Kornel: moje podróże - Strona startowa

Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]


Kąty - Regetów

środa, 6 V 2009


MPN: niezbyt miłe powitanie |Ptaszki w drodze na Magurę |Dość zawłaszczania! |Łemkowskie wsie |Co się komu opłaca? |Niezwykły cmentarz |Wolne łóżko


Kąty 5:30 - Kolanin 8:50 - Magura Wątkowska 11:30 - Bartne 12:30-12:50 - Wołowiec 14:20-14:40 Popowe Wierchy - Rotunda 19:15 - Regetów 20:30 Widok spod Magury na SW

Kawa wypita, plecak spakowany. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie pod tabliczkami PTTK i ruszam w stronę Magury. Szlak przekracza Wisłokę i wyprowadza za wieś, na wzgórza. Polna droga wiedzie grzbietem, mija pamiątkowy krzyż. Przede mną rozległy masyw Kamienia (714 m n.p.m.). Muszę na niego wejść a następnie zejść na Przełęcz Halbowską (547 m n.p.m.). Mógłbym, co prawda, dojść na przełęcz asfaltem, ale... ale w końcu obiecałem sobie nie skracać drogi. Pod lasem - ambona, w której, od biedy, można by zanocować. Po kwadransie dochodzę do szutrowej drogi, skręcam w prawo i maszeruję aż do kolejnej ścieżki w stronę szczytu. Wszędzie tablice: "Magurski Park Narodowy. Wstęp wzbroniony pod karą grzywny". Są też znaki zakazu ruchu pieszych z dopiskiem: "Nie dotyczy szlaków". Hm, dziwnie się czuję. Jak intruz. Nawet dla średniorozgarniętej osoby jest jasne, że na terenie parku narodowego należy poruszać się po wyznaczonych drogach i szlakach. Ale zakazy wstępu do parku? Mało sympatyczne to powitanie. Tak na marginesie - w tym parku narodowym jestem po raz pierwszy. Dokładniej: po raz pierwszy po jego utworzeniu w 1995 roku. Wcześniej, podczas wędrówki ze Staszkiem w Bieszczady, przechodziłem przez jego południową część, zapuszczałem się również na rowerze do Olchowca, Ożennej i Krempnej. Magura Wątkowska

No nic. Skręcam w lewo na wspomnianą ścieżkę i wdrapuję się na strome zbocze. Jest tu naprawdę pięknie. Pięknie i dziko. Puszczańsko, chciałoby się powiedzieć. Powalone, omszone drzewa, głazy przystrojone pióropuszami paproci, szemrzący strumyk. Długo trwa ta wędrówka na szczyt. Gdy już mi się wydaje, że do niego dochodzę - okazuje się, że to jeszcze kawałek dalej. W końcu osiągam kulminację i zbiegam ścieżką na przełęcz. Tu pierwszy z trzech deszczochronów, które dziś napotkam. Czas na przekąskę - Kolanin i danie główne - Magurę. Droga jest dość monotonna. Wokół lasy i lasy. Okoliczna ludność musiała się nieźle wściec, gdy nagle okazało się, że nie mogą zbierać borówek i grzybów w "ich" lesie. Pusto tu jakoś. Prócz ptaków i wiewiórki udało mi się dojrzeć jedynie lisa, który śmignął mi w poprzek drogi. Plecakowiczów praktycznie nie ma. Wczoraj właściwie nikogo nie spotkałem na szlaku (poza pustelnią), dziś, jak dotąd, też idę sam. Dopiero na kolejnej polanie trafiam na małżeństwo w średnim wieku. Witam się, wypytuję skąd i dokąd idą. Wyglądają na trochę spłoszonych, zdaje się, że właśnie złożyli namiot po noclegu na terenie MPN. W porząsiu. Idę i idę. Mijają kwadranse, kolejne godziny. Słucham sobie ptasich śpiewów, próbuję sprawdzić, ile różnych głosów jestem w stanie rozróżnić. Jeden, drugi, piąty... W końcu się poddaję. Łatwiej by było je zanalizować, gdyby człowiek słuchał tych treli z jednego miejsca. Trafiam jeszcze dwukrotnie na deszczochrony. Zaliczam Kolanin (707 m n.p.m.) i Świerzową (801 m n.p.m.). W końcu, po sześciu godzinach od wyruszenia z Kątów, wdrapuję się na Magurę Wątkowską (846 m n.p.m.) - najwyższy szczyt tej części Beskidu Niskiego. Zrzucam plecak koło papieskiego pomnika i zaglądam do księgi pamiątkowej. Wołowiec

Tu po raz kolejny na czerwonym szlaku spotykam się z oznaczeniem "Szlak papieski". Wypraszam sobie! To jest Główny Szlak Beskidzki im. K. Sosnowskiego. Wytyczony przed drugą wojną światową wielkim wysiłkiem przez grupę entuzjastów turystyki górskiej pod kierunkiem Kazimierza Sosnowskiego i Mieczysława Orłowicza. Nie można zawłaszczać im tego dorobku. Nie mam nic przeciwko temu, by grupa zwolenników papieża wytyczyła sobie swój szlak: od kościoła do kościoła, od krzyża do krzyża. Niech wezmą puszkę z farbą i niech pracowicie namalują na drzewach papieskie żółte krzyże. Tak obecnie powstają - z nowymi znakami - liczne ścieżki dydaktyczne, szlaki konne i rowerowe. Nie można przybić - jak to ma miejsce właśnie tu na Magurze - tabliczki z czerwonym znakiem i oznaczeniem "Szlak papieski". Mówi o tym siódme przykazanie, którego zwolennikiem był papież.

Teraz ostry zjazd do doliny, jeszcze wzgórze, kilka polanek i dochodzę do Bartnego. Bacówka PTTK zajęta jest przez gimnazjalistów z Krakowa. Zielona szkoła. No, mam nadzieję, że nie siedzą cały czas w jednym miejscu! Piję kawę i ruszam w dół wsi. Zaczyna padać, zakładam ochraniacz na plecak i kurtkę. Kaptur zasłania mi pół świata skutkiem czego gubię szlak, który odbił przed momentem w lewo. Zawracam przez łąki i odszukuję znaki. Teraz dwugodzinna droga przez zbocza Mareszki do Wołowca. Początkowo ta łemkowska wioska wygląda na opuszczoną i wymarłą, mijam resztki chałup, jakieś fundamenty, rozlatujące się stodoły. Kilkaset metrów dalej widzę jednak więcej domów, także współcześnie wybudowanych daczy. Niektóre domy są całkiem wypasione ;-) Przy drodze kilka krzyży z figurami Chrystusa. Odpoczywam przy bocznej drodze prowadzącej do Jasionki. Rotunda

To jest cała specyfika Beskidu Niskiego: tu mierzy się odcinki od wsi do wsi a nie od szczytu do szczytu. A zatem kolejna godzina przez las: początkowo w górę potoku, później grzbietem Obszaru do szosy w Jasionce. Ostatnie kilkaset metrów szlaku przed asfaltem jest poprowadzone naprawdę idiotycznie. Ale to moja ocena i nie trzeba się z nią zgadzać ;-) Sklepik przy tzw. hotelu jest otwarty i jest nawet chleb. Może to oczywiste dla innych, że w sklepie jest pieczywo, ale ja pamiętam czasy, kiedy do GS-u w Moszczańcu przywozili chleb dwa razy w tygodniu: we wtorki i w piątki i trzeba się było zapisywać na dostawę. Znów mży. Chronię się pod sklepowym parasolem i łapczywie piję gazowaną kolorową wodę. Zero kalorii dzięki aspartamowi ;-) Podjechała właśnie pani kierownik hotelu, więc uprzejmie pytam, po ile noclegi. 30 zł, taniej nie będzie, bo prąd i sprzątaczka kosztują. Heh, mnie też nie będzie, idę dalej. Kolejny "skok" - przez Popowe Wierchy do Ługu. Mało interesująca droga, z której niewiele pamiętam. Wlazłem i zlazłem. Rotunda

Ług. Zbiegam po stromej łące do szosy, kilkaset metrów asfaltową drogą na południe i nawrót za rzeczką. Przez chwilę rozmawiam z leśniczym, a później polną dróżką a trochę i bez dróżki podchodzę pod las na zboczu góry. Z informacji, jakie uzyskałem przeszukując internet wynikało, że czerwony szlak prowadzi przez Rotundę (776 m n.p.m.). Na mojej mapie z 1992 szlak omija szczyt prowadząc z Ługu do Regetowa Niżnego doliną między Rotundą a wzgórzem 532. W Bartnem ta informacja o nowym przebiegu szlaku potwierdziła się, zatem będę musiał wejść na szczyt. Odnajduję przed lasem czerwone znaki i kryję się między drzewami. Najwyższa pora, bo zaczął siąpić drobny deszczyk i poczułem już wilgoć w butach po przejściu przez mokrą łąkę. O 19:15 jestem na szczycie. Znajduje się tu interesujący cmentarz z czasów pierwszej wojny światowej. Mogiły żołnierzy armii austrowęgierskiej ułożone są w kręgu, pośrodku ni to kaplica ni domek ze szpiczastym dachem i dziwne konstrukcje drewniane. Ponoć jugosłowiańska sztuka współczesna.

Początkowo liczyłem na to,że dojdę dziś do Hańczowej. Ale perspektywa wdrapywania się na wysokie Kozie Żebro zniechęciła mnie skutecznie. Będę i tak zadowolony, jeśli znajdę nocleg w Regetowie. Tak, jak uprzedził mnie leśniczy, szlak wyprowadza na drogę w górnej części wsi. A właściwie między Regetowem Niżnym i Wyżnym. Zachęcony tabliczką "Noclegi", podchodzę do pierwszego budynku przy szosie. Otwiera mężczyzna, pytam o nocleg, ale on nic nie wie, musi zapytać żonę. Kobieta krytycznie patrzy na mnie i spławia mówiąc, że jutro przyjeżdżają goście a ma już pościelone w pokojach. Pff... Nie to nie! W sąsiednim domu idzie mi lepiej. Gospodyni w szlafroku ("bo my już kładziemy się spać") jest zaskoczona wizytą ("my nie wynajmujemy właściwie"), ale robi się jej żal mnie ("aż z Kątów pan idzie?") i prowadzi mnie do pokoju syna. Syn gdzieś w świecie, więc łóżko wolne. Świetnie. Myję się szybciutko i uprzedzając gospodynię o mojej manii wczesnego wstawania, wskakuję do śpiwora.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej