Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Daofu - Kangding

niedziela, 7 VIII 2005


Tybetańskie warownie |W sympatycznym Kangdingu


Syczuan: architektura tybetańska

No i prawie po bólu. Dziś będę w Kangdingu - najtrudniejsza część Syczuanu przejechana. A jutro Leshan! Inaczej mówiąc - droga z Xiningu do Leshan zajmie mi sześć dni. Miałem więcej szczęścia z połączeniami autobusowymi niż Małgorzata Maniecka, która potrzebowała o dwa dni więcej.
Te kilkanaście godzin, które dziś mam spędzić w autobusie już mnie nie przerażają - przyzwyczaiłem się. Obserwuję znów zmiany w architekturze domów. Tym razem w całości są murowane z kamienia polnego lub łupków, zewnętrzne ściany są starannie wyrównane. Główny budynek jest zazwyczaj dwupiętrowy z płaskim dachem, ewentualnie z wyjściem na taras. Okna są obramowane białymi kamieniami. Obok znajduje się ustawiony prostopadle budynek z pomieszczeniami gospodarczymi na parterze oraz z dużym otwartym hallem na piętrze. Płaski dach wspierają grube drewniane słupy. Pozostałe dwa boki podwórka ogrodzone są wysokim murem. W rogu znajduje się dodatkowo niska wieża-strażnica. Całość sprawia wrażenie warowni.
Syczuan: architektura tybetańska Wciąż jedziemy doliną nieznanej mi z nazwy rzeki. Mijamy kilka miasteczek: Kasa, Luhuo, Dawu... W autobusie jest kilku starszych mnichów, czasem mruczą modlitwy lub śpiewają swoje piosenki. Ilekroć mijamy jakiś klasztor, pokazują go mnisiej młodzieży i żywo coś opowiadają. Zbliżamy się do Daxue Shan - potężnego muru oddzielającego Tybet od nizin południowych Chin. Niestety pogoda jest mglista, popaduje drobny deszczyk. Widzę tylko najbliższe góry. Lecz wiem, że gdzieś tam - wśród tych niebotycznych szczytów - znajduje się święty Gongga Shan (7556m). Dziś go nie zobaczę, ale może jutro będę go podziwiać?
Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów przed Kangding to znów piękna droga wzdłuż rzecznych przełomów. Przyznam, że nigdzie, nawet w Norwegii nie napatrzyłem się na rwące górskie rzeki tyle, co w Chinach. Droga raz zbliża się do rzeki raz prowadzi wysoko po zboczu, może kilometr ponad nią. Tak, Syczuan jest przepiękny!Syczuan: architektura tybetańska

W zapadających ciemnościach docieramy do Kangding. Chcę nocować w dworcowym hotelu, ale kasjerka gestem pokazuje, że nie mogę. OK, zresztą naganiaczka prowadzi mnie już do guest house'u w bloku. Gdyby nie brud na klatce schodowej byłoby równie sympatycznie jak u Bimby w Ułan Bator. Pokoik mam malusieńki, za to z olbrzymim łóżkiem. Przerzucam kilka kanałów w telewizorze i co widzę? Telewizja CCTV nadaje reportaż z.... Krakowa :-))
Wieczorny spacer po mieście. Kangding przypomina mi Karpacz lub Szklarską Porębę z gęstą, wysoką zabudową wzdłuż wąskiej doliny. Rzecz jasna wszystko na skalę chińską: budynki są tu 10-piętrowe a zbocza kilometrowe... Ale mimo tej miejskiej brzydoty - nie do uniknięcia przecież przy tutejszym bałaganiarstwie i syfieniu - miejscowość mi się podoba. Kupuję trochę pamiątek: nóż tybetański i muzykę na CD.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej