Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Drezno-Kassel

sobota, 1. VIII 1992


Ordnung must sein | Polak na Zachodzie | 'Documenta IX'


Kassel

Jest 8.00 rano. Nie udał się nam wczoraj zwiedzić Zwingeru, a dziś nie chcieliśmy przeznaczać przedpołudnia na zwiedzanie muzeum. Chcemy jak najszybciej wydostać się z tego miasta. Stajemy przy wjeździe na autostradę przyglądając się rozmowie policjantów z młodymi ludźmi, którzy zatrzymali się samochodem kilkanaście metrów od autostrady szukając czegoś na mapie. Po chwili podjeżdża do nas na motorze policjant i mówi, że powinniśmy zejść trochę niżej, za zakręt. Posłusznie wycofujemy się sto metrów. Po kilkunastu minutach podjeżdża kolejny policjant i mówi, że w tym miejscu nie można stać. Tłumaczę mu, że był tu przed chwilą jego kolega i pozwolił nam stać. Policjant kiwa głową i odjeżdża. Po 10 minutach podjeżdża wóz policyjny. Tym razem od razu: Ausweisses! Oglądają paszporty i każą nam zejść poniżej znaku wjazdu na autostradę. Okazuje się, że istotnie nie zauważyliśmy tego znaku. Trochę wściekając się, trochę żartując z sytuacji, a w końcu trochę martwiąc się stanowczością policji i przepisów, stajemy na nowym miejscu. Tu już stoi na stopie inna para. W ciągu pół godziny jesteśmy w drodze. Zabiera nas chłopak z Chemnitz czyli Karl-Marx-Stadtu. Trochę rozmawiam z nim, trochę przysypiam. Musimy wysiadać. Na stacji benzynowej spotykamy kolejną parę podróżującą stopem. Chłopak płynną i poprawną angielszczyzną choć z cudzoziemskim lekko akcentem mówi, że są z Moskwy i jadą do Londynu. Powodzenia! Zabiera nas facet, znów niecała godzina jazdy. Ale jakiej! Niemiec rozpędza swoje auto do 180, 200, 220 km/h! Wysiadamy tuż przed zjazdem z autostrady i odpoczywamy, by ochłonąć. Nie da się! Obok z olbrzymią prędkością pędzą samochody, huk niesamowity a Czarnowiejska wydaje mi się zaciszną i spokojną uliczką.

Na ślimaku zatrzymujemy samochód z dwójką chłopaków. 223 km do Kassel poprzez pagórkowaty teren to zbyt dużo, by nie usnąć. Głupio mi spać, lecz zmęczenie jest silniejsze. Kassel. Chłopcy podwożą nas pod dworzec kolejowy. Dorota ma urwany pasek przy plecaku. Łaskawie pozwala mi zszyć. Idę na zakupy: trzeba kupić chleb i coś do picia. Tu w supermarkecie po raz pierwszy wykazałem swe braki w rozwoju cywilizacyjnym. Usiłowałem przejąć od Niemki wózek. Popatrzyła na mnie wrogo. Później zrozumiałem, że aby skorzystać z wózka, trzeba wrzucić 1DM do dziury. Byłem wściekły za zdzierstwo. Dopiero później dowiedziałem się, że monetę się odzyskuje odprowadzając wózek na miejsce. To dlatego wózki są tak równo poukładane! [w 1992 nie było w Polsce hipermarketów]. Wracam, zostawiamy plecaki w skrytce, i idziemy zwiedzać. Długo debatujemy przed ogromną skrzynią - automatem sprzedającym różne bilety. Pocieszeniem dla naszego nieobycia jest niejaka trudność z jaką sami Niemcy operują tym urządzeniem. Zaopatrujemy się w 24-godzinny bilet.

Kasel: Documenta IX W całym mieście czuć atmosferę festiwalu - trwają Documenta IX. Tu i ówdzie porozrzucane są po mieście dziwne, abstrakcyjne i śmieszne rzeźby. Choćby powyginana rura wystająca z potoku, ziemianka na środku placu, ukośna rura z człowiekiem spacerującym po niej, łóżko z leżącym facetem rozmawijącym z przechodniami. Zwiedzamy Neue Galerie - wszędzie tłumy. Później odpoczywamy przed Oranżerią, by po zwiedzeniu mało fascynującego (choć za darmo!) muzeum astronomii i techniki pojechać tramwajem do Wilhelmshöhe. Przez olbrzymie, panoramiczne okna oglądamy Kassel. Zamek jest już niestety zamknięty, pozostaje nam spacer po parku będącym również wielką atrakcją. Między alejkami zostały rozmieszczone sztuczne groty, ruiny, kaskady, strumyki, altanki itd. Musimy w końcu wracać po plecaki na dworzec. Wieczorem dostajemy się na duże pole namiotowe. 17DM z używalnością kuchni (gazu nie ma) i pryszniców. Spotykamy kilku Polaków - chłopcy bynajmniej nie przyjechali tu na Documenta... Kolejna scysja przy kolacji. Dorota czeka aż pokroję chleb, otworzę puszki, posmaruję kromki. Rano podobnie - dla mnie pozostawia mycie naczyń i pakowanie rzeczy. Ustawiamy się przy głównej drodze.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej