Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


Agra - Fatehpur Sikri - Agra

piątek, 9 III 2007


Jedziemy do Wymarłego Miasta |Fatalna pomyłka Akbara |Na dziedzińcu Meczetu Piątkowego |Pałac królowej Jodh Bai |Rikszą wokół Czerwonego Fortu |Wieczorny rekonesans


Podmiejski autobus

Gdy autobus zatrzymuje się na małym parkingu w centrum Agry, czuję się tak wytrząśnięty, jak po jeździe kolejką w wesołym miasteczku. Dyżurny naganiacz proponuje nam dwa hotele przy Taj Road, wybieramy rzecz jasna ten tańszy. ("Gopal", 150 INR). Dziś jest piątek, mauzoleum Taj Mahal jest zamknięte, zupełnie o tym zapomniałem. Nie jest to żaden problem, zrobimy sobie wycieczkę do Fatehpur Sikri, miejscowości oddalonej o półtorej godziny jazdy od Agry. Żałuję jedynie, że jadąc dziś do Agry nie wysiedliśmy w Fatehpur - byłem jednak zbyt nieprzytomny o świcie, by sensownie myśleć. Przy śniadaniu ustalamy plan dnia: najpierw "Wymarłe Miasto", po południu Czerwony Fort. Jadąc motorikszą na dworzec autobusowy Idgah, po raz kolejny stwierdzamy, że Indusi lubią stawiać pomniki i... budować koszary w centrum miasta. Autobusy do Fatehpur Sikri jeżdżą często, właśnie stoi stary grat na dworcu, natomiast gorzej z jutrzejszym dniem. Bezpośredni autobus do Khajuraho wyjeżdża o 6.00 rano, zbyt wcześnie, musimy przecież zobaczyć Taj Mahal. To nic, pojedziemy pociągiem do Jhansi, a później jakoś to będzie ;-) Fatehpur Sikri: w meczecie

Podawana w przewodnikach nazwa "Wymarłe Miasto" (lub "Ghost City") zupełnie nie odpowiada temu, co zobaczyliśmy wjeżdżając do Fatehpur Sikri. Zatrzymujemy się przed bramą miejską z wieżą zegarową, wokół ożywione bazarowe uliczki pełne kolorowego tłumu. Chętnie bym tu spędził więcej czasu "odkrywając" smaki łakoci licznie wystawionych na stoiskach. Musimy jednak pozbyć się namolnego faceta proponującego usługi turystyczne i wejść do ruin miasta zbudowanego przez Akbara pod koniec XVI wieku. Trzeba dodać "przez lekkomyślnego" lub tylko "źle poinformowanego" władcę. Jak można bowiem kazać wybudować miasto w okolicy ubogiej w wodę? Skutek był taki, że wkrótce po śmierci Akbara w 1605 roku miasto zostało porzucone na kilkaset lat... Dziś, jak widać - dzięki doprowadzeniu wody - 30-tysięczne miasteczko dobrze sobie radzi, jednak na użytek turystów zachowano atrakcyjny przydomek "Ghost City". By się tam dostać i przenieść w czasie do przeszłości, trzeba się wspiąć stromą drogą kilkadziesiąt metrów wyżej i wejść przez jedną z kilku bram wykonanych z czerwonego piaskowca. Fatehpur Sikri: Wieża Jelenia

Zaczynamy od Meczetu Piątkowego zwanego też meczetem Dargah. Oto przed nami wielki plac otoczony budynkami z dwoma iwanami. Najważniejszym obiektem jest wielki hall meczetu, do którego tylko ja wchodzę. Przed przepięknym mihrabem okolonym niebieską wstęgą z koranicznym cytatem, siedzi rodzina muzułmańska, obok mimbar z ażurowymi balustradkami.
W północnej części placu znajduje się niewielki budynek, a w nim kilkanaście nagrobków i sarkofagów, między innymi szejka Alauddina Chisti, czyli chana Islama, który na początku XVII wieku podbił Bengal. Inni, mniej ważni dostojnicy religijni, znaleźli miejsce swego spoczynku w podcieniach oraz na placu tuż przy budynku. Ten niewielki cmentarz - może trzydzieści nagrobków - jest zupełnie inny od muzułmańskich cmentarzy, które dotąd widziałem. W
Damaszku były to przepiękne pionowe płyty niczym w kirkucie, w Fezie - pokryte wzorzystymi kafelkami poziome płyty, w Mahan - stożkowate obeliski, w Kaszgarze - gliniane kopczyki, w Turfanie - gliniane proste sarkofagi. A tu - podłużne piramidki z płyt z czerwonego piaskowca. Fatehpur Sikri: jalis w mauzoleum Chiati
Nieco z boku znajduje się mały budyneczek, ale jakże ślicznie ozdobiony! To marmurowe cacko to mauzoleum dziadka Islama, szejka Salima Chisti, sufijskiego świętego z przełomu XV i XVI wieku. Kolumny podtrzymujące dach przedsionka są równie zachwycające, jak jalis - ażurowe ścianki grobowca, do których wierni przywiązali czerwone i żółte nitki włóczki. Przypomina mi się grobowiec imama w meczecie Omajjadów w Damaszku... Tam z kolei do krat przywiązane były zielone wstążeczki. Wchodzimy do środka i wraz muzułmanami obchodzimy przykryty czerwonymi narzutami nagrobek.
Na rozgrzanym placu szwenda się trochę sprzedawców widokówek i innych niepotrzebnych nam rzeczy. Opędzamy się od nich, bardziej podobają się nam tanie, lecz niestety ciężkie, rzeźbione w kamieniu ażurowe lampiony w kształcie kuli lub walca. Opuszczamy meczet i ścieżką, wśród wysuszonych marcowymi upałami krzewów, idziemy zwiedzać resztę miasta. Fatehpur Sikri: mauzoleum Chiati

Przechodzimy przez bramę z czerwonego piaskowca i przystajemy. Przede nami prostokątny dziedziniec karawanseraju, zabudowania są podniszczone, właściwie w ruinie. Wzrok przyciąga Jelenia Wieża (Hiran Mihar) znajdująca się w narożniku: jest lekko stożkowata, a jej mury ozdobione są zabawnymi "kolcami". Wystarczy jednak nieco się zbliżyć, by odkryć, że są to zakrzywione - co prawda kamienne - słoniowe ciosy. Pozostaje zagadką, dlaczego wieża nie zwie się Słoniową. W oddali wyrastają z rozległej równiny jeszcze inne ruiny Wymarłego Miasta. I może gdybym miał więcej czasu a upał był mniejszy, ruszyłbym tyłek i spenetrował te miejsca. Wracam jednak do Hanki, która odpoczywa w cieniu murów. Po drugiej stronie dróżki widać interesujący w kształcie budynek Baoli. Fatehpur Sikri: kołowrotek
Mija nas kilka osiołków prowadzonych przez młodego robotnika. Zwierzęta stąpają ostrożnie, męczą się dźwigając przytroczone kosze z czerwoną ziemią. Poszturchiwane przez chłopaka żałośnie ryczą. My idziemy dróżką w stronę meczetu, próbując dostać się bez biletów do pozostałych zabudowań. Zachęceni przez robotników wspinamy się przez jakieś kładki i grożące zerwaniem gzymsy do remontowanych pomieszczeń. Nie da się jednak stąd przedostać do wyżej położonego dziedzińca, mijamy niewielki basen pokryty seledynową roślinnością i dochodzimy do kasy. Hm... Chcą tu zedrzeć z nas w sumie 500 rupii, póki co wchodzimy na duży dziedziniec pałacu królowej Jodh Bai. Są ławeczki skryte w cieniu, gasimy pragnienie niezbyt zimną wodą i odpoczywamy. Hanka zostaje, ja mieszam się z jakąś wycieczką i przechodzę przez bramę na kolejny plac. Ostrożność zupełnie zbędna, gdyż - jak później się zorientowałem - jest dziś piątek, wstęp gratisowy. Wokół mnie kilka interesujących budynków w stylu mogolskim z wyraźnymi wpływami Gujarati, wszystkie wykonane z czerwonego piaskowca, taka sceneria może się podobać. Ładne są te przestrzenne konstrukcje przykryte zgrabnymi kopułkami. Zaglądam tu i ówdzie starając się jak najdłużej przebywać w cieniu murów. W Divan-i-Khas, Sali Prywatnych Audiencji, stojącej po środku placu odkrywam ciekawą kolumnę podtrzymującą centralnie sklepienie. Jej głowica ma postać kilkudziesięciu, rozchodzących się promieniście, masywnych żeber. Wracam do zniecierpliwionej Hanki, zaglądamy jeszcze pod główne wejście do meczetu, Buland Darwaza. Potężna, 54-metrowej wysokości prostokątna brama z 1588 roku ozdobiona jest arabskim szlaczkiem z jezusowym przekazem mówiącym, iż widzialny świat nie jest ostatecznym miejscem do zamieszkania. Agra: Red Fort

Koniec zwiedzania. Na placyku czeka już na nas autobus, mam ledwie kilka minut, by kupić kilogram bananów. Zajmujemy ostatnie miejsca na tylnej kanapie i ściśnięci między krajowcami jedziemy do Agry. Najważniejszym punktem programu jest teraz zakup biletów do Jhansi. To nieduża odległość, wystarczyłyby bilety w second class, za radą pomocnego Indusa decydujemy się jednak na miejsca z rezerwacją. Pociąg mamy jutro o 11.30.

Czas na Czerwony Fort. Stanowi on w rzeczywistości ufortyfikowane miasto z pałacami, ogrodami i meczetami. Bierzemy motorikszę i zamawiamy objazd wokół fortu, postój pod głównym wejściem i dalszy przejazd do Taj Mahal (100 INR?). Rikszarz ostro rusza, musimy go stopować, by zrobić od czasu do czasu zdjęcie. Okrążamy od północy wysokie, 20-metrowe mury z piaskowca, jak łatwo się domyślić w kolorze czerwonym. Umocnienia wybudowane przez Akbara w 1573 roku, ciągną się na długości dwóch i pół kilometra i były trafną inwestycją wobec powtarzających się wojen i przeniesienia stolicy do Agry. Ładnie to wygląda, ale po dzisiejszych podobnych obrazkach z Fatehpur Sikri chciałoby się jakiegoś urozmaicenia. Szach Jahan, wnuk Akbara gustujący dla odmiany w białym marmurze, znacznie rozbudował pałacowe budynki, lecz, oczywiście, z poziomu ulicy ich dostrzec nie można. Natomiast w zakolu rzeki widoczne jest inne dzieło tego XVII-wiecznego indyjskiego władcy - mauzoleum Taj Mahal. Jego biała sylwetka obramowana czerwonymi budynkami i kępami zieleni przepięknie komponuje się z błękitem nieba. Niecierpliwie będziemy czekać na jutrzejszy ranek. Tymczasem podjeżdżamy pod główną bramę Amara Sigha, pełno tu turystów i sprzedawców pamiątek. Jak zwykle spotykamy tu paru Polaków, a nawet kilku Rosjan. Nie mamy jednak ochoty na zwiedzanie, absolutnie satysfakcjonować nas będzie przejście pod drugą, wewnętrzną bramę. Hanka, choć zniechęcana przeze mnie, kupuje wachlarz z pawich piór. Wracamy do rikszy. Agra: Red Fort

Kierowca wysadza nas pod bramą prowadząca do Taj Mahal. Zmierzcha już, w parku nieliczni przechodnie. Upewniamy się w kasie, czy aby ceny znów nie wzrosły ponad i tak wygórowaną kwotę (500 INR + 5 USD). Jeszcze krótka wizyta w małym meczecie znajdującym się przy wejściu do Taj i próbujemy dostać się nad rzekę przechodząc przez ogrody znajdujące się tuż pod zewnętrznymi murami Taj Raj. Dozorca uchyla nam bramę i prowadzi na drugą stronę. Szkoda, że jest już po zachodzie słońca, widoki nad Jamuną są mało atrakcyjne. Co gorsza, nie widać ścieżki, która by nas stąd wyprowadziła do miasta, do hotelu wracamy tą samą drogą.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej