Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Changsha - Wuhan - Zhengzhou

niedziela, 14 VIII 2005


Rozmawiam z małą Chinką |Serwis pociągowy |Spacer po Zhengzhou |Ciężka noc w hardseaterze


Hardsleeper

Dziś wysiadam z pociągu! Ależ to brzmi... Zostało mi już "tylko" pół dnia do Zhengzhou.
Cóż mogę powiedzieć o najbliższych godzinach - nuda. Skończyły się atrakcyjne krajobrazy, pola ryżowe, kępy bananowców, nie mówiąc już o plantacjach herbaty. Teraz widzę tylko zwykłe zboża, głównie kukurydzę. Pociąg pustoszeje, w końcowej części trasy przejeżdżamy przez kilka wielomilionowych miast. Czasem z sąsiedniego boksu wyciągnie szyję w moim kierunku 11-letnia dziewczynka. Mieszka z kuzynem w Zhengzhou, chodzi do państwowej szkoły. Jej mama, która zna dobrze angielski, narzeka, że w szkole nauczyciel posługuje się chinglishem. Mała swobodnie mówi po angielsku, aż czasem mi głupio. Tak bardzo bym chciał, aby Sergiusz polubił naukę angielskiego! Do klasy dziewczynki chodzi około 70 uczniów. Jest niesamowity hałas, ciężko prowadzić lekcje. W klasie ma tylko 3 koleżanki, reszta uczniów to chłopcy.
Dziś rano przejeżdżając przez 8-milionowy Wuhan ogladałem Jangcy, najdłuższą rzekę Azji. I pomyśleć, że dziesięć dni temu byłem przy jej źródłach... Co za gigant, 6380 kilometrów! Teraz mam nadzieję, że w okolicach Zhengzhou zobaczę Huang Ho. Jak się później okaże, będzie zbyt ciemno. Trudno. Jangcy pod Wuhanem

To kolejny pociąg podważający obiegowe opinie o chińskim kolejowym horrorze. Owszem, Chińczycy brudzą, ale obsługa pociągu wciąż zamiata i zmywa. W kibelku oczywiście śmierdzi, ale jak dotąd nie śmierdziało mi tylko w pociągach skandynawskich. Obsługa pociągu nie tylko sprząta, ale zajmuje się również usługami i handlem: wypożycza małe telewizory, sprzedaje koraliki i świecące gadżety odstawiając za każdym razem show niczym sprzedawcy z rosyjskich elektriczek.

Jesteśmy na miejscu. Lecę do kasy i kupuję bilet na lokalny hardseater do Pekinu. Mam przed sobą kilka godzin. Okrojony Pascal milczy na temat Zhengzhou, idę na samodzielne zwiedzanie. Oglądam centralne ulice - jak najbardziej zwyczajne chińskie obrazki, i wracam na dworzec odprowadzany przez 2 Chińczyków. Mieli chłopcy rację: poszukiwany przeze mnie internet jest właśnie w dworcowym budynku, skryty na pierwszym piętrze. Dostałem mejla, że Anka, która była z grupą na Syberii rozchorowała się i do Chin nie pojedzie. Druga grupa opuściła Pekin i jest w Xian. Trudno. Wygląda na to, że moja podróż będzie samotna od początku do końca. Zhengzhou

Pociąg do Pekinu No. 1488. To już naprawdę horror. Klimatyzacja azjatycka - otwarte okno, w wagonie120 osób siedzi, 70 stoi, bliżej nieokreślona liczba osób leży pod ławkami. Wnętrze spowija dym tytoniowy mieszany przez szalejące pod sufitem trzy biurowe wentylatory. Po chwili pełno jest śmieci i jedzeniowych odpadków na stolikach i na podłodze. Charki są starannie rozcierane butem. Tym razem znów trafiłem na grubego sąsiada. Rozpycha się i pali. Dobrze, że to tylko 11 godzin... Muszę jednak wyraźnie powiedzieć, że nie mam zastrzeżeń do chińskich pociągów. Zasadniczo wszędzie jest czysto, nawet w hardseaterach. Tu obsługa nie miała szans na sprzątanie. Ten lokalny pociąg, którym jadę, jest wyjątkiem, którego - jak przeanalizowałem - podświadomie nie chciałem uniknąć!
Odmierzam czas do końca jazdy, dzielę go na części i liczę procenty. Tak, jak by to mogło skrócić tę męczarnię ;-)


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej