Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6-7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-27] [28-29]


Girona

piątek, 9 VIII 2002


Wyjazd do Girony | Łaźnie Arabskie i piękna Katedra |Spacer po dzielnicy żydowskiej


Girona - Katedra

Byłem przyjemnie zaskoczony, gdy poprzedniego dnia wieczorem Ewa i Adam zaproponowali mi indywidualną wycieczkę do pobliskiej Girony. To był znacznie lepszy pomysł niż plażowanie w Tossa, zwłaszcza, że nie zapowiadał się upalny dzień. Rano okazało się, że pojedziemy w piątkę - z Anką i Misią. Po drodze do Girony oddalonej o 50 km (autobus linii Sarifa) minęliśmy kilka uroczych miasteczek (m.in. Casa de la Selva i Llagostera), na widok których Ewa, która już była na Costa Brava, wykrzykiwała " To Girona, poznaję!".

Szybkim krokiem przemierzyliśmy mniej ciekawe okolice między dworcem autobusowym a Rio Onyar i przez atrakcyjny mostek podeszliśmy pod kościół Sant Feliou. Tu Adam i Ewa po raz kolejny udowodnili, że mają mnóstwo filmów do wypstrykania. Kościół niby za darmo, ale by coś więcej zobaczyć musieliśmy zrzucić się na oświetlenie. Później zwiedziliśmy łaźnie arabskie - kilka 1000-letnich pomieszczeń połączonych korytarzami. Miłe i sympatyczne miejsce. Girona - katedra Stąd już było tylko kroków pod najważniejszy obiekt - Katedrę. Kilkadziesiąt a może więcej schodów prowadzących do kościoła znakomicie utrudniało łatwe uchwycenie gotyckiej fasady. Wnętrze było imponujące, pokręciliśmy się przez dłuższą chwilę. Ewa z Adamem zwiedzili również Katedralne muzeum, ja - mimo że wywieszona tam ścierka (arras z X wieku przedstawiający stworzenie świata) - była dużą atrakcją - nie zdecydowałem się na wydatek kilku euro. W poszukiwaniu WC dla Anki zaglądnęliśmy do pobliskiego Muzeum Sztuki. Kilka sal z barokowym i renesansowym malarstwem, które zobaczyłem "w poszukiwaniu" kibelka zupełnie mnie usatysfakcjonowało. Kawka na dziedzińcu.

Girona - mury obronne A dalej zamek czy raczej resztki fortyfikacji ładnie odnowionych i utrzymywanych. Mury, wykusze, schody, ławeczki poukrywane z zagajnikach akacjowych, gustownie urządzone sadzawki i strumyki, zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. A gdy spojrzałem z wieży na panoramę średniowiecznego miasta z zamglonymi szczytami Pirenejów na horyzoncie - byłem naprawdę zadowolony.

Dzielnica żydowska to mnóstwo wąskich uroczych uliczek, mnóstwo sklepików knajpek i turystów. Podczas gdy koneserzy sztuki i pamiątek żydowskich zwiedzali lokalne muzeum, ja powłóczyłem się z dziewczynami po okolicznych uliczkach. W McDonaldzie Anka krzyknęła "Mój aparat" i pobiegliśmy do sklepiku, w którym piętnaście minut wcześniej robiły zakupy. Był. Dziwne. Miłe.
Nie udało się nam odszukać Fontana d'Or - mimo że kilka razy zawracaliśmy w poszukiwaniu fontanny. Udało się natomiast zaliczyć tanie zakupy w Plusie. Później spacery nad Onyar z malowniczymi mostami i równie atrakcyjnymi domami położonymi tuż nad wodą. Jeden z mostów utkwił mi w pamięci - o ażurowej konstrukcji stalowej zbudowany przez Eiffela. Do odjazdu autobusu mieliśmy jeszcze sporo czasu (rzadkie połączenie z Tossa). Godzinny odpoczynek w parku przeznaczyliśmy na wymianę turystycznych doświadczeń. Ja jeszcze odwiedziłem cyber-cafe (1.5€/30 min.) przy ul. Salvadora i wróciliśmy do Tossa.
Nocny spacer pod zamek. Deszcz.

I jeszcze Girona
Rio OnyarRio Onyar
Dzielnica żydowska Dzielnica żydowska
Łaźnie Arabskie Łaźnie Arabskie
Dzielnica żydowska Dzielnica żydowska

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej