Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Kraków - Warszawa

czwartek, 10 IV 2014


Jest decyzja! |Wstępna trasa |Na Okęciu


Długo zwlekałem z podróżą do Izraela. Trzy lata temu - w pamiętną noc, gdy kupowałem kilka promocyjnych biletów podczas Szalonej Środy w PLL LOT - nie mogłem się zdecydować, czy lecieć do Libanu czy Izraela. Wybrałem tańszy Liban i nie żałowałem decyzji. Później, gdy "odkrywałem" tanie linie lotnicze, okazało się, że Wizzair lata do Tel Awiwu z Katowic i Warszawy. Polowałem więc na tanie bilety. Niestety, nie mając karty członkowskiej Wizzair nie mogłem korzystać z biletów po około 300-400 złotych. W momencie, gdy pojawiły się dobre ceny w El Al (i jednocześnie w LOT) niewiele myśląc kupiłem bilety. Połowa kwietnia wydawała mi się dobrym okresem – jest tam już w miarę długi dzień, słonecznie i sucho.

Nie pałałem nigdy wielką miłością do Żydów i kultury żydowskiej. Holocaust i wszelkie sprawy stosunków polsko-żydowskich mało mnie ruszały, Oczywiście, lubię krakowski Kazimierz, znam wszystkie krakowskie synagogi i kirkuty, ale specjalnie nie pociąga mnie ani muzyka żydowska ani kuchnia żydowska. Nie spieszyłem się też specjalnie do tego wyjazdu także dlatego, iż kojarzył mi się z pielgrzymkami do Ziemi Świętej. Tyle okoliczności przedwyjazdowych.

Lecimy więc na tydzień. My, czyli ja z Iwoną. Dla Iwony jest to pierwsza taka wyprawa, bardzo to przeżywa. Dla mnie – 65 kraj. O tyle atrakcyjny, że jest kulturowo i religijnie odmienny od tego, co widziałem do tej pory i o tyle nieatrakcyjny, że wszystko jest tu dwa razy droższe niż w Polsce. Pierwsza sprawa - noclegi. W serwisach hostelowych ceny są porażające: kilkaset złotych z osobę w dwójce, a 2000-3000 zł za dwuosobowy pokój w hotelu to nie rzadkość. Z wielkim trudem znalazłem parę ofert w przystępnych cenach – mamy załatwione dwa noclegi w Jerozolimie na początek i jeden nocleg w Tel Awiwie na koniec trampingu. Ponieważ w ciągu kilku tygodni nie potrafiłem opracować sensownej trasy z dostępnymi w tym czasie hostelami – postanowiłem uniezależnić się od nich biorąc namiot. Mam nadzieję, że noce nie będą przeraźliwie zimne a miejsc na nocleg gdzieś się znajdą. Zobaczymy!

Wiem, że w Izraelu i Palestynie jest dużo do oglądania. Mówi się, że na Jerozolimę trzeba poświęcić kilka dni. My nie będziemy tak rozrzutni. Początkowo miałem plany eksploracji pustyni Nagev, obejrzenia krateru (a właściwie zapadliska) pod Mitzpe Ramon, ale po różnych przymiarkach czasowych – odpuszczam. Na ten moment chciałbym pojechać do Masady przez Hebron, potem wzdłuż Morza Martwego do Tyberiady i wrócić do Tel Awiwu przez Nazaret i Hajfę. Jak się trasa ułoży – okaże się wkrótce.


Droga do Warszawy PolskimBusem mija w półśnie. Towarzyszy nam grupka młodzieży z Bydgoszczy wracająca z nagrania Rozmów w Toku u Drzyzgi. Są podekscytowani, hałaśliwi, trochę niedojrzali, choć - zdaje się – program był o młodych rodzicach. Na szczęście zasypiają. W Warszawie jesteśmy o 23:20, metrem do centrum i autobus N32 na Okęcie. W hali odlotów rozkładamy się na ławce i nawet udaje się zdrzemnąć. O czwartej nad ranem zaczyna się ruch. Wycieczkowicze do Hurghady z olbrzymimi walizami gromadzą się przed odprawą.
- Wyprowadzacie się z domu? - pyta ktoś w kolejce znajomych.

Czas i na nas. El Al przed okienkiem rozstawia własne barierki. Izraelczycy nie chcą niespodzianek w swoich samolotach, już na Okęciu sprawdzają bagaż turystów przy pomocy spektrometru gazowego ustawionego obok stanowiska odpraw. Muszę wypakować plecak z worka foliowego, w który przedwcześnie go zapakowałem. Trochę się denerwuję – mamy mnóstwo żarcia ze sobą. Widzę, że izraelski urzędnik sprawdzający Iwonę odkłada konserwę na bok.
- Nie wolno? - dziwi się dziewczyna – No, trudno!

Ha ha! Pewnie wyczuł wieprzowinę i to niekoszerną! Interweniuję, konserwa wraca do plecaka. „Moja” urzędniczka niucha czujnikiem w plecaku, wypakowuję kolejne rzeczy, by mogła się dostać głębiej. O los czekolad i konserw zawiniętych w namiot jestem spokojny. Na pokładzie połowa pasażerów z grubsza to Polacy połowa Żydzi. Wśród tych pierwszych grupy pielgrzymkowe, indywidualnych nie dostrzegam. Wiem, że leci z nami jeden z forumowiczów z portalu Fly4free, ale nie potrafię go wyłuskać go wzrokiem z tłumu. Jedzonko na pokładzie jest dobre i w miarę szybko podane, brakuje mi jednak kawy, którą roznoszą tylko jeden raz. Cztery godziny lotu dłużą mi się.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej