Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21-22]


Helsinki-Hameenlinna

niedziela, 11. VII 1993


Po co jechać do Helsinek ? | Plac Senacki i Cerkiew Uspieńska | Być architektem... | Mamy dosyć!


Helsinki - Katedra Luterańska Chyba Helsinki nie były dla mnie miastem, które trzeba koniecznie zobaczyć dla niego samego. Nie ma tu żadnych zachwycających zabytków (poza jednym), olśniewających kolekcji muzealnych i godnych uwagi malowniczych krajobrazów. Raczej zależało mi podczas pobytu w Finlandii na podróżach pośród setek jezior i ciągnących się w nieskończoność lasów. Taką długą podróż odbyliśmy właśnie ostatniej nocy i choć nie prowadziła ona przez centrum Pojezierza Fińskiego, to przecież pokazała uroki Finlandii. A Helsinki?, cóż należało je zobaczyć.
Początek zwiedzania miasta - jak zwykle siadamy gdzieś na ławce, przy dworcu i gotujemy rozgrzewającą herbatkę. Kochana Sylwia robi mi kanapki - sama nic nie je. Wiadomo - za dwa dni płyniemy promem. Później zwiedzanie.

Helsinki - Cerkiew Uspieńska Zaczynamy od Placu Senackiego z Katedrą Luterańską. Rzeczywiście, stojąca na wysokim podeście z kilkudziesięciu granitowych stopni potężna czworokątna budowla w pełni zasługuje na pochwałę zawartą w przewodniku. Jej pokryte patyną kopuły pięknie górują nad masywną bryłą kościoła. Jako tło mamy nieskazitelnie błękitne niebo. Katedra (i pozostałe budynki Placu Senackiego) wywierają na nas takie wrażenie, że wracając wieczorem na dworzec postanawiamy wstąpić tu jeszcze raz.
Ale teraz zmiana - i oglądamy Cerkiew Uspieńską - z czerwono-brunatnej cegły i z lśniącymi w słońcu złotymi kopułami. Przed wejściem do cerkwi odbywamy krótką dyskusję na temat samodzielności pracy fotografika-amatora. Z wnętrza dobiega do nas głos chóru i roznosi się zapach kadzideł. Jest msza - dziś przecież niedziela. Sylwia szybko miesza się z tłumem, ja skromnie stoję przy drzwiach. Obserwuję popów i wiernych, i te wspaniałe wnętrza, ikonostas, przeszło metrowej średnicy kolumny wycięte z pojedynczych bloków marmuru.

Hameenlinna-zamek Przechodząc wzdłuż nabrzeży obserwujemy potężne cielsko promu Silja Line - to takim olbrzymem popłyniemy z Turku do Sztokholmu. Skręcamy do Muzeum Ateneum. Setki, tysiące obrazów XVII, XVIII i XIX-wiecznych. Robi mi się niedobrze.

wartość muzeum = k * n
gdzie n - liczba obrazów, k - empiryczny współczynnik głupoty.

Większe moje zainteresowanie budzą projekty budowli użyteczności publicznej - dziesiątki makiet przedstawiających sale wystawowe, teatry, centra kultury a może coś innego - tego nie wiem, gdyż Finowie rzadko kiedy mają zwyczaj używania języka angielskiego a podpisów fińskich mogłoby dla mnie nie być. Jedno jest pewne - warto być architektem, tworzyć fascynujące projekty nie będąc skrępowanym niczym lub prawie niczym dzięki współczesnej technologii.

Później spacer do południowych dzielnic stolicy. Siadamy na skałkach obrośniętych wokół drzewami, wyciągamy następnie wałówkę i... mamy dosyć Helsinek. Sylwię odstrasza brud panujący wszędzie, papiery na ulicach, a już szczególną abominację wzbudzają graffiti na ścianach prawie każdej płaskiej przestrzeni. Ja z kolei jestem tak śpiący, że chętnie bym się położył na kawałku łąki i zasnął. Ale jak zwiedzać to zwiedzać. Brzegiem Zatoki Fińskiej spacerują ludzie a my wraz z nimi. Przyglądamy się helsinkowiczom gromadnie piorącym dywany na pomostach. Zastanawiamy się: święto, czy zawody? Coraz bliżej jesteśmy ryczącej estrady. Kiedy przechodzimy obok kolumn Sylwia zatyka uszy i uciekamy na spokojniejsze (i ładniejsze) uliczki.
Hameenlinna o świcie Odjeżdżamy niespodziewanie szybko z tego miasta. Nie zdołała zachwycić nas stolica Finlandii. Trudno. Jedziemy do Hameelinny oglądać najstarszy zamek w tym kraju.
Prezentuje się dość okazale, ale bardziej dotyka nas problem: gdzie nocować? które krzaki wybrać? Klnąc w duchu pakujemy się do lasku na zboczu góry. Namiot rozbijamy koło północy. Nie jest najgorzej.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej