Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8]


Kraków - Warszawa

sobota, 3 IX 2011


Zastrzelą mnie czy wylecę w powietrze? |Wątpliwości co do celu |A wizę masz?! |Nocne loty


A nie mówiłem, że ten rok będzie obfitował w wyjazdy? Dziś znów ruszam w podróż - tym razem do Libanu i tym razem sam. Będzie to krótki, zaledwie tygodniowy. Ale to kraj niewielki - wielkości województwa opolskiego czy świętokrzyskiego. Uprzedziłem wszystkich, że prawdopodobnie mnie zastrzelą lub wybuchnę, mam nadzieję, że będą miło zaskoczeni, jeśli się tak nie stanie. Jak by jednak nie żartować z domniemanych czy rzekomych niebezpieczeństw w tym sympatycznym państwie, to trzeba pamiętać, że kilka miesięcy temu, w Dolinie Bekaa, porwano grupę rowerzystów z Estonii. No, a Baalbeku i Andżaru leżących w tej dolinie przecież nie mogę sobie odpuścić! Zresztą... może Estończycy trafili na bojowników z Partii Antyrowerowej?

Wybór Libanu, jako miejsca kolejnego trampingu był cokolwiek przypadkowy - kierunek ten znalazł się na liście objętych marcową promocją LOT-u. A że nie byłem w Libanie, więc - długo nie myśląc - kupiłem bilet. Później zastanawiałem się czasem, czy nie trzeba było lecieć zamiast do Bejrutu do sąsiedniego Tel Awiwu (w tej samej cenie). Izrael, to wszak inna kultura, może taka odmiana po tegorocznym Egipcie i wcześniejszych krajach muzułmańskich, byłaby dla mnie większą atrakcją? Ale nigdy mnie do Żydów nie ciągnęło, więc w tamtą marcową noc zadziałał odruch. Oczywiście, jeśli kiedyś trafi się okazja zwiedzę i ten kraj. Muszę tylko nastawić się na znacznie wyższe wydatki.

Jadę, jak wspomniałem, na tydzień. To w sam raz, by zobaczyć główne atrakcje kraju: stolicę, kilka nadmorskich - czasem bardzo starych - miast, sławną grotę Jeita i jeszcze sławniejsze rzymskie ruiny w Baalbek. Mam ochotę przejść się wąwozem Kadisza, może uda się wejść na jakąś górkę? Zobaczymy.

Przed samym wyjazdem najadłem się strachu związanego z wizą. Przez kilka miesięcy żyłem w przekonaniu, że wiza jest dostępna na lotnisku, darmową zresztą. A tu na forum Gazety dziewczę się mnie pyta, jak rozegrałem kwestię wizy. Rzut oka na stronę ambasady libańskiej i... panika! Ani słowa o wizach "on arrival", wymagane do wizy jest potwierdzenie zapłaty za hotele... Ugh! Kilka nerwowych dni, w końcu na forum Travelbitu dostaje wiarygodne informacje. Wszystko będzie dobrze. Poczytałem też na forach o komunikacji w Libanie, wygląda na to, że transport zbiorowy opiera się na service-taxi, być może nie będę musiał wydawać na taksówki. Mam nadzieję, że spotkam kogoś, z kim będę mógł pojeździć razem po tym kraju.

Teraz jadę nieco zatłoczonym pociągiem TLK do Warszawy. Lot jest późno wieczorem tak, jak przy poprzednich wyjazdach. Podjeżdżam na Okęcie wypróbowanym już autobusem 175 i cierpliwie czekam w lotniskowym barze na lot do Bejrutu. Trzy godziny dwadzieścia minut. Wylądujemy w środku nocy. Taki mój pech lub szczęście - wszystkie tegoroczne loty zaczynają się między 22 a 22:40 i kończą przed świtem.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej