Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Czelabińsk - Omsk

poniedziałek, 18 VII 2005


Witaj Azjo! |Tranzyt przez Kazachstan


Ural

2144 kilometry od Moskwy. Rano obudziło mnie słońce. Pociąg powoli przeciskał się między górami. Krajobrazy beskidzkie. W końcu przyspieszyliśmy i zaczęliśmy zjeżdżać po wschodnich stokach Uralu. Witaj Azjo!
Tym razem będzie to prawdziwa Azja: inna niż w Turcji, Syrii i Jordanii inna nawet niż w Mongolii. Jadę do serca kontynentu - Ałmaty, do najgorętszego Turfanu, do Syczuanu i Yunnanu. Ależ ja chciałbym tam już być, mieć te wszystkie granice za sobą...
Dziś zapowiada się nudny dzień. Jadę sam w kupe, wagon prawie pusty, nie za bardzo chcę zostawiać rzeczy bez opieki, siedzę więc w przedziale. Ale - jeśli tranzyt przez Pietropawłowsk odbędzie się bez kłopotów - będę zadowolony. Minęliśmy już Czelabińsk z dworcowymi piramidami niczym w Luwrze, teraz przemierzamy bezkresne równiny. Brak tu pól uprawnych - tylko łąki, lasy, mokradła i drewniane wioski. Dworzec w Czelabińsku

Słońce chyli się ku zachodowi, choć według moskiewskiego czasu dopiero 17.30. Stoimy w Pietropawłowsku. To Kazachstan, przez fragment którego prowadzi postradziecka linia kolejowa ze Swierdłowska do Omska i Nowosybirska. Jak dotąd nie było żadnych kontroli, ani na stacji granicznej Pietuchowo ani tutaj. Nawet na peronie ludzie z rosyjskiego i kazachskiego pociągu się mieszają. Kazaszki noszą po peronie wiązanki wysuszonych na wiór ryb, a na tacach ciasta i pierniki, mężczyźni handlują futrzanymi czapami, zaczynają się ciekawsze klimaty. Napisy są dwujęzyczne, więcej też twarzy wschodnich niż słowiańskich. Ruszamy...


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej