Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Haga-Rotterdam

piątek, 7. VIII 1992


A na plaży mi się marzy... | Światowe Centrum Esperanta | Architektura holenderska mnie zachwyca


Scheveningen

Dziś próbujemy przejechać do Rotterdamu, gdzie mieszka jeden z esperantystów. Po drodze planujemy zobaczyć Hagę. Podjeżdżamy zatem tramwajem wczesnym rankiem do wjazdu na autostradę. Zabiera nas biznesmen. Po dwóch latach niewiele pamiętam z tej trasy, jednakże musieliśmy okazać się na tyle sympatyczni, że po lekkiej sugestii podwiózł nas do Scheveningen - nadmorskiej dzielnicy Hagi. Przed nami rozpościera się szeroki budynek Kurhausu - hotelu. Mijamy go i po raz pierwszy widzę Morze Północne. Parlament holenderskiPo krótkiej niepewności, czy aby na pewno możemy wejść na plażę rzucamy się na plażę. Świeci słońce - jest już południe, upał coraz silniejszy. Zrzucamy z siebie swetry, rozkładamy karimaty. W morze wychodzi charakterystyczne molo, lecz moją uwagę przyciągają dziewczyny - trafiliśmy bowiem na plażę topless. Bardzo przyjemnie by spędzało się tu czas, nie ma go jednak zbyt wiele. Jemy posiłek i ruszamy ku centrum.
Po kwadransie poddajemy się - z tymi tobołami trudno się poruszać. Wsiadamy do tramwaju i na szczęście kupujemy bilety. Na szczęście - bo tego dnia kilkukrotnie trafiamy na kontrolę. Dochodzimy do Parlamentu i zatrzymujemy się na dużym dziedzińcu - Binnenhof. Niestety Sala Rycerska jest droga i tylko z przewodnikiem - rezygnujemy. Są tu wokół jakieś muzea i kościoły ale po pierwsze: niezbyt atrakcyjne, po drugie: zgubiłem swoje notatki z Holandii i Belgii.

Nowoczesna Haga Podchodzimy do autostrady mijając superatrakcyjne centrum mieszkaniowe - ta nowoczesna architektura robi na mnie równie duże wrażenie, co zespół Parlamentu. Do Rotterdamu stąd blisko - 25 km, podwozi nas jakiś facet. Po drodze wyjaśniamy mu, że najpierw udajemy się do Światowego Centrum Esperanto. Facet - miły jak reszta Zachodnioeuropejczyków podwozi nas pod sam budynek mieszczący się przy głównej ulicy ("Gdybyście chcieli tu spacerować, to unikajcie odcinka tej ulicy od tego skrzyżowania do tego. To część narkomanów i dealerów"). W Centrum trochę młodych ludzi. Pani w średnim wieku zabiera nas na piętro, do biblioteki, rozmawiają obie po esperancku, robię im zdjęcie. Później zostajemy zaproszeni na herbatkę. Dość dziwny poczęstunek: każdy ma tu własny kubek i przynosi własne jedzenia.

Na nocleg w Centrum nie ma szans, ale esperantysta, do którego Dorota dzwoni, przyjmie nas. Podjeżdżamy autobusem prawie pod jego dom. Chłopak, ok. 30-tu, nie wykazuje specjalnego entuzjazmu z naszego powodu. Jest gdzieś umówiony, więc nas "wyrzuca" na kilka godzin. Jest dopiero 16.00-17.00 i udajemy się na piechotę z wysepki na której mieszka przez potężny most do centrum. Bardzo podobają mi się Kijk Kubus, czyli sześcienne domki - mieszkania ustawione szeregiem na wierzchołkach. Siedziba holenderskich kolei państwowychW ogóle całe centrum Rotterdam zachwyca nowoczesną architekturą - trudno tu znaleźć jakieś zabytki - wszak miasto zostało zbombardowane przez aliantów. Zaglądamy do małego Muzeum Diamentów - właściwie jest to sklep + wystawa +warsztat szlifierski. Wykazuję wyjątkowe zainteresowanie i zadaję szereg pytań dotyczących obróbki kamieni.
Podczas spaceru dochodzimy aż pod dworzec a następnie powoli, "na czas" wracamy do domu.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej