Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Bruksela-Gandawa

niedziela, 9. VIII 1992


Niepowtarzalne okazja: Pałac Królewski | Dolne Miasto| Wariat


Atomium

To był naprawdę świetny nocleg: tanie pole namiotowe, Polacy, równiutka trawa, możliwość umycia się i wypicia ciepłej herbaty. Wydostaliśmy się z miasta w miarę szybko samochodem globtrotera z Brukseli. Kierowca rzeczywiście zna świat. Wymienił wtedy chyba liczbę 60 krajów ( w tym wszystkie europejskie z wyjątkiem Albanii). Na specjalne nasze życzenie facet podwiózł nas pod Atomium a następnie z fasonem zajechaliśmy na Pl. Royale.
Była 11.00, najpierw poszliśmy zwiedzać Pałac Królewski - potężny żółto-szary budynek.
Pałac KrólewskiOkazja była naprawdę niepowtarzalna:1. był sierpień, 2. była niedziela, 3. król był za granicą. Ustawiliśmy się w długiej kolejce i zaczęliśmy się przesuwać powoli w ludzkim łańcuchu przez poszczególne komnaty. Wnętrza robiły duże wrażenie, wielki przepych, przy którym Wawel wygląda niesamowicie skromnie i szaro. Wkrótce ten przepych zaczął mnie nużyć a od złoceń robiło się niedobrze. Odpoczęliśmy w ogrodach królewskich naprzeciw pałacu.
Hotel de Ville
Bruksela była naprawdę właściwym miejscem do zwiedzania z naszego punktu widzenia - nie tylko Pałac Królewski ale i sąsiednia Muzeum Sztuk Pięknych było za darmo. W muzeum spędziliśmy ze dwie - trzy godziny - olbrzymie zbiory, których już dziś nie pamiętam. W międzyczasie, gdy Dorota kończyła zwiedzać, ja szybkim krokiem przeszedłem się do kościoła Notre Dame du Sablon a potem prawie biegiem pod obmywany dwiema strugami samochodów monumentalny Pałac Sprawiedliwości.

Stolica Belgii jest zbyt dużym miastem by zobaczyć ją w ciągu jednego dnia, ale nie chcieliśmy tam nocować. Poza tym dwa "zaliczone" obiekty to wystarczająca dawka na jeden dzień. Zdecydowaliśmy się tylko na spacer do centrum czyli Dolnego Miasta. Szeroką promenadą - schodami - zeszliśmy taszczą swe potężne plecaki (a trzeba pamiętać, że wcale mi tych kilogramów nie ubywało, gdyż ciągle uzupełniałem go konserwami z plecaka Doroty by nie słuchać jej ciągłych narzekań). Hotel de Ville
Na wąskich uliczkach natrafiliśmy na odbywający się z okazji (prawdopodobnie) święta piwa pochód ludzi ubranych w stroje "z epoki" i poprzebieranych np. za butelki.
Grand Palace ze swym filigranowym Hotelem de Ville już sam w sobie jest obiektem wartym przyjazdu do miasta. A przecież zobaczyliśmy później jeszcze kościół św. Mikołaja, Centre Mannaie - budynek na planie krzyża, piękny biały kościół św. Michała zrekonstruowany od podstaw. Tak, Bruksela była zachwycająca, a przed nami były i inne perełki belgijskie: Gandawa i Brugia. Po ponad godzinnej wędrówce ku wylotowej ulicy spotkaliśmy dość zabawny pomnik policjanta przewracającego się w momencie, gdy chwyta go kanalarz wychodzący z otworu w chodniku. Mają poczucie humoru ci Belgowie!
Kościół św. Mikołaja

Kolejną przyjemną chwilą był wyjazd z miasta. Jeszcze dobrze nie rozłożyliśmy się z betami przy krawężniku, gdy po kilkunastu sekundach zatrzymał się samochód. Oby tak dalej! Kierowca okazał się wariatem. Bo czyż można puszczać muzykę poważną na cały regulator i pędzić autostradą 230km/h ?
Zajechaliśmy do centrum Gandawy. Tu mieszkała esperantystka - gdy ja czekałem nad rzeką usiłując rozmawiać z miejscowym dziadkiem po angielsku, Dorota szukała budki telefonicznej.
Po kilkunastu minutach zajechał czerwony sportowy samochód i poznaliśmy esperantystkę - kobietę 40-letnią i jej córkę: 20-kilkuletnią piękność. Kanalarz
Mieszkali w dzielnicy willowej na przedmieściu, więc by nam ułatwić dotarcie - po prostu przyjechali po nas. Dwupiętrowy dom, trzy samochody... Rozmawialiśmy głównie po angielsku, tylko Dorota z panią po esperancku. Znali Polskę z kilku wyjazdów a pierwsze pytanie córki o sytuację w kraju było: "Czy w sejmie dalej trwa dyskusja o aborcji?". Kolacja, kąpiel, sen.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej