Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]


Bracieux-Vierzon-Bourges

niedziela, 16. VIII 1992


Autostop po francusku | Byle dalej


Środkowa Francja W czasie stereotypowych rozmów z kierowcami zdarzało się mówić, że po zwiedzeniu Francji pojedziemy do Hiszpanii a na pewno do Włoch. Dopiero po tym dniu miałem prawo w to zwątpić. Chcieliśmy podjechać do Tuluzy, lecz zamiast skierować się do Bloise, wybraliśmy się w kierunku Vierzon.

Zaczęło się fatalnie. Po odszukaniu Doroty (musiała spać pewnie gdzieś na ławce) stwierdziłem, że wciąż ma ochotę na moje towarzystwo. Po ostatnim rzucie oka na Chambord o poranku długo wyczekaliśmy się na samochód do Bracieux - tylko 6 km. Kupiliśmy tu pachnące bagietki i tafiliśmy na kolejną okazję do Fountas - tylko 5 km. Kolejny skok 15 kilometrowy. W tej dziurze z kolei czekamy ponad godzinę, by zatrzymał się samochód do Romorantin-Lanthenay (30 km) i dalej do Vierzon (33 km). Tu utknęliśmy na 2-3 godziny. To było straszne. Cały dzień stracony na niecałe 100 km. Na skrzyżowaniu dróg próbujemy szczęścia zatrzymując samochody jadące do Limoges. Nic z tego. Przechodzimy przez całe miasto i zmieniamy kierunek podróży na Borges. Jakoś udaje się i młode małżeństwo podrzuca nas do wylotowej drogi z Borges w kierunku Lionu. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że najlepiej obozować na dziko na terenie państwowym. Wchodzimy w krzaki przy boisku sportowym i późnym popołudniem rozbijamy namiot.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej