Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


Kraków - Mediolan - Delhi

Piątek, 2 III 2007


Kierunek - Indie! |Nasze plany |Gdzie mój plecak!? |Noc na Pahar Ganj


Od kilku godzin znajdujemy się w boeingu 767 lecącym z Mediolanu do Delhi, jesteśmy gdzieś nad Iranem lub Pakistanem. Za oknem jest już noc, choć w Krakowie jeszcze nie ma 17.00. Lecą z nami głównie Włosi, trudno powiedzieć, czy są tu Polacy. Kilku zaturbanionych Indusów kręci się po samolocie - rozprostowują kości. Na miejscu będziemy o 23.15 miejscowego czasu. Nad Alpami

Muszę powiedzieć, że zupełnie nie mam ochoty na pisanie tej relacji. Nawet długopis odmawia posłuszeństwa i zacina się. Może podświadomie czuje, że nie mam dla kogo pisać? Oczywiście przy założeniu, że długopisy mają świadomość. No cóż, lecę do Indii, muszę więc przestawić się w sposobie myślenia o rzeczach - tych codziennych i tych ważnych. Może ów długopis był w poprzednim wcieleniu niedobrą kobietą?
Na szczęście dostaliśmy kolację, moment rozpoczęcia relacji nieco się odwlecze.

----.----

Indie... Zawsze byłem zdania, że wyjazd do tego kraju musi być poprzedzony odpowiednimi przygotowaniami - nie tylko w sensie organizacyjnym, ale także - i może przede wszystkim - duchowym! I że należy pojechać przynajmniej na trzy miesiące. Teoria okazała się jednak oderwana od życia. Jadę tylko na 32 dni, a decyzja o wyjeździe zapadła ledwie dwa miesiące temu. Po raz pierwszy jadę gdzieś poza okresem wakacyjnym - mam ponad 20 dni zaległego urlopu, przecież nie spędzę ich w Krakowie.

Ostatecznie zdecydowałem się na przelot Alitalią z Krakowa przez Mediolan (2080 zł). I ostatecznie lecę z Hanką z Krakowa, znaną mi od wielu lat. Wiem, że nie będzie to łatwy wyjazd zarówno ze względu na same Indie, jak i towarzyszkę podróży. Mam jednak nadzieję, że szczęśliwie wrócimy razem.

Nasze plany są bardzo ambitne. Chcemy przejechać Indie Północne oraz Nepal zwiedzając wszystko, co się da. Rzecz jasna, nie ma mowy o trekkingu w Himalajach ze względu na ograniczenia czasowe. Ale trasę wybierałem tak, by zobaczyć wszystko, co najpiękniejsze i najważniejsze. Jeśli chodzi o budżet trampingu, to mamy nadzieję, że granica 50% całkowitych wydatków została już przekroczona (myślę o kupionym już bilecie samolotowym). Sądzę, że 15 USD/osobodzień zapewni nam przyzwoity standard.

----.---- Delhi: nocny Pahar Ganj

Po ośmiu godzinach lądujemy na lotnisku imienia Indiry Gandhi w New Delhi. Wypełnione jeszcze w samolocie formularze imigracyjne oddajemy indyjskiemu urzędnikowi i biegniemy po bagaż. Po transporterze suną cudze walizy: 50, 100, 200 sztuk... a mojego plecaka, jak nie ma, tak nie ma (mamy tylko jeden plecak ze sobą). Już miałem go szukać gdzieś w Bangkoku, gdy pojawił się jako ostatni... Teraz wymiana pieniędzy - do kasy Banku Państwowego dłuższa kolejka, do kantoru Thomasa Cooka - stoi tylko kilka osób a cena rupii ta sama. Wymieniam 500 USD po kursie 43.6.

Rezygnujemy z taksówki (pre-paid 370 do 450 INR) i wskakujemy do jakiegoś pustego zdezelowanego autobusu. Bileter, lub ktoś, kto się za niego podaje, twierdzi, że dojedziemy na Pahar Ganj, chce 50 rupii od osoby. Psubratowi nie wierzę ani trochę. Daję mu pieniądze dopiero wtedy, gdy wsiądą inni pasażerowie i kupią te same bilety. Odwiedzamy terminal krajowy, jedziemy jakimiś obwodnicami, ciekawe, gdzie nas wywiozą?! Stres łagodzi krowa dostojnie krocząca drogą pośród nocy - to jednak prawdziwe Indie ;-)

Wysiadamy u wylotu ulicy Main Bazaar, tuż przy dworcu New Delhi. Sześciu wyrośniętych Indusów otacza nas i próbuje przekonać do swojego hotelu. Ich solidne pały używane do tępienia szczurów wydają się być dobrym argumentem, na szczęście każdy z nich ciągnie do innego hotelu. Korzystamy więc z zamieszania i idziemy do "Travellers Guest House". Klitka jest pozbawiona okna na zewnątrz, ma za to własną łazienkę (250 INR). Odgłosy dobiegające z korytarza przeszkadzają spać.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej