Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


Delhi

piątek, 30 III 2007


Wracamy na "nasz" Pahar Ganj |W Czerwonym Forcie |Spacerkiem do Meczetu Piątkowego |India Gate - serce kraju


Delhi: Czerwony Fort

Pociąg z Pathankotu przybywa na Old Delhi Railway Station z jednogodzinnym zaledwie opóźnieniem. Nie dajemy szans taksówkowym naganiaczom, spławiamy rikszarzy i idziemy na stację metra. Kilka przystanków i już wysiadamy przy głównym dworcu stolicy, w pobliżu Adjmeri Gate. Stąd już dwa kroki na "nasz" Pahar Ganj. Dyżurny naganiacz plącze się za mną od hotelu do hotelu pokazując mi kolejne szyldy, tak jakbym był co najmniej niedowidzący. Ciągnie mnie w boczną uliczkę, jedną drugą, lecz jego propozycje są, ehm... niezbyt trafione. Po prostu nie zna mojego gustu (a czasem kieszeni). Na Main Bazar wyszukuję w miarę dobry pokój, tym razem w hotelu "Krishna Guest House".

Dziś na pierwszy ogień pójdzie "Czerwony Fort". To niby jeden z ważniejszych zabytków w Delhi, miejsce niemal święte dla Indusów, tu przywódcy narodu z Gandhim i Nehru na czele wygłaszali orędzia do narodu, tu deklarowali niepodległość. Nas jednak Red Fort rozczarował - czerwony piaskowiec ze znanymi już z innych miejsc motywami kwiatowymi, białe marmurowe pałace - daleko im wszak do Taj Mahal - to wszystko sprawiło, ze dość obojętnie przechodzimy koło tych budowli.... Urozmaiceniem są trzy muzea, dwa opowiadające o walce narodowowyzwoleńczej (Brytyjczycy be!) oraz trzecie - archeologiczne. O tyle dziwne, ze tam żadnych wykopalisk nie ma, to raczej muzeum historyczne! OK, nieważne. Delhi: Czerwony Fort

Opuszczamy Czerwony Fort i idziemy do najstarszej w stolicy dżinistycznej świątyni Digimbara ozdobionej trzema rudymi sikharami. To niedaleko, wystarczy przejść przez ruchliwe skrzyżowanie. Niestety trwają w tej chwili modlitwy, wstęp dla nie-wyznawców dopiero od 18.00, nie możemy tak długo czekać. Mimo to wchodzę na podwórko zaglądam tu i ówdzie. Przez Stare Miasto, dzielnice bazarową podchodzimy do meczetu Piątkowego - to miejsce mi się od razu spodobało, gorące płyty piaskowca na dziedzińcu parzą w stopy i nie zachęcają do spacerów.

Spacerujemy teraz uliczkami dzielnicy muzułmańskiej. Pełno tu czarnych, zakwefionych kobiet i biało odzianych mężczyzn. Próbuję im porobić trochę zdjęć, lecz na tych wąskich uliczkach jest stosunkowo ciemno, trudno zrobić wyraźną fotkę z daleka. Jakimś dziwnym sposobem udaje się wyjść z tej plątaniny uliczek i dotrzeć do Delhi Gate. Tu wsiadamy do jakiegoś autobusu jadącego w "zasadniczo dobrym kierunku" i dochodzimy do centralnego punktu stolicy - India Gate - gigantycznego 42-metrowego łuku triumfalnego na jednej linii z Pałacem Prezydenckim. Zrobił się wieczór i wracamy do hotelu. Muszę powiedzieć, że te upały sięgające 36 stopni są wykańczające. Wciąż kupujemy wodę i pomarańcze.







Delhi: Meczet Piątkowy
Delhi: Meczet Piątkowy
Delhi: muzułmanka
New Delhi: India Gate

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej