Wypakowujemy się i rozchodzimy. Koniec trampingu. Pozostaje jeszcze spotkanie za dwa miesiące w Rynku.


Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej