Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12-13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21-22]


Delfy - Patras - Glift

środa, 8. VIII 2001


W delfickim sanktuarium | Zachwycam się krajobrazami |Przeprawa na Peloponez


Delfy: Sanktuarium Ateny

Zapowiada się piękny dzień: zwiedzanie Delf i przejazd na Peloponez. Świt w górach - to mi się podoba. Mimo że spałem w polarze - było dość chłodno. Robię sobie kawę i obserwuję budzenie się "trampingowców". W chwilę później zajeżdżamy pod muzeum i park archeologiczny w Delfach. Przed nami oświetlona promieniami wschodzącego słońca dolina rzeki Xeropotamos (Pleistus), za nami skryte w cieniu piętrzące się skały Parnasu. W dolinie, jak na dłoni, widać pozostałości starożytnego Gimnazjum, a dalej kolumny Tolos w Sanktuarium Ateny (IV wiek p.n.e.). Ruiny zwiedzam z panem Romanem. Delfy: sławny Sfiks delficki Po drodze wcinamy migdały i czerpiemy wodę ze źródeł Kastalskich. Tyle gratisowego zwiedzania w dolnej części Delf. Zrezygnowany wyjmuję 1200 GRD i wchodzę na teren wykopalisk. Świętą Drogą wiodącą zakosami przez wzgórze zmierzamy ku Świątyni Apollina. Nadsłuchuję słów polskiego przewodnika opowiadającego dla grupy Scan Holiday. Trudno mieć pretensje, że Kaśka z nami nie idzie i nie opowiada - nie ma uprawnień, a poza tym, to jest tramping - jak wytłumaczył naiwniakom p. Waldek. Oglądamy opróżnione i pozbawione posągów Skarbce oraz skałę przypisaną przez przewodniki i przewodników wieszczce delfickiej. Kolumny świątyni ku czci Apolla dumnie wznoszą się na tle doliny. Obok amfiteatr bez jednego widza. To jeszcze nie koniec drogi. Dochodzę do Stadionu i tu proponuję Piotrkowi i Rafałowi wyścigi. Odmawiają. Trudno, następna okazja do biegu po starożytnej bieżni będzie w Olimpii.
Słońce praży. Zaszywam się w lasku sosnowym, kładę się, zamykam oczy, słucham cykad i wdycham olejki eteryczne. Jest dobrze. Zrezygnowałem z muzeum (bilet łączony 2000 GRD). Wracam.

Delfy: świątynia Apolla

Jedziemy w kierunku Zatoki Korynckiej. Przepiękne krajobrazy. Góry, doliny, spalona słońcem trawa i zieleń nie poddających się żarowi drzew. Te widoki podobne do sycylijskich cieszą moje oczy. Chciałoby się ich więcej i więcej, lecz nie sposób się nimi nasycić. Zastanawiam się, czy dałoby się kiedyś pochodzić po tych górach - no, nie w sierpniu, przy tej temperaturze - ale jest ich zbyt dużo - tych gór, takich pięknych, pustych, dziewiczych (?). A może by tak spędzić tydzień w górskiej wiosce - z miejscowymi - towarzyszyć im w pracy, w życiu codziennym? Przypominają mi się moje obozy pulsowe, pamiętne Polany Surowiczne, pasterze beskidzcy, ich zagrody, naganianie z Mirkiem owiec do dojenia... Na ile różni się ich życie od żywotu Greków: górali - pasterzy?

Delfy: Ogołocone skarbce

Zmiana krajobrazu. Na horyzoncie ukazało się morze - fragment Zatoki Korynckiej - będzie nam towarzyszyć jeszcze przez 2h. Jedziemy pięknie położonym wzdłuż urwistego brzegu highway'em do Andimonu. Droga nie wywołuje we mnie aż takich zachwytów jak ta z Fauske do Narwiku czy z Sorrento do Salerno, ale przecież jest piękna. Przeprawa promowa do Patras. Szybko i bezproblemowo. Jedziemy na kemping nad Morzem Jońskim. Wywołuje to mój uśmiech, taki przyjazny: jest to kolejne morze w mim życiu (Było: Bałtyckie, Północne, Norweskie, Adriatyckie, Śródziemne, Tyrreńskie, Liguryjskie, Marmara, Czerwone, Martwe, Egejskie. A będzie jeszcze Mirteńskie!). Delfy: sosna, pod którą leżał autor Kilka niezapowiedzianych postojów, podczas których nie wiadomo, czy wysiadać, czy nie, ile potrwają - podgrzewją atmosferę wrogości do Intertouru. Z tyłu autobusu dochodzą do mnie pogróżki pod adresem Kasi i pana Waldka - uosobienia wszystkiego, co złe. Trochę mnie to śmieszy, bo wiem, że nie odważą się powiedzieć tego, co myślą.

Krajobrazy Sterei

Dojeżdżamy na kemping w Glift. Błyskawicznie rozbijam namiot i robię sobie herbatę - większość rozkłada karimaty - z lenistwa - będą spać pod gołym niebem. Plaża jest tu kamienista a co gorsze - dno jest pełne miękkich gąbek, czy innego świństwa poprzyrastanego do ostrych skał. Stąpanie po nich bez klapek budzi obrzydzenie wzmocnione strachem przed wdepnięciem w jeżowca (pamiętam ból Beaty po ukłuciu przez takie bydlę w Aqabie). Przed snem opowiadam chłopcom o cykadach spadających z drzew i włażących do uszu i nosa, o nietoperzach-wampirach, o mięsistych ćmach. Śmieją się, ale przed zaśnięciem naciągają śpiwory na głowę.

Ionian Beach

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej