Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


New Delhi

sobota, 31 III 2007


Wycieczka do Qutab Minar |Czerwony piaskowiec i biały marmur |Tajemnicza kolumna |XI-wieczna rakieta nośna |Bahajska świątynia |Czas na zakupy!


New Delhi: Qutab Minar

O 13.00 wychodzimy z hotelu. Dziś w planie właściwie tylko jeden punkt programu. Na Qutab Minar ostrzyłem sobie zęby od dawna. Chociaż tak naprawdę nie wiedziałem, że to miejsce tak się nazywa. Otóż, wiele, wiele lat temu usłyszałem o niezwykłej kolumnie z czystego żelaza, której, mimo upływu 1600 lat, rdza się nie ima. Zagadka technologii otrzymywania tak odpornego żelaza była ponoć niewyjaśniona, co oczywiście pobudzało wyobraźnię młodego człowieka. Dopiero teraz, studiując przewodnik, zorientowałem się, że będę mógł ją ujrzeć na własne oczy.

Qutab Minar położony jest na przedmieściach New Delhi. Musimy podjechać autobusem linii 505, lecz jak na złość wciąż go nie widać. Rozkładów jazdy na przystankach tu nie uświadczysz, delhijczycy zachęcają nas do cierpliwości. Po godzinie poddajemy się, wsiadamy do innego autobusu jadącego na południe. Po drodze mijamy rządowe budynki z pałacem prezydenckim na końcu szerokiej alei. Później przejeżdżamy obok mauzoleum Safdarjanga, niestety tego ciekawego miejsca dziś nie zwiedzimy. Być może nasza trasa po stolicy nie jest optymalnie zaplanowana, ale mniejsza o to. Przesiadamy się, i po kolejnych 30 minutach jesteśmy na miejscu. Qutab Minar to typowy site turystyczny, pełno tu autokarów, setki turystów. Dłuższą chwilę spędzam pod kasą zastanawiając się, czym lepiej płacić - dolarami czy rupiami. Jakiś Indus co chwilę do mnie podchodzi i usiłuje mi pomóc. Do licha! W czym mi ma pomóc, czego on ode mnie chce!? Kilka razy mu dziękuję, w końcu, po kolejnej zaczepce ryczę do niego "No!!!!". Odskakuje jak oparzony. Boże, czy oni nie potrafią zrozumieć łagodnych słów? New Delhi: Qutab Minar

Miejsce, które będziemy zwiedzać to meczet i ruiny pałacu; sławna kolumna jest tylko jednym z elementów programu. Kierujemy się najpierw do Alai-Darwaza - wspaniałej bramy zbudowanej przez Ala ud din Khila. Ściany z czerwonego piaskowca przetykane białym marmurem są bogato zdobione motywami geometrycznymi i roślinnymi. W sąsiedztwie znajduje się małe mauzoleum Imama Zamina nakryte czarną kopułą. Światło wpadające przez ażurową kratkę tak charakterystyczną dla epoki Lodi oświetla marmurowy nagrobek i ładną, wykonaną również z białego marmuru, tablicą. Hanka jest umęczona upałem i stresami, siadamy na ławce, później zwiedzam ruiny zabudowań pałacowych. Wciąż zerkam na olbrzymi 72-metrowy minaret, na razie odnajduję dobrą perspektywę do zrobienia zdjęć całości, na deser zostawiam sobie przyjrzenie się z bliska szczegółom tej niezwykłej budowli. Teraz kolejne mauzoleum, również wykonane z czerwonego piaskowca. Pośrodku małego dziedzińca na wysokiej podstawie umieszczono piaskowcowy nagrobek Altamisha. Zewnętrzne ściany budynku są wyjątkowo ładnie ozdobione. Nie dziwię się, że tyle osób tu przyjeżdża. Właśnie! Te kolorowe tłumy Indusek są równie atrakcyjne dla mnie. Jakże pięknie by wyglądały polskie ulice, gdyby zawitała indyjska moda! Zbyt dużo szarzyzny u nas! A tu - sari we wszystkich kolorach tęczy, eleganckie pastelowe kostiumy, wielobarwne szale, ostry makijaż, bordowe tilaki na czołach i ozdobione henną dłonie. I dużo, dużo biżuterii. New Delhi: Qutab Minar

Zbliżamy się do czarnej kolumny na dziedzińcu meczetu Quwwat-ul-Islam. Od kilkunastu lat jest ogrodzona, nie można jej dotykać. Nie jest wysoka, ma może 7 metrów, zwieńczona jest karbowaną głowicą. Na jej powierzchni można dostrzec wpółzatarte ornamenty i inskrypcje poświęcone pamięci Chandragupty II panującego w IV w ne. Z prac naukowych, które przeczytałem przed wyjazdem wynika, że swą odporność na rdzewienie kolumna zawdzięcza obecności związków fosforu (0.8%). Korozja zachodzi wyjątkowo powoli, dotyczy tylko powierzchniowej warstwy o grubości 0.03 mm. Co ciekawe, takich kolumn w Indiach jest więcej, choćby w Dhar czy w Vidisha (kolumna Heliodorusa). Jak widać, technologia wytopu żelaza została świetnie opanowana przez starożytnych metalurgów.

Dziedziniec, na którym się znajdujemy otoczony jest podwójnym rzędem kolumn, na niektórych zachowały się poziome belkowania. Przypatruję się tym kolumnom i widzę, że średniowieczni budowniczy niezbyt wzięli sobie do serca nauki greckich architektów. Kwadratowa rzeźbiona baza sięga 1/3 wysokości, arcyskomplikowany kapitel tworzy połowę jej długości, na "zwykły" trzon zostaje niewiele miejsca... No dobrze, kolumny są bardzo interesujące, ale nie spędzimy w tym rozpalonym miejscu ani minuty dłużej. Uciekamy do cienia, tu wśród gałęzi rozłożystego drzewa skrzeczą zielone papugi, nic sobie nie robią z obecności groźnego orła siedzącego na wierzchołku sąsiedniego drzewa. W odległości stu metrów wznosi się jeszcze jedna dziwna, licząca 25 metrów wysokości budowla. Alai Minar to niedokończony przez Ala-ud-dina minaret. Miał byc jeszcze wyższy, jeszcze potężniejszy od istniejacego minaretu. Inwestorowi zabrakło zapału lub funduszy. Ten odpowiednik krakowskiego Szkieletora liczy sobie, bagatela, 800 lat! New Delhi: Induska

Wracamy w końcu pod minaret. Jest naprawdę potężny. Wieża 15-metrowej średnicy u podstawy zwęża się do ledwie 2.5 metra na szczycie. Karby u podstawy budowli nasuwają skojarzenie z wielosilnikowymi rakietami nośnymi. Pierwsze trzy "stopnie" wykonane są z czerwonego piaskowca, czwarty i piąty "stopień" - z marmuru i piaskowca. Gzymsy je rozdzielające potęgują skojarzenie z rakietą. Powierzchnia minaretu pokryta jest niesamowitą ilością zdobień i napisów. Bez wątpienia ten minaret jest czymś wyjątkowym (ponoć najwyższy na świecie wśród murowanych minaretów) i tak różnym od tych, które widziałem w innych krajach. To właśnie w takich miejscach człowiek sobie uświadamia jak różnorodna jest architektura muzułmańska: smukłe iglice Błękitnego Meczetu w Stambule, "ratuszowata" Giralda w Sewilli, stożkowaty minaret w Turfanie, przysadzisty "syryjski" minaret w Moulay Idris, miniaturowe trzęsące się minarety w Esfahanie, można by podawać dziesiątki przykładów...

Opuszczamy to miłe miejsce. Qutab Minar kojarzyć mi się będzie z czerwienią i upałem. Wskakujemy do jakiegoś autobusu z nadzieją, że zawiezie nas do świątyni bahajskiej. Przystanek dalej w pośpiechu wyskakujemy, to nie ten kierunek. Wrrrr, jakże trudno się nimi dogadać... OK, po chwili siedzimy już we właściwym autobusie, obwodnicą Outer Ring Road jedziemy do dzielnicy Kalkaji. New Delhi: Qutab Minar

Popędzani przez kierowcę wyskakujemy w biegu na przystanku. Zanim dotrzemy do celu, wstępujemy do jeszcze jednej hinduistycznej świątyni. Stoi tuż przy drodze, wprost zaprasza do środka. Wewnątrz trzy ołtarze z kolorowymi postaciami Wisznu, Kriszny i Durgi. Najciekawszy jest ten ostatni - Durga właśnie pokonała przeciwnika, widzimy go leżącego na ziemi, ze strzałami wbitymi w plecy. Do świątyni bahajskiej jeszcze 500 metrów... Prawdę mówiąc, ledwo idziemy: upał i zmęczenie daje się we znaki. Wzmacniamy się kolejnym kilogramem pomarańczy.
Za skrzyżowaniem wyłania się niezwykła budowla: olbrzymi kwiat lotosu. Otoczony dziewięcioma basenami i ogrodową zielenią biały budynek wygląda niesamowicie. Szeroką aleją zmierzają ku niemu setki Indusów. Przyłączamy się do nich, przed wejściem do środka zdejmujemy buty i obmywamy stopy. W przestronnym wnętrzu - pustka i cisza, jeśli nie liczyć setek ławek. I ćwierkających wróbli, które znalazły tu swój dom. Świątynia zbudowana jest na planie 9-boku, umiłowanej cyfry w tej młodej, niespełna 150-letniej religii bahajskiej. Praktycznie nie ma tu ozdób, posągów i przedstawień boga. Nawet miejsce, z którego przemawia kapłan ledwo jest wyróżnione przez zwisający z sufitu mikrofon. Siedzimy dłuższą chwilę dyskretnie fotografując wnętrze, później obchodzimy kościół wokół.
New Delhi: świątynia hinduistyczna
Wracamy. Bierzemy rikszę i każemy się zawieźć na przystanek autobusowy. Jazda okazuje się nadzwyczaj krótka, 500 metrów dalej, za zakrętem, są już autobusy. Zezłoszczony i nieco rozbawiony obniżam wypłatę Indusowi o 50% - musi mu wystarczyć za fatygę dziesięć rupii. W autobusie bierzemy bilety po 5 INR, lecz widzę, że inni płacą mniej. Po konsultacjach z pasażerami zgłaszam reklamacje. Konduktor oponuje, ale pasażerowie zaczynają krzyczeć, by mi oddał pieniądze.

Wysiadamy w dzielnicy rządowej. Jest już późne popołudnie i szczerze mówiąc nie chce się nam iść aż pod Pałac Prezydencki. Zresztą... bardzo ładnie wygląda on i z tej odległości;-) Poza tym... po trawniku spaceruje sobie czapla siwa ze swym dorastającym synkiem. Ptaki wyglądają zabawnie, młody osobnik jest tak niepodobny do mamy. Niedługo odlecą na północ... Zerkamy jeszcze na budynek indyjskiego Parlamentu i wracamy autobusem na Pahar Ganj. Ulica New Delhi: świątynia bahajska Main Bazaar jest zatłoczona jak zawsze. Setki riksz, tysiące przechodniów i turystów. Czas na nasze zakupy: najbardziej interesują nas przedmioty z drewna. Kupujemy śliczne rzeźbione tace, inkrustowane kubki z roślinnymi motywami, pudełka herbatą z Darjeelingu (również rzeźbione, a jakże!), piękne notesy oprawione w skórę lub ozdobione ręcznie malowanymi obrazkami na szklanej płytce. Dokładamy jeszcze marmurowe kasetki z charakterystycznymi motywami roślinnymi wykonanymi techniką pietra dura z użyciem półszlachetnych kamyków. Chcielibyśmy jeszcze kupować i kupować, choćby posążki z metalu i inne ładne drobiazgi, ale powstrzymujemy się. I tak już dużo tych pamiątek zebraliśmy w ciągu miesiąca.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej