Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Kraków - Lwów

środa, 13 VII 2005


Kierunek: Chiny! |Ekipa jest, ale... |Wreszcie ruszam


Ta podróż miała korzenie sięgające sierpnia 2004 roku. Siedząc w zeszłym roku w Ułan Bator niejednokrotnie słyszałem od trampów wracających z Pekinu, że Mongolia to jeszcze Europa, że prawdziwa Azja zaczyna się w Chinach... Takie uwagi zmobilizowały mnie do wysiłków, by zwiedzić Państwo Środka. Zwłaszcza, że zauroczyły mnie świątynie lamajskie, a Chiny przecież oferują znacznie większy wybór świątyń i religii. Jak zawsze po wybraniu celu pozostawała kwestia, z kim i jak jechać. I jak zwykle podjąłem działania zbyt późno. Skontaktowałem się za pomocą sieci z wieloma osobami zainteresowanymi kierunkiem wschodnim i tak poznałem Jacka ze Śląska oraz Maję i Mariusza spod Warszawy.

Z krótkiego częstochowskiego spotkania wynikało, że chcemy jechać do Xinjiangu - zachodniej prowincji kraju. Właściwym pomysłodawcą był Jacek, który był już kilka lat wcześniej w Chinach wschodnich i środkowych, a teraz przed rocznym nauczycielskim pobytem w tym kraju - chciał poszerzyć swe trampowe doświadczenia o Xinjiang i Tybet. Ten ostatni starałem się mu wyperswadować, gdyż nie chciałem ponosić zbyt dużych kosztów związanych z permitami, a z drugiej strony zamiast grzęznąć w Tybecie wolałem zwiedzić cały kraj: od Kaszgaru i Urumczi na zachodzie po Kanton na południu i Harbin na północy. Plany miałem ambitne - być może nie do zrealizowania. Z kolei Jacek i warszawska para chcieli zwiedzać zachodnie prowincje powoli, nie spiesząc się i zostając po kilka dni w każdej miejscowości. Taka koncepcja nie za bardzo mi odpowiadała. Stanęło na tym, że Jacek i Warszawiacy lecą do Chin samolotem około 10 lipca, a ja jadę do Urumczi drogą lądową przez Kazachstan.
Świt na Ukrainie Wizę chińską dostałem na podstawie samolotowej rezerwacji na samoloty.onet.pl, tranzytową wizę kazachską na podstawie chińskiej a rosyjską tranzytową (podwójną) na podstawie kazachskiej. Wymyśliłem również, że pojadę przez Ukrainę - tak, jak jechała Małgorzata Maniecka. Tyle przygotowań. Aha. Właściwie powinienem powiedzieć o najważniejszej sprawie, która rzutowała na późniejsze wydarzenia. Już na starcie byłem przeraźliwie spóźniony, dokładnie: o tydzień. Ten właśnie tydzień, kiedy mój paszport leżał u Kasi w Warszawie czekając, by zaniosła go do ambasady chińskiej. Tymczasem moi towarzysze drogi in spe słali mi mejle - już z drogi po Chinach z coraz bardziej naglącymi zapytaniami, kiedy jadę.


Wyruszyłem 13 lipca nocnym autobusem do Lwowa (60 PLN). Deszczową noc spędziłem w półśnie jadąc na dwóch fotelach w pustawym autokarze. Odprawa graniczna trwała około jednej godziny. We Lwowie, na dworcu położonym na skraju miasta, zauważyłem odjeżdżający autobus do Kijowa i niewiele myśląc wsiadłem (52 UAH; kurs w kantorze 1 USD = 4.9 UAH).



Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej