Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Kucza - Kaszgar

poniedziałek, 25 VII 2005


W chińskim pociągu: nie jest najgorzej |Ujgurska dzielnica i bazar |Włóczę się po Kaszgarze


W drodze do Kaszgaru

Moje obawy o bezsenną noc spędzoną na stojąco w zatłoczonym pociągu okazały się niepotrzebne. Chińska kolejarka zgromadziła bezmiejscówkowych pasażerów w jednym miejscu na peronie i rzuciliśmy się do wskazanych dwóch wagonów. Tu po raz pierwszy spotkałem się z brzydkim zachowaniem Chińczyków. 20-letnia panienka śpiąca na dwóch fotelach nie chciała ustąpić Bradowi miejsca. Bambus jej w oko! Przeprosiłem innego śpiącego i siadłem. Po chwili praktycznie wszyscy znaleźli sobie miejsca. Wkrótce się rozwidniło i zamiast się wyspać do końca, przyglądałem się pustynnym krajobrazom i okolicznym górom.
Jak na razie nie doświadczyłem wrażeń nieobcych innym podróżującym pociągami po Chinach: plucia, charkania, sypania śmieci na podłogę itp. Być może dlatego, iż pociąg był pospieszny a wagon zajmowała głównie "komórkowa" młodzież chińska. W wagonie były kąciki do mycia, dwa WC-ty z dziurą w podłodze, i co najważniejsze, maszyna z wrzątkiem. Kursowałem więc co chwilę a to po herbatę, a to po kawę, lub po chińską zupkę. Raz czy dwa razy udało mi się dostrzec ośnieżone szczyty Tian Szan na horyzoncie. Linia kolejowa poprowadzona jest szeroką doliną rzeki Tarym, ale w pewnym momencie oddala się od gór i krajobraz nie był zbyt urozmaicony.
Kaszgar: gazetka ścienna W Kaszgarze naganiacze zaciągnęli nas do darmowego busa jadącego pod Hotel Seman. Brad wybrał pokój z łazienką za 30Y, ja tańszy wariant toaletą publiczną (25Y).

Sprawdziłem od razu pocztę w hotelowym internecie - niestety Jacek kilka godzin wcześniej wyjechał z miasta nad jezioro Karakul. Co gorsza, będzie się starał o uzyskanie na granicy kilkudniowej wizy pakistańskiej. Hm... Na razie odświeżyłem się i ruszyłem "w miasto". Główną osią komunikacyjną jest Renmin Lu, szybko znalazłem się przy Old City (Gucheng). Tu, w dzielnicy muzułmańskiej zamieszkałej przez Ujgurów czas zatrzymał się przed laty...
Moje pierwsze kroki w Gucheng były wyjątkowo nieśmiałe. Praktycznie żywej duszy, ślepe uliczki, podwórka z domownikami przy ich obowiązkach... Czułem się jak intruz podglądający i fotografujący ich życie prywatne. Ale po chwili zobaczyłem wycieczkę Japończyków, którzy w ślad za swoją przewodniczką włazili na wybrane podwórka fotografując wszystko, co się dało. Pozbyłem się i ja zahamowań... Wędrówka po tych zakamarkach była czystą przyjemnością. Wydostałem się nad rzekę, stąd dwa kroki było na bazar. Widziałem tych wschodnich bazarów już trochę (Aleppo, Damaszek, Istambuł, Fez, Meknes, Casablanca, Ułan Bator), ale ten był naprawdę imponujący, jeśli chodzi o ilość towaru. A przecież nie była to słynna niedziela targowa, lecz zwykły handlowy dzień... Kaszgar: Stare Miasto Spacerowałem więc po uliczkach i całych kwartałach z materiałami, z dywanami, z butami, z przyprawami, z wyrobami rękodzieła artystycznego. Przy stoisku korzennym sprzedawca wyjaśniał mi jak rozpoznawać dobry i słaby szafran, inny namawiał mnie na suszone węże lub choćby żaby - wystarczy je sproszkować, zalać alkoholem, i już gotowa nalewka na wszelkie reumatyczne dolegliwości. Ja jednak byłem bardziej zainteresowany żeń-szeniem w cenie 300Y/kg, ale jakoś nie chcieli mi sprzedać jednego korzonka :-( Sympatycznie wyglądała scenka, gdy sprzedawca używając archaicznej asymetrycznej wagi odważał miejscowej piękności różne specyfiki mające poprawić cerę i jakość włosów. Namawiali mnie ile wlezie, jednak byłem tego dnia mało zdecydowany na jakiekolwiek pamiątki i bardzo nieufny, jeśli chodzi o poziom cen.

Powędrowałem znów dalej przez most nad Tumanem, rzeczką niosącą brudnoszare wody. To miejsce jest zajęte przez biedniejszą część sprzedawców. Oferują bardzo skromne towary, jakieś spinki, paski skórzane do zegarków, plastikowe autka, itd. Ale zdarzają się i bardziej oryginalne wyroby, jak choćby pieczątki z ptasich piór do odciskania wzorków w chlebie.
Siadłem sobie w końcu w "punkcie gastronomicznym", kupiłem gorące pierożki z baraniną na ostro i chłonąłem oczami bazarowe życie. Tuż przed zmierzchem ruszyłem w drogę powrotną do hotelu. Ku mojemu zaskoczeniu w tych wszystkich malutkich warsztatach wciąż trwała praca. Małe dzieci oferowały przechodniom gotowane ziemniaki w mundurkach, sprzedawcy szaszłyków wciąż rozniecali żar przy pomocy wielkich arkuszy blachy. Skusiłem się i wstąpiłem na małe żarełko za 3.5Y. Jak zawsze poruszenie w sali, gdy w knajpie znajdzie się obcy białas... W dzielnicy "miejskiej", tuż przy moim hotelu znajduje się supermarket. Trafiłem tu na pyszne lody po 3Y i ilekroć tędy przechodzę - pozwalam sobie na taką półlitrową przyjemność. Wieczorem przegrywam na cd pierwszą część moich zdjęć (25Y).


I jeszcze Kaszgar

Kaszgar: ujgurski chłopczyk Kaszgar: młoda Ujgurka
Kaszgar: Stare Miasto
Kaszgar: plac targowy
Kaszgar: plac targowy
Kaszgar: plac targowy
Kaszgar: plac targowy
Kaszgar: odcisk do placków chlebowych
Kaszgar: mały sprzedawca
Kaszgar: stare miasto
Kaszgar: Stare Miasto Kaszgar: Stare Miasto


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej