Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Cefalu

wtorek, 24. VIII 1993


Dopołudniowe plażowanie | Sylwia gorszy katolików | Ach, ci młodzieńcy w swych maszynach!


Cieplutkie morze... Może... Siedzimy na plaży do godziny trzeciej mimo moich protestów i publicznym stwierdzeniu bezsensowności decyzji. Pierwotnie mieliśmy być do 13.00, lecz pilot w końcu zrozumiał, że gonienie po Cefalu w największym skwarze i w porze sjesty jest absurdem. Poza tym ludzie odsypiają wczorajszy "bal" kiedy to po "disco" w barze rozpoczęły się włoskie (a po części i polskie) popisy na plaży.
W gruncie rzeczy jest wspaniale. Pluskam się w morzu do za pięć trzecia wyganiany przez Sylwię, która dba, byśmy się nie spóźniali.

Cefalu W typowo wypoczynkowym Cefalu z charakterystyczną bryłą skalną górującą nad miasteczkiem lądujemy o 15.30. Sklepy są jeszcze pozamykane, idziemy więc do Katedry. Sylwia musi poczekać przed drzwiami, bo Włosi - idioci nie wpuszczają w tak pornograficznym stroju (krótki rękaw). Oglądam mozaiki z tak charakterystycznym wizerunkiem Chrystusa-Pantokratora w absydzie. Kościół sprawia jednak mniej imponujące wrażenie niż Duomo w Monreale. Ściągam podkoszulek. Sylwia wchodzi. Później rozglądamy się po sklepach, gdzie i co najtaniej kupić. Decydujemy się na bułki (2.500L), 12L wody (4.800L) i film Kodaka (8.000L). Sylwia szaleje z radości rozmawiając z krukiem w klatce. Potrafi powiedzieć: "Come stai? Ciao!" i coś jeszcze.
Zaglądamy do średniowiecznej pralni (przepływowej) i wracamy do autobusu. Zbliża się 18.30 a Sucharków nie ma. Powstają zakłady czy "zrobił" zamek na górze, czy też roztrzaskał się wcześniej...

Katedra w Cefalu Późno w nocy (23.00) rozkładamy się na plaży w Tyndaris w centrum miasteczka. Nie ma tu wody ani ubikacji, a na dodatek przyczepiają się sycylijczycy i świecąc po oczach reflektorami swoich samochodów czekają na naszą reakcję. Ich szaleńcze jazdy po plaży trwają dobre pół godziny. Nieruchomo leżymy w śpiworach.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej