Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Clermont-Ferrand-Uzerche

poniedziałek, 17. VIII 1992


Byle dalej! | Przez Masyw Centralny


Masyw Centralny Byle dalej, byle kawałek dalej na południe. Nasz cel - Tuluza - został zupełnie z boku. Musimy jechać w kierunku Clermont-Ferrand. Jest fatalnie. Od wyjazdu z Paryża nie było możliwości umycia się, nie mówiąc już o ciepłej herbacie. Stoimy na mało uczęszczanych drogach. A przede wszystkim usiłujemy podróżować po nieprzyjaznej dla autostopowiczów Francji. Jeden z kierowców powiedział nam o powodach tego niechętnego stosunku do autostopowiczów - zdarzały się przed laty napady na kierowców. Widać również i inne okoliczności - Francuzi wożą samochodem całe rodziny, podczas gdy w Niemczech najczęściej prowadzi samotny kierowca.
Na 115 km trasę do Moulin zabiera nas kobieta. Dorota konwersuje z nią, ja odpoczywam. W pewnym momencie natrafiamy na objazd i korek. Mimo, że kobieta jedzie do Lionu, wysadza nas w Mouline. OK. To kolejne miasto, którego nie zwiedzamy. Nie ma czasu i nie ma czego.

Zameczek w Uzerche Relaksujemy się chwilę nad rzeką, później idziemy ze dwa kilometry poza most. Dziewczyna - dość sympatyczne - w błyskawicznym tempie podwozi nas do głównego miasta Masywu Centralnego - Clermont-Ferrand. Wsiadamy do autobusu miejskiego, przesiadka na drugi - tu dopiero kasujemy bilety ważne godzinę - i oglądamy tę malowniczo położoną miejscowość z okien autobusu. W małym sklepiku kupujemy owoce i mleko. Chwila wytchnienia na chyboczącej się ławce przy spokojnej ulicy. Ze stacji benzynowej zabiera nas chłopak. Prawie 180 km przez góry - to zawsze lubiłem. Skręcamy do Uzerche i żegnamy się.
Mimo, że ten objazd przez Masyw Centralny był zupełnie nieplanowany - wcale tego nie żałuję. Po pierwsze, jak już powiedziałem, to góry, po drugie - mało kto z Polaków był w tym regionie Francji.
Mamy doprawdy dość spania na dziko. Idziemy "na wariata" szukać noclegu na wsi. Dochodzimy do małego zameczku i w sąsiednim gospodarstwie pytamy o zgodę na rozbicie namiotu. No problem - śpimy spokojnie.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej