Dzień: [1-2] [3-4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26-27-28]


Przysłowie syryjskie

Aleppo-Homs-Palmira

środa, 12 VII 2000


Czepiam się | Dworzec i kanał moczowy w Homs | Zwiedzamy muzeum w Palmirze | Buntuję się | Fide szuka męża | Noc w ruinach amfiteatru


Dworzec w Homs: pakujemy się do 'rodzinnego' autobusu

Rano, przed opuszczeniem hotelu, odbywam "trudną" rozmowę z Darkiem. Przedstawiam mu swoje krytyczne uwagi co do dnia wczorajszego (można było sprawdzić wcześniej, czy Cytadela jest otwarta) i dnia dzisiejszego (podjął się kupić chleb - nie było...). OK.

Jedziemy najpierw do Homs. Dworzec autobusowy będący tam jednocześnie bazarem wywiera na mnie niesamowite wrażenie. Nie dający się wprost wyrazić hałas, muzyka z kaset, ryk klaksonów autobusów. Musimy krzyczeć do siebie by się porozumieć. Odbywamy wycieczki do WC w dwóch turach. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem - w ubikacji znajduje się głęboki na pół metra i szeroki na 40 cm kanał wypełniony moczem. Nieprawdopodobne! Staram się nie oddychać lecz pełny pęcherz nie pozwala na ucieczkę. Na zewnątrz dłuższą chwilę dochodzę do siebie.

Przystanek na pustyni. 
Jak tu żyć: elektryczność jest ale tak bez drzew... Przesiadamy się do "rodzinnego" autobusu. Pakujemy bagaże na dach; do autobusu co chwilę wpadają mali chłopcy proponując napoje, cukierki, nawet grzebienie. Jedziemy. To już prawdziwa pustynia. Szarożółty krajobraz rozciągający się po horyzont wypełniony jest kamieniami i małymi kępkami roślinności. Od czasu do czasu mijamy osadę beduińską złożoną z kilku - kilkunastu namiotów a raczej płacht zawieszonych na żerdziach. Kobiety w czadorach siedzą przy kociołku lub przeganiają owce na nowe "pastwisko". Jak te zwierzęta potrafią się tu wyżywić? - nie rozumiem. Widok na Cytadelę w Palmirze "Klimatyzacja centralna" czyli otwarte okna to tylko pozór komfortu - gorące powietrze parzy nasze twarze - jest z 50 stopni. W połowie drogi gratisowa cola fundowana przez kierowcę. Jedziemy dalej. Pojawiają się nowe pustynne elementy - bazy wojskowe z rzędami tranporterów i czołgów w barwach ochronnych. Ile sprzętu było dobrze zamaskowanego wśród skał - tego nawet i Izraelczycy nie wiedzą.

Muzeum w Palmirze Wysiadamy w Palmirze pod Muzeum Archeologicznym. Zainteresowana trójka (ja, Beata, Andrzej) podejmuje próbę wejścia na ISIC (15SP zamiast 150SP). Ja mam legitymację Mateusza a Andrzej - Darka. Kasjer przyczepia się do sposobu wypełnienia danych, sprzeczamy się i ostatecznie wchodzimy za łączną kwotę 300SP. Obsługa muzeum zaprasza nas na herbatę (tę słodką). Beata przedstawia mnie jako swojego męża, ja dodaję, że mamy 8 dzieci. Taka gadka Muzeum w Palmirze z miejscowymi powtarza się w przyszłości jeszcze wielokrotnie. Mam mieszane uczucia. Samo muzeum nie zachwyciło mnie - mnóstwo posągów i dekoracji z piaskowca. Trzeba jednak tu zajrzeć, by mieć pełne wyobrażenie o Palmirze (z podobną sytuacją: ruiny + muzeum z najlepszymi okazami można się zetknąć w Pompejach/Muzeum Archeologiczne w Neapolu, Syrakuzach/Muzeum Archeologiczne). Jest i miły akcent - z opisów dowiadujemy się, że część eksponatów ujrzała ponownie światło dzienne dzięki pracom polskich archeologów.

Księżyc nad Cytadelą Zakupy przeciągają się niemiłosiernie, Andrzej chce kupić "antyczny" naszyjnik za 85$, ja żółwia, inni wodę, widokówki, karty telefoniczne... Chodzimy cała grupą, co przedłuża zakupy. Darek ścina włosy, Andrzej idzie na zakupy jedzeniowe. Później na zakupy idzie Dorota z Jarkiem a czas leci i do zachodu słońca na Cytadeli jest go wciąż mniej. W końcu wybucham i mówię, że mam dość takiego braku zorganizowania i że będę sobie radził sam (jedzenie i zwiedzanie). Przecież można ustalić wolną godzinę i miejsce zbiórki!

Nadciąga burza piaskowa... Brakuje czasu - bierzemy taksówkę by wjechać na górującą nad Palmirą Cytadelę tuż przed zachodem. Jest pięknie, rozpościera się przed nami panorama współczesnej Palmiry - miasta Tadmur, a nieco na prawo ruiny starożytnego Kwiatu Pustyni. W promieniach zachodzącego słońca dostrzegamy Wielką Kolumnadę, Bastion Arabski i Teatr. Nie widać tego, co jest skryte pod powierzchnią Tadmur - znajduje się tu ponoć największe syryjskie więzienie z kilkudziesięcioma tysiącami więźniów. Lecz oto coś się zaczyna dziać. Od strony pustyni zbliża się potężna chmura burzy piaskowej. Staram się na kolejnych klatkach filmu uwiecznić to zjawisko. Chmura stopniowo pożera ruiny i zbliża się do Cytadeli. Po chwili wszystko ginie we mgle pyłowej. Niesamowite. Turyści w pośpiechu i w nieoczekiwanych ciemnościach pakują się do samochodów, my urządzamy krótki piknik pod bramą Cytadeli.
Wracamy na piechotę - jest noc, wieje wiatr. Zachód słońca na Cytadeli. Za chwilę wszystko zginie w białych tumanach Grupa syryjskich kobiet siedzących w ogrodzie zaprasza nas do siebie. Przedstawiamy się. Jest wśród nich "mama" - nestorka, zaś gwiazdą jest 17-latka Fide. Ujawnia, że lubi biznesmenów i jej zainteresowanie skupia się na Andrzeju. Andrzejowi aż błyszcza oczy, zabawia ją rozmową, zaprasza do Polski. Hm... Dostajemy herbatę i daktyle. Pojawiają się mężczyźni, bracia i mężowie ale nie uczestniczą w spotkaniu. Wstydzą się, czy co? Przekazuję na ręce "mamy" mały prezencik z Krakowa - grafikę z Wawelem.
Nie udaje się zanocować tu w ogrodzie, wstępujemy do następnego Araba - dużo bogatszego. Tym razem jest to według mnie wproszenie się na herbatkę - nie podoba mi się to. Zresztą herbata się opóźnia i opóźnia. Padają pod adresem gospodarzy niewybredne uwagi po polsku. Wstydzę się za nas.

Gdzie by tu spać? Jarek z bolącą nogą i żoną zostają w hotelu, my około 23.00 idziemy do ruin. Śpimy w amfiteatrze. Sceneria jest niepowtarzalna. Wieje dość silny wiatr i namawiam Darka na miejsce za sceną. Wiatr od pustyni niósł sypał piaskiem przez całą noc... Beata z Andrzejem zostają na oświetlonej światłem księżyca scenie. Piasek niesiony wiatrem wciska się wszędzie i odczuwam przewagę śpiwora typu mumia nad moim - Darek schował się cały w środku, ja z głową opartą na plecaku rozmyślam o skorpionach. Około 3.00 zjawia się Zenobia (Beata), która wystraszywszy Andrzeja przeniosła się do nas ze względu na... wiatr. Nad ranem dołącza do nas Andrzej.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej