Dzień: [1-2] [3-4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26-27-28]


Agac yas iken egilir                 Zieloną gałązkę łatwo wygiąć

Göreme

sobota, 29 VII 2000


Pierwsze wrażenia | White Valley - nieudane zejście | Orgia u Ivana Divana


A więc jesteśmy w Kapadocji. Mamy tu spędzić 4 dni. Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że mam do dyspozycji 3 mln lirów (5$) oraz długi za przejazd.
Pofałdowana Kapadocja skrywa swoje doliny przed wzrokiem ludzkim. Czasem dopiero stając na krawędzi wąwozu dostrzega się całość wypełnioną różnorodnymi formami skalnymi.
Opuszczamy kemping pożerając wzrokiem okolicę - dosłownie wszędzie są atrakcyjne skałki i chciałoby się wszędzie dostać i oglądać z bliska. Skręcamy w pierwszą lepszą dolinkę i ... objadamy się morelami. Jest akurat tuż przed zbiorami i w wielu miejscach drzewa aż uginają się pod ciężarem owoców. Stara Turczynka Fatima zaprasza nas do odwiedzenia swojego gospodarstwa i "prywatnego" kościoła. Kościółek o ścianach pokrytych polichromią przedstawiającą świętych wykuty jest oczywiście w skale. Siedzimy chwilę wewnątrz nie tyle dla świętych co dla przyjemnego chłodu. Fatima ma swój interes zapraszając turystów do siebie. Po poczęstunku herbatą trudno odmówić zakupu serwetek czy lalek wykonywanych przez kobietę. My odmówiliśmy.
Zwiedzamy skałki. Przenosząc się z miejsca na miejsce odkrywamy położone na różnych poziomach sady morelowe i winnice. Te ostatnie nie wzbudzają naszego zainteresowania - winogrona są jeszcze małe i kwaśne. Podoba mi się tu.
 Po południu czas na kąpiel - cała grupa z wyjątkiem Doroty usiłuje pływać w miniaturowym basenie na terenie kempingu. Największe brawa dostaje Darek po przepłynięciu całych 6 metrów długości basenu.

Andrzej i Darek proponują spacer do twierdzy Uçishar - ja nie wierzę w realność tej wycieczki i proponuję Beacie wejście do Doliny Białej z górnej krawędzi. Ścieżką prowadzącą przez winnice dochodzimy do krawędzi. Udaje się nam zejść do 2/3 wysokości zboczy doliny lecz musimy się wycofać. Podejmujemy jeszcze raz próbę zejścia opuszczając się z samego końca doliny. Niestety betonowa blokada wykonana przez Turków powoduje nasz odwrót. Wycieczkę zaliczam jednak do udanych: po przejściu na drugą stronę szosy Göreme-Uçishar, bez problemów opuszczamy się na dno Doliny Gołębiej. Przechodzimy przez pełne owoców sady, winnice, zagony z dyniami i kabaczkami. Mijamy iglice skalne, grzyby i tunele.

Nawet i w centrum Goreme pełno jest skałek z kościółkami i grotami... W Göreme kupujemy 2-litrową pepsi i popijamy przy ścianie obwieszonej dywanami. Turek - właściciel sklepu i fabryki dywanów, Ivan Divan Deniz zaprasza nas na kawę. Gdy w kilka godzin później wracamy tędy - Ivan Divan serwuje nam kawę i po kilku minutach konwencjonalnej rozmowy (fabryka zatrudnia kilkaset kobiet, ma kilka milionów dolarów dochodu rocznie) przystępuje do rzeczy. Proponuje orgię na jedwabnym dywanie. By nas zachęcić rozkłada z pracownikiem ów dywan. (400 węzłów na calu kwadratowym, 10 lat pracy, po prostu cudo!). Przekomarzania trwają jeszcze chwilę, w końcu robi się mało przyjemnie i zmywamy się.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej